Towarzyski facet - Psy.pl

Towarzyski facet

Mozart aktorki Małgorzaty Foremniak lubi kobiety, od śpiewu woli taniec, a od wina - korki od szampana

Pani dogue de Bordeaux ma już sześć lat – zmienił się z wiekiem?
Dojrzał, zmężniał, ale zachował młodzieńczość. Gdy z nim spaceruję, ludzie często myślą, że to młody pies. No cóż, jest taki jak właścicielka – lubi się powygłupiać.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że raczej przeczycie teorii o upodabnianiu się właściciela do psa…
Upodobnienie zewnętrzne byłoby niekorzystne dla mnie… Ale podobieństw wewnętrznych jest sporo. Oboje jesteśmy troszkę samotnikami, ale też pełno w nas wigoru. Lubimy się bawić, chodzić na długie spacery. A ostatnio zauważyłam, że Mozart podobnie jak ja lubi taniec! Ilekroć ćwiczyłam w domu, przygotowując się do programu „Taniec z gwiazdami”, kładł się na środku pokoju, podnosił w górę wszystkie łapy i poruszał nimi. Może myśli – zresztą słusznie – że taniec to przejaw radości, i stara się mi w niej towarzyszyć.

Najlepiej sprawdziłby się chyba w slow-foksie…
To jest molos – powolny, choć jak na molosa i tak dość żywotny, nieospały.

Jak ta molosowatość Mozarta wpłynęła na życie rodzinne?
Szukaliśmy psa dużego, przyjaznego w stosunku do dzieci, który może sam dłużej zostawać w domu i nie wymaga bardzo dużo ruchu. Mozart spełnia wszystkie te kryteria.

Ale mieszkanie trzeba było chyba do niego przystosować?
Tak, przeważają w nim teraz terakota, zmywalne tapety i tynk – bez tego trudno żyć pod jednym dachem z psem o takich gabarytach. Piękne girlandy śliny zawisają czasem nawet na żyrandolu. Kupiliśmy też większy samochód.

Mozart chętnie nim jeździ?
O dziwo, woli naszego starego jeepa. Wystarczy otworzyć drzwi, a on już wsiada, mimo że wcale nie jest mu tam wygodnie – wieje, trzęsie…

Innymi środkami lokomocji też już podróżował?
Hmm, na bagażnik roweru raczej się nie nadaje. Na łódkę też jakoś dotąd nie odważyłam się go wziąć…

Na ulicy Mozart budzi strach u przechodniów?
U tych, którzy się boją psów – tak. Natomiast wśród osób lubiących psy natychmiast wzbudza sympatię. Uwielbia kobiety, to towarzyski facet.

W stosunku do zwierząt też jest taki przyjazny?
Z pasją łapie żaby, ale nie robi im krzywdy. Potrzyma chwilę, pozwoli się żabie posmyrać po podniebieniu, a potem wypluwa całą i zdrową. Zresztą w naszym domu też zwierząt nie brakuje: mamy papugę, myszki, węża, osła, konika szetlandzkiego… Papuga strasznie drażni się z Mozartem. Sfruwa na poręcz krzesła albo nawet na podłogę i paraduje przed nim. A Mozart czeka, podchodzi coraz bliżej… ale nigdy Maksia nie capnął. Natomiast z kopytną częścią naszego zwierzęcego stada mieliśmy problem, dopóki nie pojawiła się Frida, konik szetlandzki. Ona – jak to prawdziwa kobieta – poustawiała całe towarzystwo.

A wobec innych psów Mozart akcentuje swoją przewagę?
Różnie to bywa. Właściwie co roku w wakacje przygarniamy jakiegoś porzuconego pieska. Mamy nawet przechodnią budę, w której pomieszkują.

I Mozart to akceptuje?
Na początku psy się czasem naznaczają zębami albo nawet trzeba je izolować. Po jednej z takich waśni mamy osobliwą pamiątkę. Mąż akurat przyjechał na działkę nowym samochodem, gdy doszło do próby sił między Mozartem a jednym z przygarniętych psów. Mozart wycofywał się, mierząc siły przeciwnika – i wgniótł karoserię…

Co się dzieje później z przygarniętymi psami?
Szukamy im domów. A teraz mamy pieska, który chyba już u nas zostanie. Jest malutki i wygląda jak szczotka. Nazwaliśmy go Bąbel.

Jak filigranowa kobieta utrzymuje w ryzach 67-kilogramowego doga?
Psa trzeba uczyć codziennie. Mozart jest uparty, często nie chce mu się czegoś zrobić. Rodzina temu uległa, ja – nie. Na przykład zawsze, gdy wychodzimy na spacer, przypominam mu, że kobiety należy przepuszczać pierwsze w drzwiach.

W żadnej sytuacji nie obawia się Pani swojego potężnego psa?
Nie, choć jest taki moment, gdy mu obcinam pazury – a on bardzo tego nie lubi – w którym uświadamiam sobie jego prawdziwą siłę.

Do szkolenia używa Pani smakołyków?
Najlepszymi smakołykami są dla Mozarta moje pieszczoty. I nie zadowala się zdawkowym pogłaskaniem po głowie – to musi być co najmniej wielkie przytulenie.

Taki dietetyczny smakołyk?
Ale ile daje energii… Zresztą Mozart to koneser, uwielbia na przykład, gdy otwieramy szampana. Nie interesują go jednak bąbelki, tylko… korek. Niecierpliwi się, gdy otwarcie butelki się opóźnia, bo na przykład jest szczególna okazja i chcemy jeszcze przedtem zapalić świeczki. A gdy już go dorwie, uszczęśliwiony dokazuje z nim po całym mieszkaniu, pogryzie, wypluje i jest w siódmym niebie.

Mówi Pani o Mozarcie z taką miłością – dlaczego wcześniej nie zdecydowała się Pani na psa?
Wydawało mi się, że tylko go unieszczęśliwię, bo przecież zdarza się, że nie ma mnie w domu cały dzień. Mozart zresztą czasem nie je, gdy długo nie wracam. Ale już sobie nie wyobrażam życia bez niego. Chodzi za mną wszędzie – nawet gdy się kąpię, leży obok wanny.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *