Warczałam na Woody'ego - Psy.pl

Warczałam na Woody’ego

Renata Dancewicz zawsze miała przygarnięte zwierzęta. Ryzyko jej nie przeraża - jej zdaniem jest wpisane w nasze życie

Pani pies ma na imię Woody, czy dlatego, że jest mądry?
Nazwałam go tak na cześć mojego ulubionego reżysera, ale nie jest intelektualistą, niestety…

To trudny pies?
Po przejściach – ktoś go wyrzucił w Pułtusku z samochodu podczas styczniowych mrozów. Znajoma dziennikarka przysłała e-mail z jego zdjęciem i tak trafił do nas. Jest akrobatą – umie się uwolnić z każdej obroży, ostatnio kupiliśmy mu szelki. To typowy samiec alfa, który nie może zrozumieć, że to ja decyduję, dokąd idziemy.

Takie problemy miewają też zwierzaki z dobrą przeszłością…
Woody bywa również agresywny w stosunku do innych psów.

A jak się układają relacje Woody’ego z Pani synem?
Jest nim średnio zainteresowany. Bardziej jego łóżeczkiem, w którym czasem go zastajemy, leżącego na grzbiecie obok Jurka. Zaskoczył mnie jednak kiedyś, gdy stanął w „obronie” synka. Nasz znajomy bawił się z Jurkiem, niby go atakując – i Woody się na niego rzucił.

Nie obawiała się Pani, że taki nieznany pies może zrobić krzywdę dziecku?
Raczej musiałam dbać o to, żeby to Jurek nie ciągnął go za uszy, bo miał 2,5 roku, gdy Woody się u nas zjawił.

To Pani pierwszy pies?
Gdy miałam 14 lat, przeprowadziła się do nas babcia ze swoim Cezarem. Był bardzo mądry i posłuszny. Nigdy nie wskoczył na żaden mebel, choć mój brat próbował go nauczyć, jak się ściąga ze stołu… Chciałabym mieć grzecznego psa – to jest bardzo wygodne. No i korzystne dla samego psa, bo może się na przykład swobodnie wybiegać na spacerze.

Może więc warto szkolić Woody’ego?
Zdobyłam właśnie numer telefonu do osoby, która się tym profesjonalnie zajmuje. Sama też próbuję go czegoś nauczyć, np. siadania na komendę. Ostatnio przyjechała moja przyjaciółka ze Stanów Zjednoczonych, która też miała nieułożonego psa. Za jej radą warczałam na Woody’ego, gdy robił coś niedozwolonego. To musi być takie warknięcie z głębi trzewi…

My zalecamy raczej nagradzanie.
Nagradzam go dobrym słowem i pieszczotami – to na niego działa najbardziej, bo wciąż jest bardzo niedopieszczony.

Ma Pani psa, ale mówi o sobie, że jest kociarą. Na co dzień woli się Pani opiekować kotem niż psem?
Przy moim trybie życia łatwiej się opiekować kotem, bo nie jest tak absorbujący. Chociaż spacery z psem pozwalają rozruszać kości. Ale jak ktoś pracuje 12 godzin na dobę, to po co mu pies? Inna sprawa, że zmuszając ludzi do takiej pracy, pozbawia się ich kontaktu nie tylko ze zwierzętami, ale również z bliskimi osobami.

Ile miała Pani kotów?
Miałam kota w Wałbrzychu, gdy grałam tam w teatrze. Potem – już w Warszawie – dwie śmietnikowe siostry Kikę i Lolę. Kika wyszła kiedyś przez okno i nie wróciła. Postanowiłam wziąć drugiego kota – dla Loli do towarzystwa. A był akurat na Saskiej Kępie miot: trzy kotki i kotek, których matkę ktoś zabił. Opiekowała się nimi staruszka, która z dobrego serca karmiła je mlekiem i tłustym serem, więc miały biegunkę. Chciałam wybrać jednego, ale jak je zobaczyłam, to się popłakałam i wzięłam wszystkie. Miały wtedy miesiąc.

To w domu była rewolucja?
Zużyłam wszystkie perfumy na oczyszczanie atmosfery, trzy razy dziennie myłam podłogę. Na szczęście szybko wyzdrowiały, Lola je zaadoptowała i nauczyła wszystkiego. Były rozkoszne – nie musiałam włączać telewizora…

I wszystkie u Pani zostały?!
Tylko jedna – Koka. Ale jak ciężko było mi się z nimi rozstać! Jakbym własne dzieci oddawała! Robiłam casting, a nauczona doświadczeniem z Kiką sprawdzałam, czy ich przyszli właściciele mają siatki na balkonach. Wszyscy wydawali mi się podejrzani…

Skoro jest Pani taka wrażliwa na krzywdę zwierząt, to pewnie nie mija obojętnie bezdomnych z psami?
Lepiej dać się naciągnąć, niż przejść obojętnie.

I często się Pani zdarza wspierać takie osoby?
Tak. Jest taka pani, która zawsze czeka z kilkoma psami pod teatrem Kwadrat.

A jeśli to jest ktoś, kto tylko wykorzystuje zwierzę – po prostu je męczy?
Niestety, istnieje takie ryzyko. Stłukłabym na kwaśne jabłko własne dziecko, gdybym zauważyła, że męczy zwierzęta. Mimo że generalnie nie uznaję przemocy w wychowaniu.

Skoro mama przygarnia zwierzęta, to chyba Jurek też nie przejdzie w przyszłości obojętnie obok jakiejś biedy?
Mam nadzieję, bo inaczej go wydziedziczę!

Przecież dzieci wychowuje się przez dobry przykład…
Ale w pewnym momencie traci się wpływy. Rówieśnicy ze szkoły stają się ważniejsi i fajniejsi niż starzy, którzy coś tam trują. Zaczyna działać stadny instynkt.

Jurek nie musi chcieć przygarniać, może woleć rasowe zwierzę…
Mnie też się podobają błękitne koty rosyjskie czy syjamskie, chow-chow i owczarki kaukaskie. Nie kupiłabym jednak zwierzaka tylko dlatego, że jest ładny. Zawsze wolałabym wziąć ze schroniska albo przygarnąć znajdę.

Przecież hodowle psów rasowych mają służyć temu, aby każdy mógł dobrać psa do swoich upodobań i warunków – żeby uniknąć przykrych niespodzianek.
W życiu nie można eliminować każdego ryzyka. Wolę być otwarta na to, co się może zdarzyć. Nie chciałabym też mieć możliwości zaprojektowania swojego dziecka: jak ma wyglądać, jakie ma być. Poza tym żadne zwierzę nie jest do końca przewidywalne. Jeśli ktoś chce mieć takie, to niech sobie kupi japońską zabawkę.

I nigdy Pani nie żałowała, że przygarnęła znajdę?
O, zawsze gdy wyprowadzam na spacer Jurka i Woody’ego, a Jurek chce jeszcze zabrać rowerek…

A poważnie – często spotyka się Pani z argumentem, że całego świata i tak nie zbawi?
Z pomocą – nie tylko zwierzętom – jest tak, że naprawdę można pomóc dopiero wtedy, gdy się ten fakt sobie uświadomi.

Ale gdzie postawić granicę, by nie znaleźć się w impasie, jak Violetta Villas czy Bożena Wahl?
To straszne, że ich dobre chęci, dobre serca zostały tak bardzo ukarane! Mam do siebie pretensję o to, że gdy dokarmiałam koty, nie wysterylizowałam ich. Bo trzeba pomagać, ale też zapobiegać nowym nieszczęściom.

I każdy sam musi sobie wytyczyć tę granicę?
Wydaje mi się, że w rzeczywistości cienka granica dzieli tak zwanego normalnego człowieka od kloszarda z Dworca Centralnego. Wystarczy na chwilę stracić kontrolę.

Czyli wyobraźnia i empatia w stosunku do ludzi i zwierząt – nasze świąteczne przesłanie. A co powie w noc wigilijną Pani pies?
Że to on jest kierownikiem smyczy.

Renata Dancewicz
Aktorka warszawskiego teatru Kwadrat. Znana z wielu ról filmowych i telewizyjnych. Debiutowała jako Anka w „Samowolce” Feliksa Falka. Grała m.in. w filmach „Pułkownik Kwiatkowski” i „Tato” oraz w serialach „Ekstradycja” i „Na Wspólnej”. Wystąpiła w programie „Taniec z gwiazdami”.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *