Paweł Pochwała - Psy.pl - mamy nosa!

Paweł Pochwała

To było w 2002 r. Odeszła nasza ukochana jamniczka Komma. Bez psa wytrzymaliśmy pół roku. Często wtedy gościłem w „Kawie czy herbacie” szefową schroniska w Celestynowie Izabelę Działak. Postanowiłem, że wraz z rodziną damy dom choć jednemu z mieszkających tam psów.

Zima tego roku była mroźna. Gdy dotarliśmy na miejsce, zobaczyliśmy Bajeczkę (tak ją później nazwaliśmy), jak siedzi zrezygnowana, odwrócona od całego świata na wzgórku ze zmarzniętego błota i śniegu. Wyglądała na największą biedę w tym schronisku, co także wpłynęło na naszą decyzję. Myślę, że dowodzi to słuszności przekonania, że ostatni będą pierwszymi.
Gdy przywieźliśmy Bajkę do domu, spała przez tydzień, dzień i noc. Tak, jakby chciała się oddzielić od schroniskowego świata. Dowiedzieliśmy się, że urodziła się w kociarni. Może tam nauczyła się niesamowitej czystości – myje się trzy razy dziennie. Nie udało nam się niestety przez te sześć lat, które z nami jest, przezwyciężyć jej płochliwości i lęku przed ostrymi dźwiękami, takimi jak wybuchy petard. Z tym wiąże się historia jej zaginięcia. Zdarzyło się to przed kilku laty, dwa dni przed Bożym Narodzeniem. Byłem z nią na spacerze w pobliskim lasku, gdy nagle doszedł nas huk odpalanej petardy. Bajka śmignęła przed siebie i tyle ją widziałem. Szukaliśmy jej wszędzie, ale niestety bezskutecznie. Gdy kolacja wigilijna była już na stole, stało się coś niesamowitego – usłyszeliśmy szczekanie. Gdy wyjrzeliśmy przez okno, zobaczyliśmy oszronionego diabełka. Odtąd jeszcze bardziej pilnujemy Bajki w okresach, gdy wybuchy petard są na porządku dziennym.
To zdarzenie związało nas z sobą jeszcze silniej. Bajka bardzo chce być w domu pomocna, pilnuje go i ostrzega nas przed jej zdaniem niepożądanymi gośćmi. Ma też swoich ulubieńców. Należał do nich na przykład nauczyciel muzyki, który przychodził do mojego syna. Zakolegowała się z nim od samego początku, mimo całej swej płochliwości. Szczególną estymą darzy moją żonę – jakby wiedziała, że to ona ją wybrała w Celestynowie.
Bajka to pies poważny, cały czas czujny. Pierwszy rok położył się cieniem na całym jej życiu. Najbezpieczniej czuje się w domu. Nie przepada za spacerami i zabawami. Zdaje się myśleć: to wielkie miasto, tu nie ma żartów. Lubi za to podróże, chętnie wskakuje do samochodu i dobrze się odnajduje u moich rodziców w Olsztynie, gdzie zawozimy ją, gdy wybieramy się na narty.
Można mieć psa rasowego, ale nie ma chyba większego uczucia niż to, którym darzy nas zwierzak przygarnięty. Przypomniał o tym w naszym programie „Ja i mój pan” dziennikarz Michał Olszański, właściciel trzech przygarniętych czworonogów. Poza tym nasze ludzkie życie jest czasem równie albo i bardziej poplątane niż to czworonogów i gdy tak oba się splatają, to i nam, i im jest lepiej. I kto wie, czy to nie my więcej na tym korzystamy. Pozwala nam to wierzyć, że nie wszystko jest stracone, że i nasze życie może się zmienić, tak jak zmieniło się życie przygarniętego przez nas zwierzaka. Daje on nam więc to, bez czego trudno żyć – nadzieję.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *