Spacer z psich snów - Psy.pl - mamy nosa!

Spacer z psich snów

Spacer jest po to, by psa zmęczyć – żeby pan miał potem święty spokój. Najlepiej niech aportuje do upadłego lub leci w podskokach za rowerem z wywalonym ozorem. Po czymś takim na pewno nie zaznasz jednak upragnionego spokoju, bo spacer powinien być… wolny.

Czworonoga należy wyprowadzać na długie spacery, podczas których będzie miał okazję się zmęczyć – takie zdania można przeczytać w wielu poradnikach dla właścicieli psów. Ich autorzy zapomnieli jednak wspomnieć, że fizyczne zmęczenie zdrowego psa jest prawie niemożliwe. Działa to jak trening: jeśli właściciel dziś biega z pupilem godzinę, by zasnął smacznie po południu, jutro – by zasnął równie smacznie – ich spacer musi trwać godzinę i pięć minut, a za tydzień – już półtorej godziny! Ponadto zmuszanie psa do wysiłku fizycznego jest stresujące dla jego organizmu i jeśli nie będzie mógł solidnie wypocząć, wkrótce stanie się nadpobudliwy. W ten sposób powstaje samonakręcająca się spirala: im więcej ruchu zapewnia czworonogowi opiekun, tym bardziej jego podopiecznego rozpiera energia. To zaś stresuje właściciela – a wiadomo, że zestresowany właściciel to zestresowany pies.

Co zatem zrobić, aby nasz czworonóg był zrelaksowany i zmęczony jednocześnie? Najprościej – zabrać go na spacer… dobrej jakości.
 

Przystanek za furtką
Po wyjściu z domu zatrzymajmy się na moment tuż za furtką. Pozwólmy psu przez chwilę chłonąć otoczenie – dzięki temu będzie miał czas na rozejrzenie się, a jego emocje trochę opadną. Jeśli ma problem ze spokojnym staniem, możemy rozrzucić na ziemi kilkanaście drobnych smakołyków (jakbyśmy karmili ptaki) i zaprosić psa do ich znalezienia. Gdy zacznie to robić, nie przeszkadzajmy mu i nie mówmy do niego. Szukając smakołyków, pies sam się wyciszy. To dobre ćwiczenie na koncentrację. Jeśli początkowo zwierzak szybko się dekoncentruje i nie odszukuje wszystkich smakołyków, przeprowadzajmy z nim to ćwiczenie regularnie.

Przerwa na odbiór „poczty”
Gdy podopieczny już się rozejrzał i zbadał sytuację, ruszamy. Idziemy wolno, dzięki czemu dajemy mu czas na węszenie do woli. Zapachy, które ma okazję poznawać w trakcie spokojnego spaceru, stymulują go mentalnie. Ponadto pies, który węszy, zaspokaja naturalną potrzebę polowania, którą odziedziczył po dzikich przodkach. Dlatego dobrym urozmaiceniem jest krótkie tropienie zabawki lub saszetki ze smakołykami. Pies angażuje swój instynkt drapieżcy także wtedy, kiedy szuka rozrzuconych na trawie smakołyków. Węszenie w naturalny sposób angażuje go psychicznie, dzięki czemu jest przyjemnie zmęczony.

Za pomocą węchu zbiera też informacje o środowisku, w którym żyje. Kiedy obwąchuje ślad moczu pobratymca, dowiaduje się, jakiej był płci, w jakim jest stanie fizycznym (wykastrowany, chory, w okresie rui, w ciąży), czy to pies znajomy i jak dawno zostawił ślad. To cenne informacje dla jakości życia społecznego naszego podopiecznego. Podczas następnego spotkania z psem, którego ślad dokładnie obwąchał, będzie wiedział, jak się wobec niego zachować.

Spacer do… myjni
Podobnie rzecz się ma z miejscami i przedmiotami, które czworonóg spotyka na swej drodze. Im częściej będziemy zabierać go na spokojne spacery w różne miejsca, tym lepiej będzie z nimi zsocjalizowany. Pies jest zwierzęciem bardzo ciekawskim i, tak jak my, uczy się i rozwija przez całe życie. Zamiast więc oferować mu jedynie spacer do parku, który doskonale zna, weźmy go do myjni samochodowej czy na plac budowy, gdzie będzie mógł zapoznać się z nowymi przedmiotami. Przyjrzyjmy się okolicy, w której mieszkamy, i spróbujmy znaleźć interesujące dla psa miejsca. Tak oto wraz z pupilem możemy poznawać świat…

Spotkania z pobratymcami
Cały czas pamiętajmy o tym, że spacerować należy wolno. Wtedy pies może się rozglądać i spokojnie eksplorować środowisko. Ma też więcej czasu na ocenę różnych sytuacji, takich jak spotkanie z pobratymcem. Nie musimy zbliżać się z podopiecznym do każdego napotkanego na ulicy czworonoga, podobnie jak my nie podchodzimy do każdego mijanego przechodnia, by uścisnąć mu dłoń. Jeśli jednak pozwolimy psu na zawarcie znajomości, zapewnijmy mu luźną smycz. Da mu to możliwość swobodnego komunikowania się i dokładnego obwąchania nieznajomego. Najczęściej do zachowań agresywnych dochodzi u czworonogów, których właściciele na widok innego psa ściągają smycz – czasami nawet tak krótko, że przednie łapy ich pupila unoszą się nad ziemią. Unieruchomiony zwierzak traci pewność siebie i warczeniem lub szczekaniem –  czyli sygnałami dystansującymi – stara się odstraszyć podchodzącego czworonoga. O wiele lepiej jest nauczyć psa zbliżania się do kolegi po naszym przyzwoleniu i na luźnej smyczy.

Powolny spacer nie musi być długi. Węszenie znacznie bardziej angażuje psa niż bieganie, dlatego po wyjściu pełnym zapachowych wrażeń będzie on dużo bardziej zmęczony niż po godzinnym bieganiu. Po powrocie do domu należy więc zapewnić mu spokojny wypoczynek.

 

Z czym na spacer?

W większości przypadków najwygodniejsze są dobrze dopasowane szelki. Nie mogą one blokować ruchu przednich łap, być zbyt ciasne lub za luźne. Nie powinny też uciskać szyi, ponieważ powoduje to uczucie dyskomfortu, a nawet ból. Pies nie rozumie, że wystarczy cofnąć się kilka kroków, aby tego bólu uniknąć. Jedynym sposobem na pozbycie się uczucia dyskomfortu w jego rozumieniu jest ucieczka, zaczyna więc ciągnąć na smyczy. Dlatego szelki powinny opierać się na mostku czworonoga i nie przesuwać się na szyję nawet wtedy, gdy pociągnie.

Jeśli jednak pupil ma problemy z kręgosłupem lub cierpi na epilepsję, lepsza bywa szeroka obroża. Psy z padaczką mają tendencję do napinania mięśni grzbietu, przez co szelki mogą się okazać niewygodne.

W żadnym wypadku nie powinniśmy na spacer zakładać psu kolczatki lub łańcuszka zaciskowego. Są to przestarzałe sprzęty szkoleniowe – stosowane na co dzień stają się narzędziami tortur i często prowadzą do problemów behawioralnych. Najlepsza jest lekka, minimum trzymetrowa smycz. Na niej pies może swobodnie badać środowisko.

 

Alternatywny spacer: ścieżka zdrowia dla psów

W czerwcu 2008 r. w młodym lesie w Long Newton, kilkadziesiąt kilometrów  od Newcastle upon Tyne w Anglii, powstała pierwsza ścieżka zdrowia dla psów i właścicieli.

Stworzył ją miłośnik czworonogów i pracownik brytyjskiego zarządu lasów Stephen Jenkinson. Zainspirowała go suczka Jessie, która podczas spacerów wykorzystywała każdą okazję, by przeskoczyć np. przez złamane drzewo. Jenkinson zauważył też, że coraz więcej psów – podobnie jak Brytyjczyków – cierpi na otyłość. Wymyślił więc ścieżkę zdrowia, na której trzeba m.in. pokonać częściowo wkopane w ziemię tunele, slalom, drewniane przeszkody do przeskakiwania czy zaliczyć spacer po… balach. Znajdzie na niej coś dla siebie pies każdej wielkości. Kosztowała 2600 funtów, a sfinansowano je ze środków zarządu lasów i związku kynologicznego.

Zachęcony sukcesem w czerwcu br. Jenkinson opracował przewodnik, który pozwoli zakładać podobne miejsca w innych rejonach kraju. Najważniejsza jest lokalizacja z dala od ulic, blokowisk czy placów zabaw. Ponadto potrzebny jest teren na parking, miejsce, gdzie psy mogą załatwiać swoje potrzeby oraz takie, gdzie można je napoić, nakarmić i umyć łapy po zabawie. Wzdłuż trzykilometrowej trasy muszą się znajdować tablice informujące, jak używać przeszkód. Nie może też zabraknąć nieformalnych wodopojów – np. stawku.

Jak wynika z ankiety przeprowadzonej po pierwszym roku działalności ścieżki, 36 proc. jej użytkowników zauważyło, że pies schudł, a 60 proc. stwierdziło, że podczas spacerów na tej trasie wykazuje większą aktywność. W efekcie prawie jedna czwarta właścicieli rozważa rozpoczęcie przygody z jednym z psich sportów.

(Katarzyna Kopacz, Londyn)

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *