Truje psy w Warszawie i wyjaśnia, dlaczego

W całej Polsce mnożą się przypadki rozrzucania trutek na psy i koty. Czasem są to niebezpieczne substancje chemiczne, czasem smakołyki z „niespodzianką” w postaci metalowych haczyków czy gwoździ.

O ile w przypadku masowych zatruć można się zastanawiać, czy ktoś zrobił to celowo (w jakimś miejscu umieścił np. trutkę na szczury, którą przypadkowo zjadły psy), to sprawa z warszawskiej dzielnicy Żoliborz nie pozostawia wątpliwości. W miejscu przestępstwa truciciel zostawił w ordynarnej formie informację, w której wyjaśnił, co go motywowało do tego czynu.

„Wytrujemy obsrywaczy skweru Żniwiarz oraz sąsiednich ulic!” – brzmiał komunikat pozostawiony na przylepionej do ławki kartce. Obok właściciele psów mieszkający w okolicy umieścili własne ostrzeżenie o rozrzuconej trutce. Po tym, jak zatruło się kilka mieszkających w sąsiedztwie czworonogów, stało się jasne, że informacja z ławki nie była jedynie głupim żartem.

Jak zwykle w podobnych sprawach rozpętała się internetowa dyskusja mieszkańców Żoliborza i całego miasta. Obok głosów oburzenia dały się słyszeć także inne, wyrażające frustrację i niechęć do zwierząt i ich właścicieli.

Znamienne, że osoby narzekające na psy i ich nieodpowiedzialnych opiekunów (którzy nie sprzątają po swoich pupilach), najwyraźniej nie rozumieją, że trucie przypadkowych stworzeń nie jest żadną metodą, bo nikogo niczego nie uczy. W dodatku rozrzucanie substancji niebezpiecznych w miejscach publicznych jest przestępstwem.

Swoją drogą ciekawe, czy właściciele psów, którzy nie sprzątają po swoich zwierzakach, zdają sobie sprawę, że swoim postępowaniem przyczyniają się do tego, iż takie patologiczne zachowania, jak te z warszawskiego skweru, mają miejsce? PŁ