Kleszcze

Kleszcze. Ile o nich tak naprawdę wiesz?

Sezon na kleszcze oficjalnie jest już rozpoczęty. Chociaż zważywszy na nasz klimat - wypadałoby powiedzieć, że trwa on cały rok. Niestety.

I właśnie dlatego powinniśmy znać najważniejsze fakty z biologii tych niezbyt lubianych – i w efekcie bardzo niebezpiecznych – zwierząt.

Kleszcze a choroby

Choć kleszcze roznoszą groźne choroby, mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że w skali światowej to komary zarażają największą liczbę ofiar. Kleszcze jednak nadrabiają w różnorodności oferowanych paskudztw.

Ponieważ w cyklu życiowym kleszcz musi zmienić żywiciela minimum trzykrotnie, zanim zaatakuje większego ssaka (żeruje więc na płazach, gadach, gryzoniach, a także ptakach), praktycznie nie ma możliwości, aby był on wolny od chorób. Mało tego. Kleszcze roznoszą nie tylko wirusy i bakterie, ale również grzyby, pierwotniaki, a nawet nicienie!

Zakażenie

Jedno z najczęściej padających pytań na forach, grupach społecznościowych, czy też wstukiwane w  wyszukiwarkę dotyczy czasu potrzebnego kleszczowi na zainfekowanie żywiciela. Pojawiają się wersje o trzech godzinach, dobie, dwóch dniach… a jak jest naprawdę?

Prawda jest taka, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Czynniki, które mają wpływ na potrzebny czas, aby się zarazić, to m.in. gatunek kleszcza, jego wielkość, „pamiątki” nabyte z wcześniejszych ofiar, a także wielkość samej ofiary, jej kondycja zdrowotna, odporność organizmu, miejsce wkłucia. Ale sam czas również ma znaczenie. Zasada ogólna jest jednak taka – im dłużej kleszcz ma możliwość żerować na zwierzęciu, tym większe jest prawdopodobieństwo infekcji.

Dotychczasowe badania za znaczący próg czasu wskazują 24 godziny od momentu przerwania ciągłości tkanki żywiciela, czyli wkłucia się. Są jednak przypadki – choć rzadkie i w znacznej mniejszości – gdzie do zarażenia doszło w krótszym czasie. Jeśli ktoś lubi dane naukowe, odsyłam do konkretnych badań tutaj , gdzie są wykresy, cyferki, procenty i jasne wnioski.

Gdy kleszcz już się wbił…

W pierwszej fazie ingerencji kleszcza w nasz organizm skupia się on na wstrzyknięciu koktajlu, który będzie działał miejscowo. Żeby nas nie swędziało, żeby się nie zaczerwieniło, żeby nas nie bolało. Trwa to chwilę, kleszcz jednak wtedy nie pobiera naszej krwi, a co za tym idzie, jeszcze nie zaraża. Pierwsze wrażenia czuciowe odbieramy dopiero po 1-2 godzinach, jeśli nie później (dziwne napięcie skóry z tendencją do swędzenia). Najczęściej jednak wykrywamy kleszcza przypadkiem, gdy chcemy się podrapać i znajdujemy dziwny pieprzyk.

Pies niestety nam nie powie, że coś go swędzi, my sami też nie zwracamy aż takiej uwagi na tendencję do drapania się, bo w końcu jest to zachowanie codzienne. Mimo wszystko dobrze jest obserwować psa, czy aby przypadkiem nie interesuje się zbytnio którymś z miejsc na ciele.

Kontrola psiej sierści i czujna obserwacja, a także częsty dotyk to jedne  z najlepszych metod wykrycia u psa posilającego się już kleszcza, a zarazem uchronienia pupila przed choróbskiem. Nawet jeśli pies jest zabezpieczony preparatem.

Kleszcza wyciągamy ruchem okrężnym za pomocą lassa, pęsety lub specjalnych szczypiec. Nie stosujemy żadnych kremów, tłuszczów, a do odkażenia miejsca dobrze jest użyć wacika nasączonego jodyną.

Ochrona

No właśnie, preparaty. Z dostępnych aktualnie na rynku metod nie ma takiej, która daje 100% pewności, że nasz pies kleszcza nie złapie i się czymś nie zarazi.

Obroże mają tendencję do luzowania się, zwłaszcza przy obfitej sierści. Kropelki działają zwykle krócej niż termin podawany na ulotce. Tabletki zabijają kleszcza, ale dopiero, gdy ten się wbije. Istnieje więc minimalna szansa, że kleszcz zdąży podzielić się czymś z psem. Ultradźwięki odstraszają kleszcze, ale wilgoć może wykończyć emiter. Olejki zapachowe i zioła trzeba z kolei aplikować dość regularnie i konsekwentnie.

Jeśli jednak którąś z tych metod połączymy z systematycznym przeglądem futra naszego psa, wtedy ma to sens. Preparat tak naprawdę jest tylko naszym pomocnikiem i sprzymierzeńcem w walce z kleszczami, ale nie „odwali” całej roboty za nas. Dlatego nie miejmy potem pretensji o dramatyczne konsekwencje do innych.

Zwyczaje

Przegląd sierści wbrew pozorom nie jest aż tak trudną sprawą. Z czasem nasz dotyk się wyostrza, a my sami wiemy, od których miejsc najlepiej zacząć sprawdzanie. To nie jest czarna magia, a jedynie praktyka. Wymaga jednak wysiłku, a wysiłek to coś, czego większość ludzi unika…

Kleszcze kierują się zapachem i ilością wydzielanego ciepła. Rzadko więc znajdziemy je na ogonie, za to często są pod pachwiną, na pysku, kołnierzu, uszach.

Czekają na swoje ofiary w trawach, niskich krzewach, bądź pod niskimi iglakami. Mają tam wilgoć, której potrzebują do życia – wodę pobierają całym ciałem. Bez krwi są w stanie przetrwać 9 miesięcy. Gdy jednak tylko wyczują źródło wydychanych przez ofiarę gazów, wędrują ku krańcowi źdźbła czy też gałęzi, aby zeskoczyć. Ilość wydzielanej ciepłoty przez zwierzę ma więc ogromne znaczenie – wychudzony żywiciel ze słabym krążeniem nie jest łakomym kąskiem.

Po spacerze

Zawsze warto psa obejrzeć. Chwila po powrocie jest tak naprawdę kluczowym momentem. Kleszcz nie wbija się w pierwszym lepszym miejscu, a wybiera takie, które będzie do tego najlepsze. Jest to więc ostatni moment, aby zebrać z psa kleszcza, który jeszcze wędruje.

Pomocne może być opłukanie wodą, przeczesanie szczotką, wytarganie sierści ręcznikiem albo owianie jej prądem powietrza suszarki. Jeśli pies ma na sobie akurat chodzącego luzem kleszcza, z pewnością spadnie on na podłogę. Dlatego dobrze jest wykonywać tego rodzaju czynność w wannie lub na jasnym podłożu.

Dbajcie o siebie i swoje psy, słuchajcie intuicji (jak to jest, że zawsze wiem, gdzie spojrzeć, żeby zobaczyć kroczącego po moim psie kleszcza?), a w razie sytuacji kryzysowej od razu udajcie się do zaufanego weterynarza, zamiast zasięgać porad w internecie.

Autor: Grzeczni Podopieczni
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników
Przeczytaj także