Z psem do Londynu - Psy.pl

Z psem do Londynu

Drogę przez mękę, którą trzeba przejść, by zabrać z sobą psa do Wielkiej Brytanii, wynagradza szczęście w oczach naszych podopiecznych

Po kilkumiesięcznym rozstaniu 4,5-letnia Sara, suczka rasy dog de bordeaux, znowu może położyć głowę na kolanach swojej pani. Choć przeprowadzka do Londynu była długa i bardzo kosztowna, jej właścicielka nie żałuje ani czasu ani pieniędzy, które poświęciła, by być ze swoją pupilką. Ale Sara to nie jedyny polski pies na Wyspach. Na sprowadzenie ulubionego zwierzaka decyduje się bowiem coraz więcej pracujących w Wielkiej Brytanii Polaków.

Doba na granicy
Magdalena Michalak przyjechała do Wielkiej Brytanii niespełna dwa lata temu. Decyzję o opuszczeniu Polski podejmowała z ciężkim sercem. Powodem nie były jednak rozpoczęte studia, znajomi czy rodzina, ale ukochana suczka Sara, z którą była bardzo zżyta, a którą musiała oddać pod opiekę znajomych. – Bardzo tęskniłam i nieraz zdarzyło mi się nawet płakać – opowiada Magda, która pracuje na pół etatu i studiuje na Wyspach. – Od początku planowałam, że sprowadzę Sarę do Londynu. Załatwienie wszystkich formalności zajęło mi jednak więcej czasu, niż zakładałam.

Najpierw trzeba było wszczepić Sarze czip. Potem przyszła kolej na szczepienie przeciwko wściekliźnie, a po upływie miesiąca – na testy serologiczne, czyli badanie krwi. Na szczęście lekarz weterynarii, który opiekował się suczką Magdy od urodzenia, miał upoważnienie potrzebne do pobierania próbek krwi. – Weterynarz powiedział, że można wysłać je do instytutu w Puławach albo do Niemiec. Bez względu jednak na to, gdzie zdecydowałabym się wykonać badania, musiałam zapłacić około 500 złotych – opowiada Magda. Choć wyniki badań przesłano już po kilkunastu dniach, termin wyjazdu psa wciąż się przesuwał, bo właścicielka nie mogła się zdecydować, jak najbezpieczniej przetransportować ważącą ponad 50 kg Sarę do Londynu. W pierwszym odruchu wybrała samolot. Okazało się jednak, że żadna z tanich linii latających z Polski do Wielkiej Brytanii nie zabiera na pokład zwierząt. Na przewiezienie czworonoga nie wyraziły zgody Ryanair, EasyJet, Wizz Air, Sky Europe ani Centralwings. W grę wchodziły British Airways (które nie przyjmują na pokład psów liczących mniej niż 10 tygodni, suk w ciąży ani karmiących z małymi, a także zwierząt wyglądających na chore lub osłabione) i LOT Cargo, ale po skalkulowaniu kosztów Magda zrezygnowała z transportu lotniczego. – Za samą klatkę zaopatrzoną w poidełko musiałbym zapłacić ponad tysiąc złotych, a za bilet około czterech tysięcy – opowiada. – Poza tym bałam się, czy taka podróż nie będzie dla Sary zbyt dużym stresem.

Nikt nie potrafił także odpowiedzieć jej na pytanie, czy psa obowiązywałaby sześciomiesięczna kwaratanna. Miejscowy lekarz zdecydowanie zaprzeczył, a informacje w internecie były sprzeczne. Ostatecznie okazało się, że po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej pies może przejść ją w kraju, z którego pochodzi. Trwa ona – jak wcześniej – pół roku i liczy się od chwili uzyskania dobrych wyników testów serologicznych.

Tak więc po kolejnych sześciu miesiącach rozłąki Sara mogła wreszcie wsiąść do samochodu, by wyruszyć w trwającą ponad dobę podróż. Ta zaś okazała się dużo dłuższa, niż planowano. – Na granicy spędziliśmy prawie dobę, bo celnicy wszystko dokładnie sprawdzali. Jestem przekonana, że gdyby cokolwiek było nie tak, nikt nie przymknąłby oka i musielibyśmy wracać do kraju – opowiada Magda.

Nikt nie zagląda do luku
Na sprowadzenie do Wielkiej Brytanii czekał także rodowodowy jamnik szorstkowłosy Magdaleny Gajkowskiej. Miał być prezentem dla jej dorastających synów. Po szczepieniach, pozytywnym przejściu testów serologicznych i wyrobieniu paszportu, gdy pies odczekiwał przepisowe pół roku przed wyjazdem, ktoś ukradł go z ogrodu. – Po tym przykrym incydencie zdecydowaliśmy się na kupno west highland terriera, ale już w Wielkiej Brytanii. Okazało się, że jest to znacznie tańsze rozwiązanie niż opłacenie formalności związanych z przewozem zwierzaka kupionego w Polsce – opowiada Magda, właścicielka Maksa.

Z kolei do Szkocji przyjechała z Wrocławia czteroletnia suczka rasy beagle, należąca do Katarzyny i Sebastiana Kuniszewskich. O swoją pupilkę troszczyli się zawsze jak o członka rodziny i nie wyobrażali sobie, by mogli ją zostawić. Tak jak większość Polaków, którzy zdecydowali się przywieźć na Wyspy swojego czworonoga, wybrali transport samochodem. – Warunki i koszty przelotu były dla nas nie do przyjęcia, bo psa nadaje się jako bagaż i nikt już potem do niego nie zagląda, choćby wył całą drogę – opowiada Sebastian. Z przelotu z czworonogiem zrezygnował ostatecznie po tym, jak pracownik LOT Cargo w rozmowie telefonicznej przyznał, że czasami jest to dla psa pierwsza i ostatnia podróż samolotem…

Jednak podróż samochodem to dla właścicieli psa także spore wyzwanie. Zwłaszcza dla tych, którzy wolą mieć swojego pupila na oku. – Z kontynentu na Wyspy płynęliśmy z Dunkierki do Dover. Przy rezerwacji miejsc powinniśmy teoretycznie poinformować, że wieziemy psa. A on powinien zostać w aucie. Nasz nie został… Przemyciliśmy naszą suczkę na pokład, gdzie cały czas grzecznie spała. Niestety, w Dover zauważyła to obsługa i zostaliśmy pouczeni, że pies powinien podróżować w samochodzie, oznakowanym specjalną nalepką – opowiada Sebastian Kuniszewski.

Kosztowne chorowanie
Gdy minie stres podróży, na miejscu zwykle wszystko układa się dobrze. Przynajmniej dopóki dopisuje zdrowie…Pewnego dnia Sara Magdaleny Michalak zwichnęła łapę. Miejscowy lekarz weterynarii za podjęcie się leczenia zażądał… 800 funtów! Inny, znaleziony przez opiekunkę psa, wymienił bardziej przystępną kwotę – 65 funtów. – Przy okazji dowiedziałam się, że każdy właściciel psa powinien wykupić ubezpieczenie od kosztów leczenia, które zazwyczaj jest bardzo drogie – mówi Magda.

Gdy z kolei Max Magdaleny Gajkowskiej miał infekcję ucha, leczenie kosztowało prawie 590 funtów. – Konieczne było przeprowadzenie pod narkozą zabiegu oczyszczenia, który trwał kilka godzin. Byłam zaskoczona, w jaki sposób lekarze weterynarii podchodzą tu do zwierząt. Przez kilka dni po zabiegu weterynarz dzwonił do mnie i pytał o zdrowie pacjenta – opowiada właścicielka dziesięciomiesięcznego Maksa.

Również Katarzyny i Sebastiana Kuniszewskich nie ominęły problemy z małą podopieczną. Jakiś czas temu ściągnęła ze stołu suszki i poważnie się nimi zatruła. – Pierwsza klinika okazała się, delikatnie mówiąc, nieprzyjazna, na szczęście w pobliskim miasteczku trafiliśmy na superlekarza – opowiada Sebastian. Niestety psa trzeba było odwieźć do lecznicy, w której przeprowadzono operację. Po tygodniu piesek wrócił do zdrowia, ale kosztowało nas to około 400 funtów. Choć mieszkając z czworonogiem na Wyspach trzeba mieć rezerwę pieniężną na przypadki takie, jak wyżej opisane, to przynajmniej nie trzeba płacić podatku od posiadania psa.

 

Karma dla psów za funty
  • Hills dla dorosłych psów: 4,20-5 funtów za 1 kg
  • Eukanuba dla dorosłych psów: 3,90-4,30 funtów za 1 kg
  • Pro Plan: 3,30-3,60 funtów za 1 kg
  • IAMS: 3,95-4,50 funtów za 1 kg

 

Ubezpieczenie czworonoga
W Wielkiej Brytanii koszty leczenia czworonożnego ulubieńca są bardzo wysokie nawet w stosunku do tamtejszych zarobków, trzeba się więc liczyć z koniecznością ubezpieczenia go. Tego rodzaju polisy oferują niemal wszystkie firmy ubezpieczeniowe. Najtańsze obejmują tylko koszty leczenia i pomocy weterynaryjnej; trzeba za nie płacić 4,5-7 funtów miesięcznie.
Droższe pokrywają także koszty ewentualnej kary za niesprzątanie po pupilu, odszkodowanie w razie wypadku lub kradzieży. Taki pakiet kosztuje ok. 10 funtów miesięcznie.
Warunki ubezpieczenia są zazwyczaj takie same jak w Polsce – sprawdza się, czy pies jest zdrowy oraz ile ma lat. Anglicy, którzy ze względu na wiek swoich zwierzaków lub przebyte przez nie choroby musieliby płacić zbyt duże składki, wypracowali sobie inny system. Zamiast co miesiąc wpłacać pieniądze na konto ubezpieczyciela, zakładają po prostu kolejne konto w swoim banku i przelewają tam pieniądze, by mieć w razie potrzeby kapitał na leczenie swojego podopiecznego.

 

Wyjazd w zgodzie z przepisami
Psy i koty zabierane do Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej muszą spełnić następujące wymogi:
  • Mieć wszczepiony czip.
  • Zostać zaszczepione przeciwko wściekliźnie. (Jeśli szczepienie odbyło się przed zaczipowaniem, powinno zostać powtórzone. Ze względów zdrowotnych jest to jednak możliwe dopiero po upływie 21 dni od poprzedniego szczepienia).
  •  Mieć pobraną krew do badania (po upływie miesiąca od szczepienia) – listy uprawnionych do tego lekarzy są dostępne na www.vetpol.org.pl – którą następnie przesyła się do zatwierdzonego przez Unię Europejską laboratorium (w Polsce jest to Państwowy Instytut Weterynaryjny w Puławach – www.piwet.pulawy.pl). Na odesłanie wyniku laboratorium ma dwa tygodnie. Zwierzę może wyjechać nie wcześniej niż po upływie sześciu miesięcy od uzyskania pozytywnego wyniku badania (tzn. miano przeciwciał w surowicy musi wynosić co najmniej 0,5 IU/ml).
  • Otrzymać paszport wystawiony przez lekarza weterynarii upoważnionego do wystawiania paszportów dla zwierząt towarzyszących (lista na www.vetpol.org.pl), w którym znajdą się informacje o przeprowadzonych zabiegach.
  • Na dobę przed wyjazdem zwierzak musi zostać odrobaczony i zabezpieczony przed kleszczami. Informacja o tym także musi się znaleźć w paszporcie. Lekarz powinien wpisać nie tylko datę, ale też dokładną godzinę wykonania zabiegów. To ważne, bo zwierzę może przekroczyć granicę nie wcześniej niż po 24 godzinach i nie później niż po upływie 48 godzin od chwili zaaplikowania preparatów.
  • Nasz pupil może wjechać do Anglii tylko zatwierdzoną przez Department of Environment Food and Rural Affairs trasą i tylko z zatwierdzonym przewoźnikiem (lista na www.defra.gov.uk).

 

"MÓJ PIES" RADZI: Jak podróżować z psem po Wyspach
Jeśli zamierzamy nie tylko pracować w Wielkiej Brytanii, ale przy okazji ją zwiedzać razem z psem, musimy się liczyć z tym, że przyjmą nas tylko niektóre hotele, głównie te w miejscowościach turystycznych. W Londynie można się zatrzymać z psem w The Milestone Hotel and Apartments i w Ibis Hotel. Oba oferują psie menu i pomoc osób, które wyprowadzą psa na spacer. Najniższa stawka za pakiet usług to 30 funtów dziennie.
Wakacje ze swoim pupilem można też spędzić na wsi, zarówno w Anglii, jak i w Szkocji, wynajmując lokum. Cena zależy od wielkości psa i wygód, jakich życzy sobie dla niego właściciel. Zwykle jednak trzeba dopłacić co najmniej 5-7 funtów dziennie. W niektórych kwaterach są darmowe budy dla psów lub specjalne przybudówki, w których zwierzaki mogą zamieszkać w czasie naszego pobytu na wakacjach.
Do kilkudziesięciu pubów i barów w Anglii i Szkocji można wejść z małym pieskiem, z dużym można usiąść najwyżej w ogródkach przed nimi.

 

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *