Przesadziłam stare drzewo - Psy.pl - mamy nosa!

Przesadziłam stare drzewo

19 lat w schronisku - na pewno ma zwichrowaną psychikę! - przestrzegali moi bliscy. Mimo to 10 marca wyruszyłam w daleką drogę po nieznanego mi staruszka

Liska wypatrzyłam przypadkowo w internecie w lutym tego roku. Zdjęcia smutnego, zrezygnowanego psa w schroniskowym boksie, a pod nimi krótki opis i apel wolontariuszki Judyty, młodej dziewczyny, która się nim opiekowała: „Znam go od paru miesięcy, ale dopiero dzisiaj poznałam straszną prawdę: Lisek przebywa w schronisku w Milanówku już od 19 lat. Do tej pory wciąż bezdomny, choć zapewne nie pozostało mu już wiele życia. Jest łagodny i spokojny. Może jednak ktoś go przygarnie…?”.Moja reakcja była bardzo emocjonalna: zabieram go, i to jak najszybciej! I wtedy się zaczęło – przyjaciele, rodzina, znajomi mówili zgodnym chórem: „po co ci taki kłopot?”, „starych drzew się nie przesadza”. Ale dziewczyny z internetowego forum Dogomania – Judyta i Agnieszka, z którą nawiązałam kontakt telefoniczny – utwierdzały mnie w słuszności decyzji. Dostałam także wiele wspierających e-maili od nieznanych mi ludzi.

Pierwszy wspólny dzień
Z Kłodawy, w której mieszkam, do Milanówka jest 450-km. Wyruszyłam więc ok. 4 nad ranem. Dla Liska nowe życie zaczęło się w chwili, gdy mnie zobaczył. Jeszcze nie wiedział, że czeka go kilkugodzinna jazda samochodem, w śniegu, zawiei i gołoledzi. Biedak przespał cały ten czas na tylnym siedzeniu. Był zdezorientowany, ale spokojny. Nie chciał nawet wychodzić po drodze na siusiu, o piciu czy jedzeniu w ogóle nie było mowy.

Do domu dotarliśmy późnym wieczorem. Byliśmy w pewnym sensie parą eksperymentalną, bo ja nawet nie słyszałam nigdy o tak wiekowym psie, nie mówiąc już o tym, że przez tyle lat bezdomnym! Nie miałam doświadczenia w opiece nad takim zwierzakiem. Poza tym w domu był już zwierzyniec: dwie młode suczki owczarki niemieckie i kot – całe towarzystwo wychowane u mnie od małego… Ale decyzja była moja, przemyślana i postąpiłam tak, jak mi serce nakazało.

Wyjęłam zdrętwiałego Liska z samochodu, postawiłam na nogi i powiedziałam: „piesku kochany, to jest twój nowy dom, możesz tu robić, co chcesz”. Zajęłam się wypakowywaniem rzeczy z samochodu, a Lisek pokuśtykał do zaśnieżonego ogrodu. Namierzyłam go po śladach i obserwowałam, jak wszystko obwąchuje, jak obsikuje płot i drzewka… aż w końcu trafił pod wybieg moich suczek. O dziwo, powitanie było przyjazne: psiaki lizały się po nosach i merdały ogonami. Uznałam, że czas się udać na pokoje. Wprowadziłam Liska do domu – zaczęło się zwiedzanie. Najbardziej zainteresował się lustrami i tym psem po drugiej stronie. Próbował go lizać, chciał dotknąć łapą. Mój Boże, pomyślałam, przecież on chyba nigdy nie widział lustra… Nie zareagował na Bazylka, niewielkiego szarego kotka, który na jego widok czmychnął i ukrył się w bezpiecznym miejscu. Przygotowałam posłanie, ale ten biedny pies pogardził nim i całą noc przespał przy moim łóżku. Tak pozostało zresztą do dziś…

Coraz normalniej
Lisek od razu uznał mnie za swoją panią. Tak to już jest, że pies schroniskowy chodzi za swoim nowym właścicielem krok w krok. Bardzo szybko zaakceptował nowy dom. Żebyście widzieli to jego mądre spojrzenie, które z każdym dniem stawało się coraz bardziej radosne, te jego pierwsze spacery po ogrodzie, to ciągłe pilnowanie, czy aby na pewno jestem w pobliżu…

Na początku nie zawsze było łatwo. Psy schroniskowe nie pachną perfumami. Lisek był kupą śmierdzącego nieszczęścia. Już drugiego dnia nie wytrzymałam – choć powinnam z tym poczekać, aż się bardziej zaaklimatyzuje – i wsadziłam go do wanny. Stał w niej jak ofiara losu i biernie poddawał się prysznicowi. Później było energiczne wycieranie ręcznikiem, a po wyschnięciu szczotkowanie, szczotkowanie i jeszcze raz szczotkowanie. Po kilku godzinach był nie do poznania!

Z jego schroniskowymi nawykami musieliśmy powalczyć trochę dłużej. Przez pierwsze dni załatwiał się w domu, mimo że miał możliwość wychodzenia do ogrodu. Co godzina – w dzień i w nocy – musiałam go wypuszczać. Poza tym sam też robił mi pobudkę – szczekaniem, wyciem czy skomleniem – o różnych porach: 3, 4 w nocy… To był najtrudniejszy okres, ale już po kilku dniach było lepiej. Zaczął sygnalizować, kiedy chce wyjść, spał też coraz dłużej – do 5, 6, 7 rano… Było coraz normalniej.
Z kotem również stosunki się ociepliły. No i jak przystało na domowego psa, Lisek zaczął nabierać domowych nawyków. Mówiłam do niego, a on słuchał, kładąc mi swój kochany pyszczek na kolanach. Domagał się głaskania, przytulania… Dopiero jednak po miesiącu zauważyłam u niego pierwsze objawy radości na mój widok. Pierwsze nieśmiałe merdnięcie ogonem jako reakcja na mój powrót z pracy tak mnie wzruszyło, że łzy stanęły mi w oczach. Pomyślałam, że przecież on do tej pory nie miał się z czego cieszyć, nie wiedział, co to jest radość na widok ukochanego człowieka. Musiał się dopiero nauczyć ją okazywać…

Wesoły domowy pies
Przesadziłam stare drzewo, a ono młodnieje i się rozwija. To taka radość patrzeć na Liska i odkrywać codziennie jego nowe, domowe zachowania. Mimo 19 lat spędzonych w schronisku potrafił się przystosować do nowej sytuacji. Jest we mnie tak bardzo zapatrzony, że nawet do łazienki za mną wchodzi, towarzyszy mi również we wszystkich pracach w ogrodzie, chowa narzędzia, a później z łobuzerską miną spogląda zza krzaka. A poza tym dużo śpi, dużo wędruje po ogrodzie, domaga się nieustannych pieszczot i smakołyków. Aż trudno uwierzyć, że tak szybko stał się wesołym domowym psem! Miałam też sporo szczęścia, bo Lisek jest w dobrej kondycji fizycznej. Weterynarz aż zaniemówił po obejrzeniu go i wysłuchaniu jego historii. Poza zmianami starczymi, jak słaby wzrok i słuch, właściwie nic mu nie dolega. Po prostu trafiłam na fajnego psiego faceta!

 

Czy adoptować stare zwierzęta?
Niektórzy mają wątpliwości, czy należy adoptować stare zwierzęta, które większość życia spędziły w schronisku. Dlatego poprosiliśmy o opinię specjalistę od zachowań zwierząt, Joannę Iracką:
– Jeśli pies trafi do warunków zbliżonych do tych, które miał w schronisku – a więc domu z ogrodem – to tylko na tym skorzysta. Trudniej może być, jeśli pies o schroniskowej przeszłości zamieszka w bloku, i to w ruchliwym mieście. Prawdopodobnie będzie bał się klatki schodowej i windy, choć z czasem powinien się do nich przyzwyczaić. Naj­gorzej jest z ruchem miejskim – do niego i niektóre młodsze psy nie potrafią się przystosować.Prawdziwy problem widziałabym tylko w wyciąganiu psów, które należą do schroniskowej „bandy” biegającej luzem, zaprzyjaźnionych od lat z pracownikami schroniska. Te psy mają swoje miejsce na ziemi i pewnie niczego więcej od życia nie chcą…
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *