Baltic nie żyje. Psa uratował 7 lat temu z kry na Bałtyku Adam Buczyński

Gdy dzwonię do Adama Buczyńskiego z prośbą, by opowiedział nam o swoim psie, mówi, że właśnie wraca z suczką Nuką z grobu Baltica. Przez ostatnie 7 lat pan Adam i Baltic byli nierozłączni. W 2010 roku Adam Buczyński został laureatem nagrody Serce dla Zwierząt przyznawanej przez portal Psy.pl – nagrodę dostał właśnie za uratowanie Baltica.

Do końca życia będę pamiętał jego wzrok, który mówił: „Pomóż, uratuj, pomożesz?”. Pomogłem… – wspomina Adam Buczyński.

Baltic na krze

Ta historia zaczyna się pod koniec stycznia 2010 roku. Oficer wachtowy statku badawczego Baltica Mirosław Lejtan zauważył wśród fok wylegujących się na kawałkach lodu zwierzę z ogonem, myślał, że to lis, ale szybko się zorientował, że to pies. Znajdowali się 27 km od lądu, powietrze miało temperaturę minus 9 stopni Celsjusza, woda około 0.

Dowódca łodzi ratowniczej oficer mechanik Adam Buczyński akurat miał wachtę w maszynowni. Wsiadł do pontonu i podpłynął do przerażonego i wyczerpanego zwierzęcia. Chciał go złapać w koszyk do ryb, ale się nie udało, bo pies bał się tego „sprzętu ratowniczego”.

Wciąż się ześlizgiwał. Bałem się, żeby nie trafił pod krę, jednak on nadal walczył. Trzykrotnie zsuwał się do wody, ale w końcu udało się go wciągnąć na ponton – opowiadał nam siedem lat temu Adam Buczyński.

Baltic
fot. Morski Instytut Rybacki

Historia zatoczyła koło

O uratowaniu Baltica – bo takie imię otrzymał pies – pisały media na całym świecie. Teraz historia zatoczyła koło.

Jest takie zdjęcie z tamtego czasu, jak trzymam Baltica na rękach. Gdy odchodził, także trzymałem go na rękach – mówi Adam Buczyński.

Ale między tamtym styczniem i tym październikiem było zwyczajne niezwyczajne życie. Opowiada o nim opiekun Baltica:

Odwiedzaliśmy z Baltikiem i Nuką szkoły, przedszkola i biblioteki w okolicy. Początkowo bał się dzieci, ale potem sam chętnie wchodził w tłum, a one go głaskały, przytulały. Myślę, że niekoniecznie słuchały, co im opowiadam, najważniejszy był dla nich Baltic. Towarzyszyła nam zawsze Nuka, młodsza od Baltica. Ale to ona go wszystkiego nauczyła. Chodzić po statku, na którym się poznali, też. Bo on bał się schodków, a ona po nich zbiegła, zakołowała nim jak to kobieta, pokazała: „Chodź za mną do góry”, i on zdziwiony poszedł. Moje próby nauczenia go tego kończyły się niepowodzeniem.

Tak się zaprzyjaźnili. On miał koleżankę, a ona kolegę. Nie było między nimi wojny, nawet o miskę. Każde miało oczywiście swoją. Ale przecież cudze jedzenie lepiej smakuje. Kiedy ona szła do miski, on odchodził, i odwrotnie.

Zasnął i… już się nie obudził

Rok temu Baltic miał wylew. Był dwa tygodnie na lekach, potem wydobrzał. Jednak później stawał się coraz słabszy. Trudno mu było chodzić. Wyglądało to na starczą chorobę. Przez ostatnie dwa dni w ogóle się nie podnosił. Płakał. A potem zasnął. Nuka przez ostatnie dni podchodziła do niego, trącała go nosem, a w tę ostatnią noc spali nos w nos.

Gdy pojechałem do lekarza weterynarii, powiedział, że to ostatnie chwile. Baltic dostał zastrzyk, by nie cierpiał dłużej. Był na moich rękach, tak jak w tej pierwszej chwili, siedem lat temu. Te siedem lat minęło jak siedem miesięcy… Spoczywaj na wiecznej wachcie, w ciszy i spokoju – taki napis znajdzie się na tablicy pamiątkowej, w miejscu, gdzie pochowałem Baltica – mówi Adam Buczyński.

Serce dla zwierząt, za które nagrodziliśmy Pana Adama siedem lat temu, ma on wciąż tak samo wielkie.

Autor: Magdalena Ciszewska