4 najgorsze nawyki, które pies nabywa dzięki nam

Człowiek lubi przypisywać zwierzętom umiejętności, których nie posiadają. Równie często błędnie interpretuje to, co czworonóg próbuje mu przekazać. Nie łączymy skutku z przyczyną, bo wraz z rozwojem cywilizacji, możemy myśleć mniej. To smutne, ale prawdziwe.

Nie zastanawiamy się, gdzie jest północ, kierując się słońcem na niebie, bo w telefonie mamy nawigację. Nie zwracamy uwagi na zapach swojego ciała, który może sygnalizować chorobę – wolimy używać kosmetyków i perfum. Nie zastanawiamy się nad konsekwencjami karmienia ptaków suchym chlebem – przecież wszyscy tak robią, więc to chyba nie jest złe? I tym bardziej nie szukamy logiki w zachowaniu psa, skoro wystarczy powiedzieć, że jest głupi, uparty lub złośliwy.

Psy są inteligentne, nie można im tego odmówić. Ale myślą prostymi schematami, które my zawsze próbujemy komplikować. Uwielbiamy dorzucać swoje trzy grosze, zamiast zdać się na prostotę.

Gdy pies leży na fotelu, dopatrujemy się w tym chęci zdominowania świata. Ale gdy ten sam pies ciągnie nas na smyczy, przyspieszamy krok, żeby nie urwało nam ręki. Ucząc tym samym psa, że warto ciągnąć, żeby szybciej dojść do upragnionego celu.

Psy uczą się szybko. Zwłaszcza tego, co przynosi im korzyść. A my… my lubimy wygodę. I to właśnie te dwie różne postawy sprawiają, że tak często dochodzi do problemów.

Żebranie przy stole

Ciężko zapanować nad zachowaniem, które odpowiada za udomowienie się psa. Kiedyś psy wyjadały resztki z ognisk, dziś próbują zdobyć kąski znajdujące się na stole. Nieważne czy podjadasz cukierka, czy zasiadasz do obfitego obiadu. Obok ciebie znajduje się istota z wielkimi oczami, które mają przekonać cię o jej wielkim głodzie. Czujesz na sobie palące spojrzenie, a wyrzuty sumienia nie pozwalają ci cieszyć się smakiem spożywanego posiłku.

Dlatego, chcąc nagrodzić psa za spokojne zachowanie, a zarazem nie wyjść na człowieka bez serca, ostatni kęs oddajesz psu. A to właśnie najlepszy sposób na to, aby nauczyć psa cierpliwego wyczekiwania przy stole.

Ciągnięcie na smyczy

Nareszcie nadszedł czas upragnionego spaceru. Czas na opróżnienie pęcherza, uważne obwąchanie terenu w poszukiwaniu nowości, zaznaczenie swojej obecności, kontakt z otoczeniem. Tyle zadań do wykonania i tak mało minut!

Choć psy zegarków nie noszą, doskonale zdają sobie sprawę z ilości czasu, jaki mają do dyspozycji. Pies nie ciągnie na smyczy, dlatego, że to lubi. Wręcz przeciwnie, jest to element, który często przynosi mu dyskomfort. Mimo wszystko warto znieść tę parę chwil nieprzyjemnego ucisku, skoro korzyścią będzie upragniony cel.

Nieważne, czy pies, ciągnąc smycz, szybciej dojdzie do danego miejsca, dosięgnie porzuconą przez kogoś kość z kurczaka, czy zdąży obwąchać drzewo oznaczone przez innego psa. Dostał to, czego chciał. A osiągnął to, ciągnąc smycz. Mając na to nasze przyzwolenie, bo przecież po co się szarpać?

Wymuszanie zabawy

Długi dzień w pracy, piętrząca się lista obowiązków, naczynia domagające się umycia. Gdy człowiek próbuje zebrać na to wszystko siły, przysiadając na chwilę, pojawia się pies. Z piłeczką, szarpakiem albo ulubioną zabawką. Początkowo nieśmiało rzuca nam ją pod nogi, żeby z czasem coraz odważniej wciskać w ręce lub nogi. Przecież zasługuje na odrobinę uwagi!

To tylko niewinne przekomarzania się i tylko na chwilę. A skoro już przyniósł, nie wypada się nie pobawić. Raz, drugi i trzeci. To znaczy za każdym razem, kiedy pies postanowi, że ma na to ochotę. Kiedy jesteśmy w stroju „roboczym”, przymykamy oko na te czułości. Gorzej, gdy mamy na sobie eleganckie ubranie, a piłka lądująca na naszych kolanach ocieka śliną.

Wybiórcze słuchanie

Nagradzanie smakołykami ma zarówno swoich zagorzałych wielbicieli, jak i kategorycznych wrogów. Są pyszności – jest grzeczny pies. A gdy ręka pusta, pies nagle nas nie słucha. Jak doprowadziliśmy do takiej sytuacji?

Uwagę psa zwykle przykuwamy, machając mu przed nosem łakociami. Możemy dopingować psa okrzykami „ach, zobacz co ja tu mam!” bądź motywować oporniejsze egzemplarze słowami „chodź, dam ci coś dobrego”. Gdy tylko pies zacznie się do nas przybliżać i zaprezentuje zachowanie, o które nam chodziło, natychmiast nagradzamy naszego czworonoga. A nawet, jak się położy zamiast zrobić siad, to niech mu będzie. Przecież się starał!

To nie jest nagradzanie, a tak zwane przekupstwo. Pies z góry wie, co dostanie i czy warto podejmować jakikolwiek wysiłek. Dajemy mu tym samym wybór – pies może do nas przyjść, ale nie musi. Najwyżej nie dostanie chrupki. A gdy chrupka to za mało, czasem próbujemy bardziej wymyślnych dobroci – plasterka kiełbasy, kurczaka, kawałka tuńczyka. Psy uczą się szybko: ”Aaaha! Jak trochę powybrzydzam, to dostanę coś lepszego. Warto!”.

Autor: Grzeczni Podopieczni
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

  • Effka
    Effka 21 kwietnia 2017 o 20:24

    "Chodź, dam ci coś dobrego",a nie "choć".

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *