Pies to nie krzesło! Czyli jak się rozwodzą na Alasce

Tak pewnie myślałby pies, gdyby posługiwał się naszym językiem. Ale nawet jeśli tak nie myśli, to na pewno tak czuje. Bo psy czują, nie zapominajmy o tym! Rozwód ich opiekunów jest dla nich trudnym przeżyciem. W stanie Alaska sędziowie muszą teraz brać to pod uwagę.

Rozwód i stres

Rozwód, zdaniem psychologów, jest na drugim miejscu po śmierci małżonka, a przed separacją i pobytem w więzieniu, na liście najbardziej stresujących sytuacji, które mogą nas spotkać w życiu. Dotyka rozwodzących się, ale także – a może jeszcze bardziej – dzieci i… psy. Dotąd dobro tych ostatnich sędziowie w Stanach Zjednoczonych mogli brać pod uwagę podczas procesu rozwodowego. Mogli, ale nie musieli.

Teraz w stanie Alaska – jak informuje portal Huffingtonpost.com – sędziowie będą musieli pomyśleć o tym, co czeka psa, który traci swych opiekunów. Od 17 stycznia zaczęły obowiązywać poprawki dotyczące prawa rozwodowego, których celem jest zarówno poprawa zdrowia i bezpieczeństwa ludzi, jak i dobrostanu zwierząt.

Pies na spółkę

Ogólnie rzecz biorąc, prawo uznaje zwierzęta za przedmioty stanowiące własność małżonków. Ale poprawki, które wprowadzono w stanie Alaska, sprawiają, że sędzia nie może traktować psa tak jak krzesło czy stół. Podejmując decyzje o sytuacji małżonków po rozwodzie, musi brać pod uwagę dobro zwierzęcia. Może na przykład orzec wspólną opiekę nad nim obojga rozwiedzionych małżonków.

To ważne, bo psy często są ofiarami rozwodu podobnie jak dzieci. Byli małżonkowie czasem nie mogą się dogadać w kwestii opieki nad nimi. I dochodzi do takich sytuacji, jak w Kanadzie, gdzie sędzia stwierdził, że zwierzę nie ma żadnych praw i że, jeśli małżonkowie się nie porozumieją, to on nakaże wystawić psa na sprzedaż. Co czuje zwierzak, nie obchodziło tu nikogo.

Na Alasce uchwalono jeszcze jedną poprawkę do przepisów prawa. Otóż nakazuje ona osobom winnym przemocy domowej, by płaciły na utrzymanie psów znajdujących się pod opieką ich ofiar.

Autor: Magdalena Ciszewska