Ogon w ogon dla dzieciaków - Psy.pl - mamy nosa!

Ogon w ogon dla dzieciaków

Psy, jak zawsze, nie zawiodły – w tym roku w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy wzięły udział nie tylko golden retrievery, którym udało się zebrać rekordową sumę pieniędzy, ale także między innymi psy rasy tosa.

 

Szczekanie i wesołe merdanie biszkoptowych ogonów witało wszystkich, którzy w niedzielny poranek 8 stycznia wchodzili do warszawskiej Galerii Mokotów. Przedarcie się przez szpaler psów, z których każdy chciał przechodnia obwąchać, a najlepiej też polizać, graniczyło z cudem. Niewielu z odwiedzających galerię przechodziło obok czworonogów obojętnie i nic nie wrzucało do puszek.

Reakcje ludzi na widok tylu psów były różne – zdarzali się i tacy, którzy podejrzewali, że to reklama hodowli goldenów i unikali kontaktu z czworonogami. Ale na Mokotowie znalazły się też osoby, które specjalnie przyjechały, aby się z psami spotkać. Wszystko dlatego, że golden retrievery zbierały pieniądze po raz szósty i stały się już naprawdę znane. W tym roku pojawiły się także w Trójmieście, Olsztynie, Poznaniu, Krakowie, Białymstoku, Częstochowie, Tarnowie, Katowicach, Gliwicach i Wrocławiu. 

– Odzew wśród właścicieli goldenów jak zawsze był bardzo duży  – mówi organizatorka warszawskiej kwesty Beata Jakubowska.  – Każdy chciał zbierać pieniądze, ale udało nam się dostać tylko trzy puszki i dlatego robimy to wspólnie. Psy kwestują na zmianę, ale ponad piętnaście psów w samej Warszawie jest na pewno – mówiła  Beata Jakubowska.

Piękna goldenka Bafi z Trójmiasta po raz szósty kwestowała w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Już w sobotę była podekscytowana. Jej właścicielka przygotowywała się do finału WOŚP. – Wyjęłam szalik, cięłam serduszka, składałam puszki, a pies już coś czuł, był niespokojny – opowiada Justyna Eichmann. W niedzielny, wietrzny poranek przy sopockim molo Bafi spotkała się z mamą 9-letnią Opą i swoimi szczeniętami Berkiem i Bafi juniorką. Powitaniom, piskom i zabawom nie było końca. A potem łapa w łapę kwestowały trzy pokolenia wolontariuszy z ogonami. W trójmiejskiej kweście w sumie wzięło udział 20 czworonogów. Najmłodszy miał sześć i pół miesiąca. Był bardzo dzielny, kwestował bowiem przez cały dzień, a później pilnował pieniędzy, gdy wolontariusze liczyli je w banku do późnych godzin nocnych.

Goldeny spotkały się także we Wrocławiu, gdzie pod dwoma pomnikami lwów zebrało się 18 czworonogów. Podobnie jak w Gdańsku i tutaj niektóre psy były ze sobą spokrewnione – kwestowały m.in. Esta i Kortez z mamą Defą. – Część naszych psów pracuje z osobami niepełnosprawnymi, może więc dlatego potrafią tak dobrze zbierać pieniądze dla chorych dzieci – mówi organizatorka wrocławskiej kwesty Mirosława Borowiec.  

Większość czworonogów miała na szyjach czerwone szaliki, golden Homer miał też na uchu serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a Tosca – przyklejone na czole. Młodzi wrocławianie witali psy ze szczególną radością. W okolicach poczty do złotego Baldura  podeszła kilkuletnia Jagoda. Właściciel psa od razu wyjął z torebki ulubiony przysmak goldena – marchewkę i podał dziewczynce. Mama Jagody zdziwiona zapytała: – W jaki sposób uczy się psa, żeby jadł marchewkę? Właściciel Baldura ucieszył się: – Pani też ma psa? Mama Jagody odpowiedziała, że nie, ale ma dwie córeczki, które wcale nie chcą jeść marchewki.    

Z kolei właściciele psów rasy tosa dostali tylko jedną puszkę WOŚP. Nie zniechęciło ich to jednak i ogromne molosy czarowały turystów na warszawskiej Starówce. Miłośnicy tych czworonogów z jednej strony chcieli wesprzeć chore dzieci, a z drugiej zmienić wizerunek tos. – Kiedyś w programie telewizyjnym powiedziano, że tosy to psy mordercy – mówi organizatorka kwesty Marta Ostrowska. – Dziś chcemy pokazać, że wcale tak nie jest. To rzeczywiście trudna rasa, cechująca się nieufnością wobec innych psów, ale w stosunku do ludzi nasze zwierzaki są naprawdę słodkie. WOŚP to świetna okazja, aby to pokazać  – tłumaczy Ostrowska. Faktycznie niewiele osób bało się wielkiej tosy. Szczególnie dzieci chętnie się do niej przytulały. Ci, którzy mieli mniej śmiałości do dużych psów, mogli pobawić się ze zwierzakiem o mniejszych gabarytach – malutkim kundelkiem Rambo, którego jakiś czas temu ktoś podrzucił właścicielom tos. W efekcie tosy podczas swej pierwszej kwesty zebrały prawie tysiąc złotych.

W tym roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zbierała pieniądze na zakup urządzeń ratujących życie wcześniaków, a także na pompy insulinowe dla kobiet w ciąży chorych na cukrzycę. Sztabowi „Golden retrievery” udało się zebrać rekordową ilość pieniędzy – już w tej chwili mają ponad 50 tys. zł (więcej niż rok temu), a jeszcze nie wszystkie puszki zostały otwarte. Nie zakończyły się też aukcje zorganizowane przez sztab goldenów, więc uzbierana kwota może być jeszcze większa. Już wiadomo, że w Poznaniu zebrano 15 tys. zł – o 5 tys. więcej niż w zeszłym roku, a w Trójmieście 11,5 tys. – o tysiąc więcej niż w 2011 roku.  KP, KG, VN

 

 

WROCŁAW

Pogoda nam nie sprzyjała – cały czas padał deszcz. Ale gorąca atmosfera i złote serca naszych psów rozgrzewały całą akcję. Goldeny przyciągały wszystkich przechodniów, a szczególnie osoby z dziećmi. Głaskanie, podawanie łapy, sztuczki – to wszystko po to, by do puszki trafiały pieniążki. Wzruszające było, jak mały chłopiec wyciągnął skarbonkę zrobioną z kartonu, otworzył ją i całą zawartość wrzucił do jednej z trzech naszych puszek. Jego tata powiedział, że chłopiec zbierał pieniążki do kartonowej skarbonki cały rok, żeby w tym dniu wrzucić wszystko do puszki piesków, które widział w zeszłym roku.

To nie jedyna wzruszająca historia. Niepełnosprawna osoba poruszająca się z balkonikiem widząc nas rano w telewizji powiedziała, że chce nas poznać. Rodzina stanęła na wysokości zadania i dowiozła kobietę na rynek, a ona sama była przeszczęśliwa, gdy mogła wygłaskać wszystkie nasze psy. Wspomnień jest wiele, aż się łezka w oku kręci. Jesteśmy zadowoleni, że mogliśmy mieć wkład w całej tej imprezy. Nasze czworonogi kwestowały ponad pieć godzin – czyli tyle, ile sił w łapach.

 

GLIWICE

W tym roku w Gliwicach do ogólnopolskiego sztabu „Golden retrievery dla WOŚP” dołączyła fundacja Warta Goldena. Gliwicke goldeny kwestowanie rozpoczęły od pokazu, w którym prezentowały się zgromadzonej publiczności. – Być w centrum uwagi to dla nich wielkie przeżycie, chcą się zaprezentować z jak najlepszej strony. Takie małe gwiazdy z tych naszych psów – mówiła jedna z właścicielek czworonogów.

, dla której golden Igor jest przyjacielem, przewodnikiem oraz pomocnikiem w codziennych czynnościach, ponieważ Magda jest chora na zanik mięśni i porusza się na wózku inwalidzkim.

Nasze psy nie tylko pomagały zbierać pieniądze na szczytny cel, ale również rozbawiały przechodniów. Szczególne względy u tych psów mają dzieci, które były całowane przez każdego goldena. A maluchy były szczęśliwe, gdy mogły pogłaskać zwierzaka czy przybić piątkę złotemu futrzakowi.

Barbara Waligóra-Piętak

 

KRAKÓW

W tym roku krakowskie goldeny zaczęły kwestować dość wcześnie, bo o 10.30. Zebrały się pod Barbakanem. Wszystkie psy ubrane zostały w czerwone szaliczki i naklejki serduszka. Z serduszkami na psich uszach związana jest zabawna historia – dziecko, które głaskało psiaka, zapytało wolontariuszkę, czy piesek też wrzucił pieniążek do puszki. Zdziwiona wolontariuszka zapytała dlaczego o to pyta, a ono odpowiedziało, że pies musiał coś wrzucić, bo ma przyklejone serduszko na uchu, tylko jak on to zrobił?

Pod kościołem Mariackim po raz pierwszy pokazaliśmy, co nasze psy potrafią – różne sztuczki, posłuszeństwo indywidualne i w grupie. Wzbudziło to dość duże zainteresowanie przechodzących osób – pytali o to, czy te psy są prywatne, czy z jakiejś organizacji, czy zbieramy na pewno na WOŚP, czy może na te psy. Niektórzy byli zaskoczeni że nasze psy tyle potrafią – a przy okazji troszkę się nasze puszki zapełniały. Po chwilowym odpoczynku wróciliśmy na rynek główny, gdzie ponownie pokazaliśmy, co potrafią nasze goldeny. Jeden pokazywał sztuczkę polegającą na podrzucaniu smakołyka nosem i łapaniu go (w celu zjedzenia przysmaku oczywiście). Pech chciał, że kilka razy z rzędu się nie udawało – przechodzący  pan powiedział, że poczeka, aż się uda i dopiero wtedy wrzuci coś do puszki. Gdy w końcu się udało, a sukces został nawet powtórzony – banknot powędrował do puszki zgodnie z danym słowem, a pies otrzymał gorące oklaski.

Były również wzruszające momenty – przyszedł mały chłopiec z pieniążkami ze skarbonki i po kolei wrzucał wszystkie uzbierane grosiki do puszki, a rodzice powiedzieli, że szukali właśnie nas, bo synek słyszał o pieskach zbierających dla Orkiestry i koniecznie chciał dać pieniądze zwierzakom.

Wszyscy uczestnicy kwestowania i darczyńcy obiecali, że będą z nami za rok. I to jest właśnie piękne i niesamowite.

Renata Wróbel-Radecka

 

TARNÓW

Tarnowskie goldeny rozpoczęły granie już w przeddzień XX finału. W sobotnie przedpołudnie całe rodziny wraz ze swoimi czworonogami wybrały się na trzygodzinny spacer "Wędruj z psiakiem zielonym szlakiem z WOŚP" wiodący przez górę św. Marcina w Tarnowie. Tak zostały zebrane pierwsze pieniądze do puszek.

Następnego dnia na tarnowskim rynku pojawiły się złote psy – na co dzień terapeuci pracujący w tarnowskich szkołach, którzy pomagają chorym dzieciakom w zmaganiach z nauką. Miła tarnowianka, wrzucając pieniądze do naszej puszki, przypomniała, że widziała naszą goldenkę Bystrą jako siedmiomiesięczne szczenię podczas XV Finału w 2007 r. i od tej pory co roku hojnie obdarza jej puszkę. Za rok też przyjdzie, a my zapewniamy, że będzie nas jeszcze więcej.

Katarzyna Chrobak

 

CZĘSTOCHOWA

Częstochowskie goldeny zaczęły zbiórkę w samym centrum imprezy, czyli na głównym placu miasta. Jak zawsze wzbudzaliśmy wielkie zainteresowanie wśród wolontariuszy, przechodniów, a szczególnie dzieci. Piękne, głębokie spojrzenia naszych psiaków i ich rozmachane ogony sprawiały, że nikt nie mógł przejść obok nas obojętnie. Zdarzały się zabawne sytuacje, kiedy ludzie pytali, czy te psy są nasze, czy może będziemy je sprzedawać na aukcji WOŚP. Były też chwile wzruszenia i łzy, kiedy do naszych puszek pieniądze wrzucali rodzice dzieci uratowanych dzięki sprzętowi zakupionemu przez fundację Jurka Owsiaka. Było świetnie, jak zawsze. Graliśmy i będziemy grali do końca świata i jeden dzień dłużej.

Jowita Drzymała

 

POZNAŃ

Tradycyjnie już w Poznaniu wielkoorkiestrową kwestę poprzedziły wcześniejsze, kilkutygodniowe przygotowania na cytadeli. Psy nie tylko ćwiczyły przed planowanym pokazem posłuszeństwa, ale przede wszystkim socjalizowały się z sobą, poznając wzajemne zachowania. Zwieńczeniem przygotowań był spacer kilkunastu goldenów po ulicach Poznania w sylwestra, podczas którego rozdaliśmy kilkaset ulotek informujących o kweście golden retrieverów i planowanym pokazie na Starym Rynku.

W dniu finału rozpoczęliśmy kwestowanie pod zamkiem. Ludzi było jak na lekarstwo, ale na szczęście wraz z poprawą pogody pojawiali się pierwsi darczyńcy. I już jeden z pierwszych maluchów wzruszył nas niesamowicie… Do najmłodszego goldena, trzymiesięcznej Nali, przyszedł chłopczyk z tatą i drewnianą skarbonką w kształcie domku. Jak nam powiedział, przyszedł specjalnie do piesków i – głaskając Nalę oraz inne goldeny – wrzucał zawartość skarbonki do puszki. Na koniec poprosił o serduszko na daszek skarbonki, bo będzie tam zbierał pieniążki przez kolejny rok i znów przyjdzie je wrzucić pieskom w przyszłym roku.

Chwilę przed godziną 12 połączyliśmy siły na poznańskim Starym Rynku i zaraz po „koziołkach” rozpoczęliśmy dla setek osób wspomniany pokaz. Było sporo zabawy, brawa od zadowolonej publiczności, a przede wszystkim uśmiech i radość na twarzach najmłodszych! Pokaz był aktywny, zaprosiliśmy do części zabaw również dzieci. Najtrudniejszy, ale i udany okazał się pokaz posłuszeństwa grupowego, w którym wzięło udział 16 psów. Po pokazie, zabawom, wspólnym zdjęciom, głaskaniu piesków, dawaniu im smakołyków, a przy okazji zapełnianiu naszych puszek nie było końca!

Po przerwie na posiłek i odpoczynek psów znów wyszliśmy na ulice Poznania. Przyjazne psy wzbudzały zainteresowanie, głównie najmłodszych. Pogłaskanie złotego futerka, przytulenie się do psiaka czy danie mu smakołyka było dla dzieci wielkim przeżyciem i radością.

Nasze dzielne psy dały też mnóstwo radości osobom niepełnosprawnym. Łza się w oku kręciła, kiedy osoby na wózkach inwalidzkich szczerze uśmiechały się do naszych psiaków, a te nie pozostawały obojętne i dawały się głaskać, machały ogonem i pozowały wytrwale do zdjęć.

Bardzo dużo osób znało nas z poprzednich finałów, z relacji telewizyjnych i wielu przyszło specjalnie do goldenów, by wrzucić pieniądze właśnie do psich puszek. Bardzo wzruszające były momenty, kiedy np. sześcioletnia dziewczynka wyciągnęła woreczek pieniążków i zaczęła wrzucać je do puszki, głaskając pieska. Kiedy tata stwierdził, że już koniec, że resztę wrzuci do innych puszek, ta odpowiedziała, że nie, bo tu są pieski i ona wrzuci wszystko właśnie tutaj.

Szymon Kapela

 

BIAŁYSTOK

W tym roku pomimo niesprzyjającej pogody byliśmy w Białymstoku i w Supraślu, gdzie odbywał się koncert finałowy. Goldeny wzbudzały zachwyt wszystkich uczestników imprezy. Przypadkowy kierowca, jadąc samochodem, zatrzymał się na środku ulicy, wysiadł z samochodu i szybko przybiegł do nas, aby wrzucić pieniążki właśnie do puszki goldena. Zatrzymywali się nawet policjanci, którzy sami wrzucali nam pieniądze. Jeden z nich podkreślił, że nas rozumie i że robimy „dobrą robotę”.

Wielu darczyńców podkreślało, że co roku wrzucają pieniążki do puszek piesków, i że spotykają nas już po raz kolejny. Wśród wrzucających były rodziny z małymi dziećmi, które odważnie podchodziły do piesków, były też osoby starsze, które z wyraźną sympatią odnosiły się do naszej grupy i wrzucały pieniądze o nominałach znacznej wartości. Wiele osób podkreślało, iż w ich przypadku lub w przypadku ich rodziny sprzęt darowany dla szpitala przez WOŚP uratował dziecięce życie. Oni chcą się w ten sposób odwdzięczyć i wiedzą, że to akcja, która jest potrzebna i mają silne przekonanie o jej słuszności, dlatego będą wspierać ją jeszcze długo.

Beata Świsłocka

 

OLSZTYN

Olsztyńskie goldeny też stanęły na wysokości zadania. Psy w czerwonych szaliczkach kwestowały na olsztyńskim starym mieście od południa. W tym roku dzieciaki same nas szukały i ciągnęły rodziców w naszą stronę, żeby pogłaskać i poprzytulać psa. Byli też tacy, który przychodzą co roku, a tym razem przyprowadzili z sobą całe rodziny, byli też tacy, którzy przyszli z nowonarodzonymi dziećmi, bo nie mogli odmówić sobie wrzucenia pieniędzy do psich puszek, jak to robili co roku. Oczywiście były też dzieciaki, które wrzucały nam do puszek to, co zbierały cały rok. Był też pan, który przyniósł kufel po piwie pełen pieniędzy. Wszyscy obiecywali, że pojawią się za rok, by znów wrzucić choć grosik do psiej puszki.

Karolina Tomaszewicz

 

 

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *