Bandyta terapeutą - Psy.pl - mamy nosa!

Bandyta terapeutą

Boston terrier z San Diego jeździ na motocyklu! Przywraca w ten sposób uśmiech tysiącom ludzi

W szpitalu dziecięcym w Orange County w południowej Kalifornii poruszenie – małych pacjentów ma odwiedzić specjalny gość. Dzieci o niczym innym nie mówią. – Czy wjedzie do szpitala na motorze? Nie, to niemożliwe… A może ktoś go po prostu przyprowadzi? Chwilę później rozsuwają się automatyczne drzwi i pojawia się w nich niezwykła postać na motocyklu: ubrany w czapkę, gogle i bandankę mały czarny pies.
To Bandyta, pięcioletni boston terrier, duma motocyklowej braci z San Diego. Dzieci natychmiast podbiegają do niego, oglądają jego pojazd i strój. Świetnie się bawią, przynajmniej na chwilę zapominają o swoich dolegliwościach. – I o to właśnie najbardziej nam chodzi – tłumaczy Mark Shaffer, właściciel Bandyty, agent nieruchomości i miłośnik motocykli.

Motocyklista od szczeniaka
Kiedy na początku 2002 r. Mark kupił szczeniaka, nie przypuszczał, że będzie on kiedyś najbardziej rozpoznawalnym psem w południowej Kalifornii. Przez myśl mu nawet nie przeszło, że zostanie czworonożnym terapeutą pomagającym cierpiącym dzieciom, a także nieuleczalnie chorym przebywającym w hospicjach. – Chciałem po prostu mieć małego psa – mówi Mark.
Już pierwszego dnia okazało się, że to zwierzak niezwykły. – Gdy odbierałem go od hodowcy, zapomniałem o klatce, w której mógłby bezpiecznie podróżować. Schowałem więc szczeniaka pod skórzaną kurtkę. W czasie jazdy wciąż wystawiał głowę, wszystko go interesowało i wcale się nie bał. Polubił motocykl od pierwszej chwili – opowiada Mark.
Im więcej czasu pies spędzał na motorze, tym większą zdawało się sprawiać mu to przyjemność. Kierowcy zwracali uwagę na tę niecodzienną parę na drodze. – Wszyscy wyrażali aprobatę, unosząc kciuki – wspomina Mark.
Kiedy pies miał półtora roku, właściciel postanowił zabrać go na zjazd harleyowców. – Większość moich znajomych znała już Bandytę. Nalegali, że skoro tak lubi jazdę na motorze, powinienem go przywieźć z sobą – mówi Mark.
Na zjeździe psa czekała niespodzianka – jednogłośnie przyjęto go do Klubu Miłośników Harleyów. Dostał czapkę, gogle i bandankę – wszystko skrojone na miarę. Największym prezentem był jednak motocykl: mały, trzykołowy – taki jak te, na których jeżdżą dzieci. W ten sposób „amerykański dżentelmen” (tak boston terrier jest nazywany w swojej ojczyźnie – Stanach Zjednoczonych – ze względu na miłe usposobienie, inteligencję i wrażliwość) stał się harleyowcem pełną gębą.
Bandytą szybko zainteresowały się lokalne media. Trafił nawet na okładkę katalogu odzieżowego firmy Harley-Davidson, a Mark uruchomił stronę internetową www.banditthebikerdog.com, na której prowadzi dziennik swojego podopiecznego. Lista imprez, w których uczestniczył, i nagród, które otrzymał, jest bardzo długa.
Obrońcy praw zwierząt głośno protestowali jednak przeciwko wykorzystywaniu czworonoga jako maskotki. Mark odebrał wiele telefonów od ludzi, którzy przedstawiali się jako lekarze weterynarii, hodowcy. Podkreślali, że pies ma kilkakrotnie wrażliwszy słuch od człowieka i hałas motocykla może być dla niego zabójczy. – Było mi przykro. Przecież zanim się zdecydowałem na psa, dowiedziałem się wszystkiego o rasie, o tym, jak powinienem się opiekować czworonogiem. Konsultowałem się z weterynarzem w sprawie uszu. Wszyscy, z którymi rozmawiałem, nie widzieli przeciwwskazań – opowiada Mark. Poza tym czapka, którą nosi Bandyta, chroni go przed hałasem. Dla pewności Mark zabiera podopiecznego dwa razy w roku na badania słuchu. Od trzech lat nic się nie zmieniło, Bandyta słyszy dobrze.

Pomocnik psów, dzieci i starców
Pies Marka znany jest nie tylko z powodu wojaży na motocyklu. Od trzech lat słychać o nim również przy okazji różnych imprez. Jego popularność wykorzystało miasto i powiat San Diego. Wielokrotnie w należących do nich schroniskach dla bezpańskich psów organizowano akcje, po których znajdowały dom dziesiątki czworonogów. Bandyta – jako gość honorowy – przyciągał tłumy. Najbardziej dumny ze swego psa Mark jest jednak wtedy, gdy pomaga on cierpiącym dzieciom i osobom nieuleczalnie chorym.
O tym, że Bandyta został psim terapeutą, znów zadecydował przypadek. Trzy lata temu Mark i jego podopieczny zostali zaproszeni przez aktora Mickeya Jonesa na piknik zorganizowany przez szpital dziecięcy w Orange County. – Miałem zrobić z Bandytą kilka rund dookoła placu na motorze – mówi Mark. – Dzieci chciały pogłaskać psa, zrobić sobie z nim zdjęcie. Wtedy jeszcze nie mieliśmy na to zezwolenia, ale tamten moment na długo pozostał mi w pamięci. Przyszło mi do głowy, że mój pies doskonale nadaje się do udzielania pomocy – opowiada Mark.
By zostać psim terapeutą, Bandyta musiał przejść testy i zdobyć certyfikat. Mark zabrał go do specjalistów ze stowarzyszenia Delta, które od 30 lat przygotowuje zwierzęta do pracy z chorymi ludźmi – zarówno niepełnosprawnymi, którzy dzięki psom mogą pełniej uczestniczyć w codziennym życiu, jak i cierpiącymi na ciężkie lub nieuleczalne choroby, którzy zawdzięczają czworonogom możliwość oderwania się od czarnych myśli.
Bandytę przeszkolono i sprawdzono na każdą okoliczność: jak się zachowa, gdy ktoś leżący w łóżku upuści tacę albo jak zareaguje na człowieka spacerującego w balkoniku. Pupil Marka już w pierwszym podejściu zaliczył wszystkie piętnaście testów potrzebnych do uzyskania certyfikatu psa terapeuty. Dzięki temu może uczestniczyć nie tylko w imprezach plenerowych, ale także odwiedzać szpitale, hospicja i domy starców. – Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy jeździliśmy do chorych dzieci. Znajdujemy się na liście wolontariuszy i gdy tylko ktoś zadzwoni, że chce zobaczyć Bandytę, zaraz wyruszamy – mówi Mark.
Odkąd Bandyta został psim terapeutą, ma nowy motocykl – znacznie większy, zdalnie sterowany. – Przerobiliśmy mechanizm napędzający tak, abym mógł na odległość decydować o szybkości i kierunku jazdy. Wcześniej trzeba było pchać pojazd. Kiedy teraz odwiedzamy chorego, niespodzianka jest jeszcze większa, bo wygląda to tak, jakby Bandyta sam prowadził motocykl – tłumaczy Mark. Wizyty trwają od kilku do kilkunastu minut, w zależności od stanu zdrowia i samopoczucia pacjentów. Najpierw pies objeżdża salę, później można się z nim pobawić. Nigdy się nie zdarzyło, by na kogoś warknął. Podczas tych spotkań jest bardzo spokojny i chętnie przytula się do chorych.
– Dużo rozmawiamy. Opowiadam o motocyklowej pasji Bandyty, o naszych wspólnych wyprawach, biwakach w Wielkim Kanionie czy wizytach w Beverly Hills. Dzieci chętnie robią sobie zdjęcia z nietypowym harleyowcem – mówi Mark. – Bandyta też najwyraźniej lubi te wizyty, bo gdy zadzwoni telefon ze szpitala i wyprowadzam jego motor z garażu, on już drapie w drzwi.
Choć Markowi coraz trudniej pogodzić działalność charytatywną z pracą zawodową, zapewnia, że z niej nie zrezygnuje. – Czasem aż nie mogę uwierzyć, że tak mało potrzeba, by sprawić komuś radość – mówi Mark. – Złośliwi nazywają to, co robimy z Bandytą, cyrkiem. Pokazuję im wtedy roześmiane twarze dzieci i schorowanych starszych osób.

MÓJ PIES RADZI: Jak bezpiecznie jeździć z psem na motocyklu
  • najlepiej przewozić psa w koszu motocyklowym
  • jeśli nie mamy kosza, na tylnym siedzeniu można zamontować pas bezpieczeństwa i przeciągać go przez specjalne otwory w ubraniu psa
  • małe pieski można schować we własnej kurtce
  • warto kupić psu specjalne gogle i zabezpieczyć uszy czapeczką
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *