Rodziny wielopsie - Psy.pl - mamy nosa!
Grupa borderów na spacerze

Rodziny wielopsie

Posiadanie kilku psów określa styl życia. Do wielu rzeczy trzeba przywyknąć, nie na wszystko można sobie pozwolić... Czy to rzeczywiście same problemy?

W znanej anegdocie biedak uskarżał się rabinowi na swój los: ciasną izbę, bałagan, zrzędzącą teściową, hałasujące dzieci i narzekającą żonę.

– Kup sobie kozę! – rzekł rabin.
Lekko zdezorientowany tą radą biedak zaufał jednak nauczycielowi. Ale po jakimś czasie wrócił, narzekając jeszcze bardziej – odkąd do domu trafiła koza, już w ogóle wytrzymać się nie da…
– Sprzedaj kozę! – zarządził rabin.
Po kilku dniach rozpromieniony biedak znów stanął w jego progach:
– Rabbi, co za ulga! Jak czysto i ile mamy miejsca! Moje życie się zmieniło, jestem szczęśliwy!

Wielu z nas, psiarzy, jest w sytuacji biedaka, który dokupił sobie kozę… Tylko że my jej nie sprzedajemy. Obrastamy w psy. Jakie są tego konsekwencje?

Komentarze przechodniów

  • Te to muszą brudzić… a nasze ulice takie zanieczyszczone!
    odpowiedź pocieszająca: Zapewniam, że nie wszystkie te kupy należą do nas, choć może na to wyglądamy.
  • Ile psów! Pewnie za ich utrzymanie ze dwoje dzieci można by wyżywić!
    odpowiedź pełna godności: Ależ proszę pana, to psy luksusowe, na czworo dzieci by starczyło!
  • Tyle dzieci głoduje, a tu tyle zwierzaków w domu!
    odpowiedź dociekliwa: Kiedy ostatnio wysłał pan przekaz na głodujące dzieci w Afryce?
  • Ten duży to mama tych małych! (o psach różnych ras)
    odpowiedź uświadamiająca: Nie, ten duży to chłopak!
    odpowiedź zbywająca: Proszę sobie tylko wyobrazić, jak wyglądał ojciec!

Wariaci, czyli stadko w bloku

Jestem przykładem właścicielki stada psów mieszkającego w mieście, w domu wielorodzinnym. Ale czy typowym przykładem? Zbierając materiały do tego artykułu, uzmysłowiłam sobie, że chyba nie.

Borykam się z podobnymi kłopotami co inni posiadacze dużej zwierzęcej rodziny – z kosztami opieki, z konfliktami wewnątrz stada, z brakiem czasu… Jednak nie z brakiem aprobaty otoczenia. Jak się okazuje, mam szczęście i… rozsądnych sąsiadów, którzy spokojnie podchodzili do rosnącej liczby moich psów. Może dlatego, że od początku starałam się, aby były nieuciążliwe dla otoczenia. Po części pewnie też dlatego, że większość z nich należy do ras miniaturowych.

Nawet w okresie największego zapsienia, wychodząc na spacer z pięcioma zwierzakami, słyszałam głównie okrzyki zachwytu: „Jakie śliczne! Wszystkie są pani…?”.

Jak planować rodzinę wielopsią

  • wprowadzać do niej psy młode (najlepiej do sześciu miesięcy)
  • starać się o zróżnicowanie grupy: unikać czworonogów o podobnej masie ciała (wyrównane siły), temperamencie mogącym prowadzić do konfliktów (podobna motywacja do osiągnięcia wysokiej pozycji) i jednocześnie tej samej płci
  • nie planować więcej niż jednego przedstawiciela spośród ras mających skłonność do konfliktów z innymi psami – a jeśli dwóch, to różnej płci
  • nie dobierać bardzo małych, „kruchych” ras (np. chihuahua, yorki, pinczery miniaturowe, charciki włoskie) do większych psów, bo w razie konfliktu lub nawet tylko brutalniejszej zabawy łatwo może dojść do poważnych urazów
  • planując kilka takich samych czworonogów, wybierać rasy mało konfliktowe, np. gończe (tradycyjnie trzymane w dużych grupach, więc selekcjonowane pod kątem dobrej tolerancji na bliskość innych psów i mające niewielkie „ambicje społeczne”) czy husky (ale malamuty już nie!)
  • bardzo przydaje się dojrzały, silny, pewny siebie, spokojny i zrównoważony pies – jego obecność chroni zazwyczaj grupę przed poważniejszymi konfliktami

 

Pamiętam jednak, jak przed wielu laty spacerowałam z jednym psem własnym i drugim przebywającym u mnie podczas nieobecności właścicieli. Niewybredne zaczepki, głupawe uwagi albo i dłuższe kazania były codziennością. Najwyraźniej w czasach kryzysu, gdy na rynku brakowało mięsa, agresję budziło to, że ktoś spaceruje aż z dwiema istotami ewidentnie mięsożernymi… Czy to się zmieniło?

Posiadanie w bloku kilku psów, zwłaszcza dużych, zmusza do wysłuchiwania komentarzy typu: „Wariatka, takie bydlaki w mieście trzymać! Niech sobie kupi dom na wsi, zamiast normalnych ludzi straszyć!”. Co zresztą w rezultacie uczyniłam… – mówi Ania, właścicielka owczarka niemieckiego Froda, mieszańca malinois Birmy i dobermana Ortegi.

Podobnych uwag słychać więcej, gdy korzysta się ze wspólnej windy lub wąskich schodów na klatce schodowej.

Hodowczyni rasy border collie Marta (aktualny stan posiadania: 13-letni Erti, 7-letnia Ejka, 3-letni Jet i malutka Lula) też mieszka w bloku.

Bywa różnie – opowiada. – Jedni są zachwyceni, inni spoglądają prawie z obrzydzeniem albo pytają: „Pani to ma chyba duże mieszkanie?”.

Reakcje ludzi zależą też od ras psów.

Same bordery nie budzą takich emocji, bo są przyjacielskie. Ale kiedy miałam bordera i rottweilera, to choć oba były spokojne, zdarzały się nawet donosy do administracji. Mimo że moja rottweilerka nigdy nie chodziła luzem, była posądzana o całe zło, które się działo w okolicy: „To pani pies przewrócił sąsiada i złamał mu rękę?” – opowiada Marta.

Sami przeciwko sobie, czyli walki w stadzie

Gorzej, jeśli stado jest narażone nie tylko na zewnętrzne szykany. Hierarchia w nim bywa głównym problemem, nawet jeśli dysponuje się domem i ogrodem. Samce wchodzące w okres dorosłości niekoniecznie chcą pokojowo koegzystować na jednym terenie.

Ten problem przerabialiśmy dwukrotnie – W pierwszym wypadku chodziło o stosunki między Frodem a owczarkiem niemieckim mojego chłopaka Norisem. Znały się od wczesnej młodości i przez prawie dwa lata się przyjaźniły. Niestety, kiedy Noris miał około czterech lat, a Frodo dobiegał trzech, coś w ich relacjach zaczęło się psuć. I nie wiadomo, kiedy serdeczna przyjaźń przekształciła się w patologiczną nienawiść. Krótkie spięcia zaczęły się przeradzać w coraz bardziej krwawe próby sił. Skończyło się to kilkakrotnym szyciem obu gagatków – opowiada Ania.

Biorąc małego dobermana, mieli nadzieję, że taka sytuacja się nie powtórzy. Niestety. Wprawdzie Ortega jako szczeniak był przez Froda tolerowany – czy też raczej ignorowany – ale gdy tylko zaczął się stawać psim nastolatkiem, ustawianie go zaczęło przybierać coraz bardziej brutalne formy…

Jak utrzymać stado?

Koszty opieki weterynaryjnej to nie tylko szczepienia i okresowe kontrole zdrowia. Kiedy jeden pies w stadzie łapie chorobę wirusową, możemy być niemal pewni, że pozostałe też się rozchorują. Oto parę rad, jak zmniejszyć wydatki lub… rozłożyć je w czasie.

  • Jeśli nie chcemy paść rażeni apopleksją na widok rachunku od weterynarza, szczepmy psy w różnych terminach. Próbujmy negocjować ceny. Liczmy się jednak z tym, że większe szanse na zmiękczenie serc weterynarzy ma opiekun kilku przygarniętych bezpańskich psów – wychodzą oni ze słusznego założenia, że skoro z rozmysłem kupiliśmy kilka rasowych psów, to mieliśmy też pomysł, jak zarobić na ich utrzymanie.
  • Zainteresujmy się ofertami hurtowni zoologicznych. Jeżeli nie prowadzimy działalności gospodarczej, poprośmy o pomoc w zakupach znajomego, który ma do nich dostęp. Zakup większej ilości towaru – i to bez marży! – ratuje portfel właściciela wielopsiej rodziny.
  • Wprowadzając do stada nowego domownika, nie sprawiajmy mu całej „wyprawki”. Często kupujemy legowisko, obroże, smycze – po czym okazuje się, że psiak woli stary dywanik, a najwygodniejsza jest smycz, która – zapomniana – wisiała na wieszaku od 10 lat. Drogie zabawki zastąpmy tekturowymi rurkami wypełnionymi smakołykami, pustymi plastikowymi butelkami, grubym sznurem, którym będziemy się przeciągać z psem.

Pozorna sielanka, czyli nieubłagane prawa hierarchii

Nawet jeśli nie dochodzi do otwartych walk, wcale nie musi to oznaczać, że wewnątrz stada panuje miłość i pokój. Przekonałam się o tym, mając przez długie lata yorki – matkę i córkę. Młoda yoreczka była bardzo uległym pieskiem, stosunkowo trudnym we współpracy. Nigdy nie było widać aktów agresji między suczkami, ale tak naprawdę młodszej wystarczało, że jej pewna siebie, dominująca mama codziennie na nią… patrzyła. Po śmierci matki mała odżyła; dopiero wtedy jej charakter ujawnił się w całej pełni. Zaczęła na przykład wykazywać chęć do zabawy, w całkiem dojrzałym już wieku chętnie uczyła się nowych rzeczy, przestała być bojaźliwa.

Choćbyśmy byli bardzo uważnymi właścicielami, nie będziemy w stanie w pełni kontrolować sytuacji w stadzie – m.in. dlatego, że nie jesteśmy z naszymi psami na okrągło. W skrajnych przypadkach pozostaje nam je izolować, co nawet w dużym domu bywa uciążliwe.

Nasze czworonogi wypuszczamy do ogrodu na przemian. W domu też mogą przebywać wyłącznie w układzie: pies – suka. Ustalenie grafiku to niezła gimnastyka. Zwłaszcza gdy rano spieszymy się do pracy, a tu jednego trzeba zamknąć, drugiego wypuścić, a nie zapomnieć o trzecim – i to tak, żeby się po drodze nie spotkały… – mówi Ania.

Czworonogi błyskawicznie za to jednoczą siły, by przetrzepać skórę obcemu przybyszowi albo pogonić kota. Każdy, kto decyduje się na posiadanie więcej niż jednego psa, powinien w pełni panować nad swoimi zwierzętami. Stado działa bowiem według zakodowanego w genach wzorca postępowania i nie ma tu miejsca na negocjacje. Psy nakręcają się wzajemnie, czego konsekwencją mogą być naprawdę groźne sytuacje.

Dlatego zanim weźmiemy drugiego czworonoga, musimy najpierw rozwiązać ewentualne problemy z pierwszym.

Zakazane tropiki, czyli wyrzeczenia

Posiadanie kilku psów określa styl życia. Weźmy choćby wyjazd na urlop: bywa kłopotliwy z jednym psem, a co dopiero mówić o trzech albo czterech! Znacznie łatwiej też znaleźć kogoś, kto zaopiekuje się „jedynakiem” w czasie naszej nieobecności. Chętnych do opieki nad pięcioma raczej nie ma…

Kiedy nie kupować drugiego psa?

  • Jeśli twój pierwszy pies ma problem z pozostawaniem w samotności – demoluje mieszkanie albo wyje. Wprawdzie często doradza się wtedy drugiego zwierzaka dla towarzystwa, ale nie jest to wystarczająca motywacja. Zwłaszcza że choć czasem rzeczywiście psy z lękiem separacyjnym uspokajają się, gdy czują w mieszkaniu obecność drugiej istoty, to częściej… ich niepokój udziela się drugiemu czworonogowi.
  • Gdy masz problemy z utrzymaniem pierwszego psiaka, musisz okresowo karmić go tanią karmą, omijasz weterynarza, leczysz domowymi sposobami. Założenie „Dał Pan Bóg dzieci, da i na dzieci” w świecie kynologicznym nie ma racji bytu.
  • Kiedy zachwycasz się wieloma rasami spotykanymi na wystawach i nie możesz się powstrzymać, żeby nie dokupić kolejnej. Zwłaszcza jeśli twoje psy są powierzane opiece fachowców, którzy je strzygą, wychowują, a ty już po chwili spędzonej z twoimi pupilami czujesz, że to nie to…
  • Jeśli nie masz ochoty na następne zwierzę, ale znajomi błagają, byś przygarnął znajdka, który się do nich przyplątał.
  • Gdy twój pies na spacerach chodzi własnymi drogami, w domu nie jesteś w stanie go nakłonić, żeby zszedł z twojego fotela, a w porze jego obiadu zamykasz się w swoim pokoju, bo bardzo nie lubi, kiedy ktoś mu się wtedy przygląda…

 

Sama rozwiązuję ten problem, wynajmując ogrodzony dom w lesie do wyłącznej dyspozycji mojej psio-ludzkiej rodziny. Oczywiście jego właściciel wie, że na wakacje przyjeżdżają licznie czworonogi, ale nie ma nic przeciwko temu.

Marta nie rusza się bez swoich psów:

Jeżdżę na działkę na Mazurach albo do zaprzyjaźnionych znajomych, którym taka liczba zwierząt nie przeszkadza, czasem do innych psiarzy. O atrakcyjnych wakacjach w tropikach raczej należy jednak zapomnieć.

Wszystkim nie dogodzisz, czyli wyrzuty sumienia

Więcej psów to automatycznie… większe wyrzuty sumienia nękające właścicieli. Z czasu, jaki możemy im poświęcić, wydzielamy każdemu – co przecież jest bardzo potrzebne – chwile tylko dla niego. Wobec tego im więcej psów, tym mniej indywidualnego kontaktu.

W takiej sytuacji znacznie łatwiej przeoczyć to, że z którymś z podopiecznych dzieje się coś niedobrego. Zwłaszcza że sporo czasu pochłaniają spacery, na które niejednokrotnie trzeba wychodzić, dzieląc psy na grupy. Toteż potencjalnych posiadaczy psich stad trzeba przestrzec: biorąc drugiego czworonoga, odbieramy odrobinę siebie temu pierwszemu.

Po co nam kilka psów?

Dlaczego mam  tyle zwierząt? To konsekwencja zajmowania się szkoleniem. Frodo był pierwszym psem wziętym do kochania. Gdy jednak wciągnęła nas zabawa w psi sport, zaczęłam się rozglądać za zwierzęciem, które mogłoby mieć lepsze wyniki. Tak pojawiła się Birma. W podobny sposób mój chłopak doszedł od Norisa do Ortegi. Z tą różnicą, że Noris był własnością jego rodziców, więc po zakończeniu kariery sportowej trafił na ich kanapę. Dzięki temu nie mamy czterech psów – opowiada Ania.

Dla mnie posiadanie kilku psów stało się normą. Często mam wrażenie, że żyję w samym środku przyrodniczego filmu i mogę godzinami obserwować interakcje między moimi czworonogami. Zachwyca mnie nieustannie, jak bardzo każdy z nich jest pełną, odrębną jednostką, a jednocześnie jak znakomicie komunikuje się z pozostałymi.

Najpierw miałam rottweilerkę, z którą próbowałam biegać w agility. Potem koleżanka nieopatrznie rzuciła: „Do agility to kup sobie bordera!”–  i tak pojawił się Erti… Na kilka lat to mi wystarczyło, ale borderlioza jest okropnie zaraźliwą chorobą i po kilku latach doszła Ejka. Zupełnie nie planowałam przywiezienia do domu Jeta – prawnuczka Ertiego. A teraz została z nami jeszcze ostatnia córeczka Ejki, zapewne następna suczka hodowlana w przyszłości – mówi z kolei Marta.

Czasem, patrząc na spacerze na kogoś wyprowadzającego jednego psa, zastanawiam się: ciekawe, jak to jest mieć jedynaka?

Autor: Paulina Łukaszewska
5 na 5 na podstawie 1 głosów
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także
  • dwbem
    dwbem 21 kwietnia 2017 o 20:46

    Sama mam od kilkudziesięciu lat po kilka psóww bloku, w osiedlu ale jakoś miałam szczęście do sąsiadów bo przeważnie nie zgłaszali pretensji, może dlatego, że mimo że były to duże psy i szkolone na obronne były doskonale socjalizowane od szczeniaka i nigdy nie stanowiły zagrożenia dla otoczenia - ani ludzi ani psów. Tak je wychowywałam, żeby nie mieć wrogów wśród sąsiadów mających i dzieci i psy.
    Poza tym mimo, że bywaly u mnie i psy i suki nie miałam nigdy konfliktów między psami bo zawsze starsze wychowywały sobie młodsze a dorosłe jakoś się dogadywały bo starałam sienigdy nie robić różnicy ani przy smakołykach ani przy pieszczotach. A byly to najpierw owczarki niemieckie a potem rottweilery. A teraz z ostatnią 12-letnią rottweilerkążyjesobie parka średnich pinczerów w tym jednym z nich jest adoptowany w wieku 5 lat pies. I choć już jestem emerytką jakoś stać mnie na karmienie ich naturalnie mięsem i leczenie, kiedy trzeba. Jak się psy kocha to daje się radę ze wszystkim.

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *