Ucho nie do dłubania - Psy.pl - mamy nosa!

Ucho nie do dłubania

Po wielu latach praktyki mogę z całą pewnością stwierdzić, że poza może jednym procentem schorzeń uszu u psów grzebanie w kanale słuchowym przynosi więcej szkody niż pożytku

Ucho – bez względu na to, do kogo należy – służy nie tylko do rejestrowania dźwięków, ale jest także jednym z narządów odpowiedzialnych za utrzymywanie równowagi i zborności ruchów – to właśnie ono przesyła do odpowiednich struktur mózgu informacje na temat pozycji ciała.

Widoczna część ucha przybiera różne kształty w zależności od rasy psa. W założeniu miała umożliwiać wyłapywanie płynących z różnych stron fal dźwiękowych i kierowanie ich do kanału słuchowego.

Ucho wilka działa jak ruchomy radar – może ukierunkowywać swój wlot zależnie od potrzeb nasłuchującego zwierzaka. Pies domowy dysponuje takim narządem słuchu, na jaki pozwoliła selekcja prowadzona przez człowieka, a nie przez matkę naturę. Są rasy wyposażone w ucho podobne do wilczego, a także psy, których małżowina jest zbyt pokaźna, aby mogła wykonywać jakiekolwiek ruchy.

Panuje opinia, że na stany zapalne najczęściej zapadają czworonogi o dużych, ciężkich uszach. Uzasadnia się to tym, że ciągle zakryty kanał słuchowy źle się wentyluje i staje się siedliskiem chorobotwórczych drobnoustrojów. Choć nie można odmówić logiki takiemu rozumowaniu, nie zgadzam się z nim. Moje wieloletnie obserwacje pozwalają wysnuć zupełnie inny wniosek.

Stany zapalne ucha najczęściej dokuczają zwierzakom z tzw. dobrych domów. Nie twierdzę, że chore ucho nie jest problemem psów na wsi – zdarza się i tu. Nie twierdzę także, że mój dom jest zły, bo żaden z moich czworonogów nie miał chorych uszu. Obecnie mam sześciu psich przyjaciół, ale pochowałam już dwunastu. Daje to razem osiemnaście par różnych uszu: i jamniczych, i szarpejowych. Kundelki, wyżły i pekińczyki – wszystkie miały zdrowe uszy do końca swoich nawet dwudziestu lat (tyle żył mój najstarszy pies Picuś).

Większość czworonogów ras myśliwskich, dowodnych ma ciężkie, zwisające małżowiny, ale w niczym nie przeszkadzało to przodkom naszych kanapowych spanieli w polowaniu na ptactwo wodne. Aportowały z wody ustrzeloną zwierzynę i jeśli nawet miewały problemy z uszami, to sporadycznie.

Dziś często zdarzają się telefony: „Pani doktor, Ares wykąpał się w jeziorze i teraz boli go ucho, pewnie woda naleciała do środka. Czy mogę z nim przyjechać?”. I przyjeżdżają. Ucho czerwone, ropiejące, rzeczywiście boli. Bierzemy wymaz, robimy badanie bakteriologiczne, antybiogram. Wynika z niego najczęściej, że w kanale słuchowym rosną nie chorobotwórcza bakteria czy grzyb, ale bakterie i grzyby, które normalnie żyją na naszym i psim ciele. Gdy znajdą sprzyjające warunki, mogą się nadmiernie namnażać i być przyczyną stanów zapalnych.

Dlaczego właśnie u Aresa, psa zadbanego jak mało który, mikroby postanowiły siać spustoszenie? Czy powodem jest jego ciężkie, zwisające ucho (Ares jest spanielem)?
W kanale słuchowym człowieka, psa, kota i wielu innych zwierząt są gruczoły wytwarzające woskowinę. Ta tłusta i lepka substancja ochrania wnętrze ucha i błonę bębenkową przed wyschnięciem, urazami i atakiem drobnoustrojów. Jej nadmiar usuwany jest przez drobniutkie włoski rosnące w kanale słuchowym. Jeśli ucho jest otwarte, woskowina wysycha, jeśli jest zakryte małżowiną, jełczeje i śmierdzi. Łatwo można sobie wyobrazić reakcję opiekuna: w ruch idą waciki, patyczki, dostępne na rynku płyny antybakteryjne. Pucuje się psie ucho do czysta, dłubie w każdym zakamarku. Zostaje ono pozbawione warstwy ochronnej, a jego delikatna wyściółka ulega niewidocznym dla naszych oczu mikrourazom. Wystarczy wówczas niewiele, np. kropla zimnej wody, aby wywiązał się stan zapalny.

Na dodatek kanał słuchowy jest zagięty pod kątem prawie prostym. Kiedy wpychamy do ucha patyczek z wacikiem, nie dociera on do jego poziomej części, tylko upycha w niej wydzielinę, którą chcemy wydobyć. Tak ubita woskowina, lub co gorsza wysięk zapalny, nie tylko blokuje dojście do błony bębenkowej, ale jest też pożywką dla drobnoustrojów.

Żadne ucho nie służy do dłubania: ludzkie, kocie ani psie. Owczarek niemiecki, spaniel czy kundelek – jeśli ma się cieszyć zdrowymi uszami, musi mieć w nich naturalną ochronę – woskowinę. Jej nadmiar wolno usuwać tylko z małżowiny, nie ruszając kanału słuchowego.

Jeżeli mimo to ucho zachoruje, nie bawmy się w kominiarzy, tylko zwróćmy się do lekarza, którego pierwszym działaniem powinno być rozpoznanie przyczyny choroby.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *