prof. Bronisław Chromy - Psy.pl

prof. Bronisław Chromy

Moje dwa psy to przeciwieństwa: spokojna, dobrze wychowana Nora i żywiołowy, wszędobylski Maksio. Nora grzecznie chodzi przy nodze, a Maksia trzeba prowadzić na smyczy. To cwany pies, który potrafi wszystko obrócić na swoją korzyść. Może dlatego, że był u nas pierwszy, wydaje mu się, że ma większe prawa...

Maksio zamieszkał z nami trzy lata temu i od razu znalazł miejsce w moim sercu, chociaż nie ja zadecydowałem o jego pojawieniu się w domu. Córki przyniosły go ze schroniska zaraz po tym, jak odeszła od nas Punia, nasz pierwszy zwierzak przygarnięty z azylu. Mieszkała z nami pięć lat i umarła na zawał serca. Przed nią mieliśmy wiele psów, rasowych i kundelków. Były wśród nich: kerry blue terrier, owczarek collie, a także dwa afgany… zresztą przygarnięte. Gdy któryś z naszych psiaków odchodzi, moja córka Kinga od razu jedzie do schroniska i przywozi następnego. I nie chodzi o to, żeby łatwiej nam było znieść pustkę w sercach – cieszymy się, że kolejny pies znajdzie swój dom. Utrata pana jest przecież dla psa największym ciosem. Trzeba zdawać sobie z tego sprawę, bo wtedy łatwiej pochylić się nad losem opuszczonych zwierząt. A ich losy przedziwnie się plączą.
Kinga pojechała po Punię kilka lat po tym, jak na bulwarach wiślanych w Krakowie stanął pomnik psa Dżoka [autorstwa prof. Chromego – przyp. red.]. Gdy wróciła z nią do domu, zaczęliśmy się bacznie przyglądać suczce, bo kojarzyła nam się z jakimś czworonogiem. I nagle uświadomiliśmy sobie, że przypomina właśnie Dżoka, symbol psiej wierności.
Wiele razy słyszałem opinię, że psy z azylu bywają niebezpieczne, agresywne, bo ich połamane uczucia nigdy się nie skleją i nikogo nie obdarzą siłą pierwszej miłości. Różnie leczą się psie serca. Punia potrzebowała pół roku, żeby wyjść spod kanapy. Psy nie udają uczuć, są takie same na zewnątrz jak wewnątrz, a te azylowe w większości naprawdę bardzo tęsknią do człowieka. Więc skoro proszą, żeby je zabrać, okazują miłość obcym ludziom – jak moglibyśmy temu nie ulec?
Właśnie w ten sposób zamieszkał z nami Maksio. Był jeszcze szczeniakiem. Córka opowiadała, że nie mogła się oprzeć jego smutnej minie, wyczekującemu spojrzeniu. Sprawiał wrażenie zagubionego, malutkiego pieska. Dopiero w domu się okazało, co to za ziółko.
Półtora roku temu do Maksia dołączyła suczka. Miała wtedy trzy lata. Grzeczna, ułożona, najwyraźniej ktoś ją nauczył dobrych manier. Córka wiozła ją ze schroniska i już w samochodzie nazwała: Nora. Gdy wysiadały, zawołała ją tym imieniem, a ona od razu na nie zareagowała! Maksio i Nora zaaklimatyzowały się u nas bardzo szybko. Od razu się pokochały i ich miłość trwa do dziś, choć rywalizują o pieszczoty. Wystarczy, żebym głaskał Maksia odrobinę dłużej, niż życzyłaby sobie tego Nora – a już zaczyna się dopominać o swoje lekkim warknięciem. Miłość psów jest tak wielka, że kiedyś nawet razem uciekły. Może wydawało im się, że świat za ogrodzeniem jest ciekawszy, ale na szczęście szybko zmieniły zdanie i nie musieliśmy ich namawiać do powrotu…
Córka uważa, że psy były grzeczne, dopóki ich nie rozpieściłem i nie zepsułem. Co mówi? Że nauczyłem je żebractwa przy stole? Że pozwalam spać w łóżku? No pewnie! Poza mną w psach najbardziej zakochane są moje wnuczki, a dwuletnia Zosia za każdym razem dopomina się, żeby iść z nimi na spacer. Psy towarzyszą nam wszędzie. Jeżdżą z nami na Mazury. Mają tam swoje towarzystwo i swoje ulubione miejsca… Uwielbiają się kąpać. Wyskakują z auta i biegną do wody. Już nie mogą się doczekać tegorocznych wakacji.

Bronisław Chromy, rzeźbiarz, medalier, malarz, uczeń Xawerego Dunikowskiego


Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *