Tadeusz Chudecki - Psy.pl - mamy nosa!

Tadeusz Chudecki

Hau, hau, hau i ta-ta-ta-ta rozlegało się przy moim domu na skraju Puszczy Kampinoskiej każdego wieczoru o zachodzie słońca, gdy do gniazda powracał bocian Wojtek. Ten drugi dźwięk wydawał właśnie on w odpowiedzi na zawadiackie powitalne poszczekiwanie mojego kundelka Felka.

Pies długo przed przylotem boćka wskakiwał na budę i wypatrywał, z której strony pojawi się jego przyjaciel. Potem przynajmniej przez pół godziny trwało to psio-bocianie przekomarzanie. Wojtek przylatywał przez sześć lat, zaczął jeszcze przed pojawieniem się liczącego obecnie cztery i pół roku Felka, ale tej wiosny niestety nie wrócił, co zasmuciło i nas, i psa.

Przez mój rodzinny dom przewinęło się wiele zwierząt, choć z rodzicami i trzema braćmi mieszkaliśmy w zwyczajnym niezbyt dużym mieszkaniu w bloku w Szczecinie. Przygarnęliśmy nawet wiewiórkę! Zostało mi to do dziś, bo jakiś czas temu z podróży do Marakeszu przywiozłem małego piaskowego żółwika, którego ochrzciliśmy imieniem Sterlinka (Gwiazdeczka) i który stale nam towarzyszy. Dlatego gdy parę lat temu przed Bożym Narodzeniem okazało się, że w okolicy suczka powiła sześcioro szczeniąt, zdecydowaliśmy się z żoną Luisą (Włoszką z pochodzenia) przygarnąć jedno z nich. Przyniosłem je do domu w kieszeni kurtki i poprosiłem syna, by włożył do niej rękę – gdy poczuł futerko Felka, z radości zaczął płakać. Była to trudna decyzja, ponieważ dużo podróżujemy i często nie ma nas w domu. Nie chcieliśmy narażać czworonoga na samotność. Ale i ten problem udało się rozwiązać: pod naszą nieobecność Felkiem opiekuje się zaprzyjaźniona sąsiadka pani Maria, a my z każdej podróży… telefonujemy do niego. Pani Maria włącza wtedy głośnik w telefonie i Felek rozmawia z nami za pomocą ogona „wypróbowanego przyrządu do powitań i pożegnań” – jak pisał ks. Jan Twardowski. Staramy się wynagradzać psu naszą nieobecność, przywożąc zawsze jakiś prezent.

Felek zaprzyjaźnił się też ze Sterlinką. Na początku trzymaliśmy ją w akwarium, ale w końcu zdecydowaliśmy się zapoznać ją z psem. Zdarzyło się ze dwa razy, że Felek wziął żółwia w pysk, ale ponieważ ten w takiej sytuacji natychmiast chowa się do swojej skorupy, nic złego się nie stało. Dziś pies kładzie się na podłodze i opiekuńczym okiem śledzi powolne ruchy przyjaciela.

Często mam okazję obserwować podczas pobytów we Włoszech piękne, rasowe psy przysiadające w kafejkach ze swoimi właścicielami – ale nie zamieniłbym mojego Felka na żadnego z nich.

Dom bez zwierząt jest domem samotnym. Obecność czworonoga ma wielkie znaczenie w procesie wychowania nie tylko dziecka, ale również… człowieka dorosłego. Po czterech latach z Felkiem widzę, jak bardzo dojrzałem do psa. Zakochuję się w nim każdego dnia coraz bardziej, a on stale łechcze moją próżność: jest przyjacielem na wyłączność, traktuje mnie jako padrone di casa (pana domu). Żona opowiada mi, że gdy jestem dwa kilometry od domu, ona już wie, że wracam, bo Felek to czuje i nie omieszka okazać.

Na koniec chcę opowiedzieć o Noem – nie tym biblijnym, lecz o moim teściu Emilio, który ma dla potrzebujących pomocy zwierząt serce szerokie jak Brama Floriańska. Mieszka w Lombardii, skończył 84 lata, całe życie zajmował się hodowlą krów i produkcją mleka, ale kocha wszystkie zwierzęta. Gdy raz w tygodniu udaje się na targ w pobliskim Montichiari, kupuje najbardziej zaniedbane zwierzę i przywraca mu zdrowy, piękny wygląd. W krótkim czasie potrafi chudą szkapą przemienić
w piękną klacz. Gdy Emilio idzie drogą, towarzyszy mu zwykle kilka psów, osioł i koń. Warto, gdy spotykamy psie nieszczęście, mieć w sobie coś z Noego.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *