Wszystko zaczęło się od Lily - Psy.pl - mamy nosa!

Wszystko zaczęło się od Lily

Najpierw była Lily – suczka rasy charcik włoski, uratowana z ogromnej hodowli psów. To ona zainspirowała swoją właścicielkę do założenia organizacji National Mill Puppy Rescue, która walczy z „puppy mills”, czyli psimi fermami na wielką skalę.

Theresa Strader z Peyton w amerykańskim stanie Colorado opiekowała się porzuconymi psami, pełniąc rolę domu tymczasowego. Jej życie zmieniło się, gdy pewnego dnia pomogła członkom organizacji prozwierzęcej uratować psy wystawione na aukcję podczas likwidacji profesjonalnej, legalnej, choć ogromnej hodowli.

W miejscu, gdzie odbywała się aukcja, zszokowana Theresa zobaczyła gromadę psów oznakowanych numerami, tkwiących w drucianych ciasnych klatkach. Wszystkie psiaki panicznie bały się kontaktu z ludźmi i były wynędzniałe.

Jedna z suczek – włoska charciczka – miała zniekształcony, zmasakrowany pysk. Na jej szyi widniał numer 251, ale w AKC, czyli Amerykańskim Związku Kynologicznym, była zarejestrowana jako Reedgate’s Swift Motion. „Hodowczyni” wystawiła ją na sprzedaż, licząc, że dostanie za nią choć kilka dolarów. Theresa przeżyła kolejny szok, kiedy w rozmowie z kobietą usłyszała: „Ach, jak ja kocham moje słodkie charciki!”. Słowa te padły tuż przy udręczonym piesku, któremu brakowało dolnej szczęki…

Obrończyni zwierząt wykupiła chorą suczkę. Okazało się, że poza licznymi zdrowotnymi przypadłościami zwierzątko musi się nauczyć prawdziwego życia. Samo chodzenie po trawie okazało się wyzwaniem! Dużo czasu minęło, zanim Lily (bo tak nowa właścicielka nazwała charciczkę) nauczyła się załatwiać swoje potrzeby na zewnątrz, a jeszcze więcej, zanim zdecydowała się wejść na kanapę. Dotąd znała bowiem jedynie pręty klatki. Jej cierpienie służyło temu, by ludzie mogli sobie kupić „słodkiego charcika” za niewygórowaną cenę.

Otoczona troskliwą opieką Lily przeżyła jeszcze dwa lata. Szczerze opłakiwana, umarła w wieku ośmiu lat z powodu wyniszczenia organizmu spowodowanego wieloletnimi zaniedbaniami.

Jej historia stała się impulsem do tego, że Theresa Strader założyła organizację walczącą z dużymi, przemysłowymi hodowlami psów i nazwała ją National Mill Puppy Rescue. Fundacja zajmuje się kontrolą warunków panujących w takich miejscach, szuka domów dla zwierzaków, które udaje się uratować, a także organizuje akcje uświadamiające ludziom, jak wygląda życie psów w tego typu hodowlach.

Theresa mówi: „Nie jestem wojowniczką o prawa zwierząt. Jestem jedynie osobą, która wierzy, że wszystkim żyjącym istotom należy się godne traktowanie”. PŁ

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *