Skrzywdzone i skazane - Psy.pl - mamy nosa!

Skrzywdzone i skazane

Minęło ponad pół roku od czasu zamknięcia nielegalnej hodowli psów do walk spod Otwocka. Co się dzieje ze zwierzętami zabranymi bezdusznym właścicielom?

Sprawa „hodowli” psów do walk prowadzonej przez braci S. ma już kilkuletnią historię. Pod koniec lat 90. była nawet rozpatrywana przez sąd, ale nie udało się wówczas udowodnić, że bracia nad psami się znęcali. W kolejnych latach sąsiedzi S. kilkakrotnie skarżyli się w pismach adresowanych do prezydenta Otwocka na hałasy i przykre zapachy dochodzące z działki.

Aby skłonić do działania stosowne instytucje, trzeba było impulsu. Dostarczyła go kobieta, której skradziono boksera. Dowiedziała się, że zwierzę prawdopodobnie przebywa w hodowli pod Otwockiem (później nieznane osoby podrzuciły znajdującego się w ciężkim stanie psa pod jej dom).

Zabrane na raty
Podczas pierwszej kontroli przedstawiciele Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami zabrali z hodowli rudo-białą amstafkę, która trafiła do schroniska w Celestynowie. Natychmiast wystąpili też do prezydenta Otwocka, by podjął decyzję o odebraniu zwierząt braciom S. Prezydent najpierw zgodził się na zabranie tylko 13 psów – bo tyle zgodziło się przyjąć schronisko w Celestynowie, ale pod naciskiem ekologów wydał drugą decyzję, nakazująca odebranie również pozostałych zwierząt. Niestety, w tym okresie z posesji braci S. zniknęło ok. 20 psów – nie wiadomo, co się z nimi stało. W sumie podczas trzech interwencji inspektorzy TOZ, warszawska straż miejska i policja uwolnili 52 psy, z których jeden został natychmiast uśpiony, bo był zarażony gronkowcem.

Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami wniosło do Prokuratury Rejonowej w Otwocku o wszczęcie postępowania przeciwko braciom S. Tymczasowo psy przeszły na własność gminy Otwock i zostały umieszczone w czterech miejscach: 26 w hotelu Bazyli w podwarszawskiej Łomnej, 16 w schronisku w Celestynowie, pięć w schronisku w Milanówku, cztery w warszawskim schronisku Na Paluchu.

Tajemnica lekarska
Po odebraniu psów rozpoczęły się dyskusje, co z nimi zrobić. – Odniosłem wrażenie, że wielu ludzi biorących udział w tej akcji bało się zaangażować i podjąć jakieś konstruktywne działania – mówi Andrzej Szaciłło, prezydent Otwocka. Ma żal do powiatowego i wojewódzkiego lekarza weterynarii, że nie podjęli wiążącej decyzji, co powinno się stać z psami, i zostawili go z tym problemem. Szaciłło wydał więc decyzję, na mocy której zgodził się na uśpienie najbardziej agresywnych psów w Łomnej i Celestynowie. – Wszystkie zwierzęta były pod obserwacją lekarzy weterynarii, część trafiła do adopcji, a te, które nie rokowały nadziei, którym wyrządzono okrutną krzywdę, trzeba było uśpić – mówi Szaciłło, ale nie chce podać żadnych szczegółów.

Udało się nam ustalić, że dziś ponad połowa psów już nie żyje. Uśpiono wszystkie z Łomnej, nie żyją także jeden z Milanówka i dwa z Celestynowa. Co ciekawe, tylko psy z Łomnej zostały uśpione z powodu nadmiernej agresywności, pozostałe z powodów zdrowotnych. Właścicielem hotelu w Łomnej jest weterynarz Bogusław Rocki. Nie chce rozmawiać o psach z Otwocka. – Proszę pytać o nie właściciela, czyli gminę Otwock. Ja nie mogę nic powiedzieć, ja tylko świadczę usługi swoim klientom. To tak, jakby pan pytał lekarza o stan zdrowia jakiejś innej osoby – tłumaczy się w osobliwy sposób Rocki. Sprawa nie dotyczy przecież ani prywatnych tajemnic, ani problemów zdrowotnych.

Prezydenta Otwocka nie dziwi to, że tylko w jednym miejscu wszystkie psy uznano za zbyt agresywne. – Może akurat tam trafiły najgorsze osobniki – snuje przypuszczenia prezydent. Jego słowa częściowo potwierdzają członkowie TOZ-u, którzy przyznają, że niektóre z tych psów były wyjątkowo niebezpieczne. Z drugiej jednak strony, włodarze schronisk w Milanówku, Celestynowie i Na Paluchu twierdzą zgodnie, że psy z Otwocka nie muszą być uśpione. W zdecydowanej większości nie są agresywne w stosunku do ludzi.

Podrzutki
Wrześniowa akcja pod Otwockiem pokazała, jak bardzo jesteśmy nieprzygotowani do rozwiązywania takich problemów. Z odebranymi braciom S. psami właściwie nie było co zrobić. Diana Malinowska, inspektorka TOZ-u, dobrze pamięta problemy ze znalezieniem dla nich miejsca. Większość przytulisk odmówiła przyjęcia kłopotliwych lokatorów – i trudno się dziwić. Wyszkolone do walk psy wymagają specjalnej opieki, a przede wszystkim – miejsca. Mogą przejawiać agresję w stosunku do innych psów, muszą więc mieć osobne klatki lub boksy, co w przepełnionych polskich schroniskach jest nie lada problemem. – Sprawę udało się rozwiązać właściwie tylko dzięki życzliwości kierowników schronisk, a tak nie powinno być – uważa Diana Malinowska.

Prawny galimatias
W myśl prawa odebranie zwierzęcia nie oznacza odebrania prawa własności, a więc choć tymczasowym właścicielem psów stała się gmina Otwock, formalnie ich właścicielami wciąż pozostają bracia S. – i będą nimi do czasu uprawomocnienia się ewentualnego skazującego wyroku sądowego.

Pociąga to za sobą konsekwencje. Za umieszczone w schroniskach psy trzeba płacić. Na razie koszty pokrywa gmina Otwock, która jednocześnie żąda od braci S. spłaty. Marek S. od tej decyzji się jednak odwołał, tłumacząc, że jest bezrobotny i na zapłacenie rachunków go nie stać.

Prezydent Otwocka Andrzej Szaciłło wyjaśnia, że sprawa psów braci S. kosztowała już jego gminę kilkadziesiąt tysięcy złotych. Odmawia jednak podania informacji, do których placówek trafiły te pieniądze. Sprawdziliśmy – schroniska w Celestynowie i Na Paluchu nie otrzymały do początku stycznia ani grosza na utrzymanie psów, a przytulisko w Milanówku dostało jedynie 2,6 tys. zł.

Nielegalne adopcje
Formalnym właścicielem psów wciąż pozostają bracia S. Oznacza to, że bez ich zgody psami nie wolno dysponować. Są one oddane w depozyt. – Nie mogą trafić do adopcji, nie można ich wysterylizować – tłumaczy Wanda Dejnarowicz, szefowa schroniska Na Paluchu. Tymczasem część psów z Otwocka została już adoptowana. Izabela Działak, szefowa schroniska w Celestynowie, twierdzi, że sześć pojechało do Tych do Przystani Ocalenie (szef przytuliska odmawia rozmowy na ten temat), adoptowane zostały też szczeniaki – w tym te, które przyszły na świat już w schronisku. Wprawdzie większość maluchów uśpiono jako tzw. ślepe mioty, ale na dwa małe amstafki znaleźli się chętni.

To budzi wątpliwości prawne. Zgodnie z przepisami, żaden pies należący do braci S. nie powinien zostać oddany bez ich zgody do adopcji, niezgodne z prawem jest też uśpienie ślepych miotów. W myśl przepisów są to bowiem psy braci S., których zwrotu mogliby się domagać, bo wobec nich nie popełnili przestępstwa. Polskie prawo pozwala na odebranie psów, a nie na wydanie zakazu ich posiadania.

Ze schroniskiem w Celestynowie związana jest też inna dosyć ponura historia. Jedna z suczek kilka dni po przywiezieniu do schroniska została bowiem wydana do domu pracownikowi, a na wolności pogryzła człowieka. Pikanterii sprawie dodaje to, że szefowa schroniska Izabela Działak jest jednocześnie prezesem zarządu głównego TOZ-u, czyli organizacji, której warszawski oddział ratował otwockie psy. Sytuacja doprowadziła do konfliktu w organizacji, w efekcie pożegnał się z nią szef warszawskiego oddziału Mateusz Janda, który jest teraz zaciekłym krytykiem szefowej TOZ-u i jej schroniska. – Popełniłam błąd, że w ogóle te psy przyjęłam – mówi Działak.

Niemądrzy po szkodzie
Co dalej będzie się działo z otwockimi psami? Tym, które żyją, zapewniono w schroniskach lepsze warunki niż większości innych bezdomnych psów. Ze względu na bezpieczeństwo mają własne kojce lub klatki. Na pytanie, czy nadają się do adopcji, nie ma prostej odpowiedzi. Są w tej grupie psy wyjątkowo spokojne, takie jak przygarnięta przez Dianę Malinowską suczka, która być może miała być tylko workiem treningowym dla innych psów, ale jest też suka w typie tosa, która zagryzła w Celestynowie dwa psy.

Psom z Otwocka trudno będzie znaleźć nowych właścicieli, bo musiałyby to być osoby z odpowiednim doświadczeniem i warunkami. Pozostaje też pytanie, czy psy hodowane do walk w ogóle powinny trafiać do adopcji, a nie zostać – dla dobra wszystkich – natychmiast poddane eutanazji. Najsmutniejsze w otwockiej sprawie jest to, że obnażyła ona bezradność naszego systemu ochrony zwierząt. Gdy zlikwidowana zostanie kolejna nielegalna hodowla psów do walk, nadal nie będzie wiadomo, kto i co ma z nimi zrobić.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *