Babeszjoza szaleje, a banki krwi puste. Twój pies może uratować życie!

Kleszcze, jak wiadomo, przenoszą kilkanaście różnych chorób. Na nas, ludzi, boreliozę – chorobę bakteryjną, a na psy babeszjozę, która jest chorobą pasożytniczą. Babeszjoza nie występuje na całym świecie, co więcej, nie występuje nawet w całym naszym kraju.

Najwięcej jej jest na Mazowszu, Mazurach i Podlasiu. Nad morzem – właściwie nie ma. Choć to jedynie kwestia czasu, ponieważ coraz częściej podróżujemy z naszymi pupilami, a wraz z nimi jadą pasożyty i choroby.

Babesia canis – pasożyt krwi

Aby pies zachorował na babeszjozę, musi dojść do ukąszenia przez kleszcza, który ma w sobie pasożyta i przekazuje go swojej ofierze. Pasożyty chętnie namnażają się w organizmie psa, zasiedlając czerwone krwinki. Organizm, próbując się bronić, niszczy zakażone krwinki, na skutek czego dochodzi do anemii.

Nieleczona babeszjoza prowadzi do śmierci zwierzęcia. Niestety, późno wykryta w zaawansowanym stadium, mimo leczenia też może doprowadzić do zgonu.

Jak się przed tym bronić?

Przede wszystkim zabezpieczać psy preparatami przeciwko kleszczom. Na rynku jest cała gama takich produktów. Różnorodność form, firm, cen jest ogromna. Wystarczy wybrać coś, co działa u danego psa na danym terenie.

Zdarza się, że na przykład na warszawskim Targówku działa preparat, który w Tłuszczu jest zupełnie nieskuteczny. Albo, idąc dalej, konkretny pies ma alergię na substancję czynną lub jakiś produkt akurat u niego nie działa.

Ale przede wszystkim…

Przede wszystkim należy zwyczajnie COŚ stosować! Mamy maj, a do tej pory przychodzą klienci z pytaniem: „Czy już trzeba zabezpieczać psa na kleszcze?”.

Albo, gdy badam psa z ewidentnymi objawami babeszjozy, na moje pytanie, czy zwierzak był zabezpieczony, pada magiczne: „W tym roku JESZCZE nie”. Co znaczy JESZCZE?! Gdzie jest granica?

Z mojego punktu widzenia jej nie ma. Krople, tabletki, obroże powinniśmy stosować przez cały rok, bez przerwy! Jeśli nie ma zimy, ale takiej prawdziwej, nie kalendarzowej. Takiej zimy z mrozem trwającym przynajmniej kilka dni, a nie temperaturami – w najlepszym razie – oscylującymi w okolicach zera. Jeśli w danym roku takiej zimy brak, nie ma mowy o tym, że kleszcze zanikną.

W zasadzie wszystkie psy leczone przeze mnie na chorobę odkleszczową były niezabezpieczone albo zabezpieczone, ale słabo. Co to znaczy? Na przykład raz – w marcu – kroplami, a potem już niczym. Krople działają, zgodnie z ulotką, dokładnie 4 tygodnie, a nie trwający 31 dni miesiąc! Należy zawsze policzyć w kalendarzu, kiedy, CO DO DNIA, kończą się 4 tygodnie. Ja zalecam nawet stosować krople co 3,5 tygodnia, aby była zakładka, bezpieczny zapas. Zanim stare przestaną działać, nowe już zaczną. Wystarczy dzień zwłoki i możemy mieć kłopoty.

Który preparat jest najlepszy?

To jedno z najczęstszych pytań właścicieli, którzy chcieliby jak najlepiej (i często – najtaniej) zabezpieczyć swojego pieska. Nie ma na to prostej odpowiedzi. Czemu? To już wcześniej wyjaśniłam. Preparaty nie działają tak samo u wszystkich psów, mieszkających w różnym regionie. Nie ma rozwiązania idealnego.

Kiedy kleszczy jest najwięcej?

Są dwa piki kleszczowe. Na wiosnę, jak zaczyna rosnąć trawa, jest ciepło i wilgotno, i jesienią – po upałach, które zawsze nieco zmniejszają populację kleszczy. Chociaż zdarzyła mi się też babeszjoza, która wymagała przetoczenia krwi, w lutym! I to wtedy, kiedy jeszcze leżał śnieg!

W okresach wzrostu ilości kleszczy można łączyć preparaty przeciwkleszczowe, aby ich działanie było skuteczniejsze, ale o szczegóły należy pytać lekarza.

Jak to się leczy?

Kluczowa jest szybka reakcja właściciela na pogarszający się stan zwierzaka. Często jest tak, że rano pies czuje się dobrze, a wieczorem już przelewa się przez ręce i jest gorący (jednym z częstych objawów jest gorączka). Nie należy wtedy czekać i liczyć na to, że się poprawi, bo samo się nie poprawi.

Lepiej być panikarzem i przyjść z błahostką do weterynarza, niż zignorować wstępne objawy, takie jak osłabienie, niechęć do jedzenia i zabawy, chowanie się po kątach, posmutnienie, wymioty. Objawy niestety nie są specjalnie charakterystyczne, poza ostatnim, już świadczącym o zaawansowanej chorobie, czyli ciemnym zabarwieniem moczu.

W większości przypadków, po zdiagnozowaniu choroby podaje się kroplówki przez kilka dni, a nawet tydzień, w zależności od wyników badania krwi i kondycji organizmu. Poza tym leki przeciwko pasożytowi, a także antybiotyki, aby zapobiec infekcjom, bowiem przy babeszjozie spada również odporność.

Zadbane zwierzę w średnim wieku po 2-3 dniach wraca do zdrowia. A co, jeśli nie? Chorobę najgorzej znoszą szczenięta i psy stare. Objawy narastają u nich najszybciej, a anemia, o której była mowa na początku, regeneruje się najwolniej.

Anemia może być przyczyną śmierci

Anemia, czyli zmniejszona liczba czerwonych krwinek, wywołuje zmniejszenie utlenowania tkanek organizmu. Najwięcej tlenu do funkcjonowania potrzebuje mózg. Mało czerwonych krwinek równa się niedotlenienie organizmu. Jeśli zniszczenie krwinek jest duże, pozostaje jedynie przetoczenie krwi. Na szczęście w Polsce istnieje kilka banków krwi. Jeśli sytuacja tego wymaga, zamawiamy krew i ratujemy nią życie. Ale co zrobić, gdy są braki?

Co roku w mediach słyszy się, że latem w ludzkich bankach brakuje krwi. Problem nie ominął też tych psio-kocich. Od kilku tygodni, przez plagę babeszjozy, brakuje krwi. Dawców zawsze jest zbyt mało względem potrzebujących. Przetoczenia dotyczą zwierząt w kiepskim stanie, wtedy, gdy jedynie krew może uratować im życie. Dramat zaczyna się, gdy nie ma skąd tej krwi wziąć.

Nie dalej jak kilka dni temu poszukiwałam krwi dla małego pieska podczas leczenia babeszjozy. Powiedziano mi wtedy w banku, że wszystko, co pobierają, jest już zarezerwowane dla pacjentów, nie sposób zrobić zapasy.

Trafił się na szczęście dorosły, zdrowy pies mojej przyjaciółki, która zgodziła się, aby Dino został dawcą. Pobrałyśmy od niego krew i przetoczyłyśmy yoreczce Pusi. Była to dla niej ostatnia deska ratunku.
Z duszą na ramieniu oczekiwałam na nią, aż przyjdzie z właścicielem na kontrolę następnego dnia. Yoreczka przyszła w lepszej kondycji, merdała nawet ogonem!

Jaki pies może być dawcą?

Te wymogi są szczegółowo opisane na stronach banków krwi. Byłoby idealnie, gdyby każdy opiekun psa spełniającego te warunki zdecydował się na uczestnictwo w akcji krwiodawstwa. Banki mają przewidziane profity dla dawców.

Krew ratuje życie!