Wbrew wszelkim regułom - Psy.pl

Wbrew wszelkim regułom

Masz problemy z psem? Ta rubryka jest dla ciebie! Zobacz, jak inni radzą sobie ze swoimi zwierzakami i jakie odnoszą sukcesy! Zaczynamy od trudnego przypadku Charliego, który bał się ludzi i nie umiał nic

Charlie to owczarek belgijski. Choć błyskotliwe i chętne do pracy, nie są to psy łatwe w prowadzeniu. A Charliego nie wychowywano wcale, nie poddano go też żadnej socjalizacji. Pierwsze półtora roku życia spędził w koszmarnych warunkach: dzień i noc pod gołym niebem, niedożywiony, nękany przez pasożyty, terroryzowany przez starsze psy, bez żadnego kontaktu z ludźmi i światem poza ogrodzeniem. Może dlatego nie osiągnął wzorcowych rozmiarów – miał 54 cm wzrostu i ważył zaledwie 10 kg, zamiast 62-66 cm i 30 kg. Nie znał obroży ani smyczy, nie doświadczył nigdy pieszczoty, nie miał nawet imienia. I zapewne dokonałby żywota jako jeden z wielu zaniedbanych psów, gdyby nie dwunastolatka Marta, marząca o psie, którego nigdy wcześniej nie miała.

Czy taka para powinna się spotkać? Młoda dziewczyna bez jakiegokolwiek doświadczenia, mieszkająca daleko od ośrodków szkolenia psów, i samiec po przejściach? Rozsądek mówił – nie! A jednak się spotkali. Zabiedzony i przerażony psiak, już jako Charlie, zamieszkał w jej domu.

Charlie bał się ludzi, unikał bezpośredniego kontaktu z nimi. Trzeba było się poruszać w zwolnionym tempie, mówić szeptem, unikać patrzenia mu w oczy i wyciągania do niego rąk. Marta wykorzystywała jego łakomstwo – ponad połowę dziennej porcji jedzenia podawała mu z ręki, jako nagrody za bodaj najmniejszy ruch w jej kierunku. Z wolna dystans między psem a dziewczynką zaczął maleć, aż zwierzak sam zaczął szukać jej bliskości. Podobnie, choć nieco wolniej, przebiegała akceptacja pozostałych członków rodziny. Wreszcie przyszła kolej na obcych – sąsiedzi i znajomi byli zapraszani tylko po to, by podać Charliemu smakołyk. Pies powoli pozbywał się lęków. I wtedy wyszło na jaw, że jest to zwierzę o fantastycznych predyspozycjach do pracy!

Pierwszym poważnym zajęciem Charliego było tropienie. Szybko odkrył, że gdy ukochana pani zniknie mu z oczu, może ją odnaleźć, posługując się węchem. Nie miało dla niego znaczenia, że drugi koniec linki trzyma ktoś obcy. Mało tego – po odnalezieniu Marty przyjmował nagrody równie chętnie od niej, jak od pomocnika.

Najtrudniejszym wyzwaniem okazało się aportowanie – skłonienie Charliego do pogonienia za piłką wymagało dużo czasu i pomysłowości. Tu też kluczem okazało się łakomstwo – jego pierwszym aportem była plastikowa butelka z wyciętymi otworami i kawałkami mięsa w środku. Gdy nie mógł wydobyć jedzenia, położył ją Marcie pod nogami z miną mówiącą: „zrób coś z tym!”. Nagrodzony, rzuconą ponownie butelkę przyniósł bez namysłu. Potem poszedł w ruch kong nadziany mięsem, a w końcu piłka.

Teraz już edukacja Charliego ruszyła w prawdziwie „belgowym” tempie. Błyskawicznie przyswajał nowe komendy. Piłka czy frisbee z magnetyczną siłą odwracały jego uwagę od najbardziej stresujących sytuacji.

Oczywiście nie obyło się bez pomocy. Poświęcony Charliemu wątek na forum internetowym rozrósł się do ponad czterdziestu stron. W jego edukację zaangażowała się też autorka wielu publikacji, znakomity szkoleniowiec Zofia Mrzewińska. Także niżej podpisany sąsiad Marty, od kilkunastu lat związany z owczarkami belgijskimi, w miarę swych możliwości służył radą i pomocą. Nikt jednak nie zdoła wyręczyć przewodnika w wychowaniu psa. Można mu coś doradzić czy pokazać – ale to on sam musi znaleźć sposób na porozumienie ze swym pupilem.

Minęło osiem miesięcy. W Grotnikach pod Łodzią odbywał się zlot belgomaniaków, poświęcony obedience, frisbee i tańcowi z psem. Pośród ćwiczących owczarków belgijskich jeden wyróżniał się miniaturowym wzrostem – i tylko nim! Pod względem zachowania, posłuszeństwa, pasji do pracy i kontaktu ze swą młodziutką przewodniczką w niczym nie ustępował innym belgom. A były to czworonogi z renomowanych hodowli, starannie socjalizowane, wychowane pod okiem doświadczonych szkoleniowców. Tym psem był Charlie. Opowieść o nim dedykuję wszystkim, którzy myślą o przygarnięciu zwierzaka po przejściach. Jak widać, happy end jest możliwy, nawet wbrew wszelkim regułom. Jednak do osiągnięcia sukcesu nie wystarczy tylko uczucie. Potrzebne będą czas, wiedza, mnóstwo pracy, a często także pomoc fachowca.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *