Niezbędnik spacerowy! Adresówka

Choć czasy się zmieniają, a technika idzie do przodu, adresówka wciąż pozostaje niezastąpiona. Dlaczego? O tym w dzisiejszej części naszego spacerowego niezbędnika.

Technika czasem zawodzi. Nie zawsze, nie każdemu, ale tak po prostu – zdarza się. Że wszczepiony czip i czytnik, którym dysponuje lekarz weterynarii bądź pracownik schroniska są niekompatybilne (nowszy czip, starszy czytnik i dramat gotowy).

Że mikroczip przestanie działać – czy to z racji wady, czy też przemieści się tam, gdzie nikt czytnika nie ma odruchu przykładać. Po kilkunastu latach nie wszystko musi działać tak, jak „za nowości”. Czasem nie działa od początku – do dziś w pamięci mam sytuację, gdy lekarz chciał zeskanować świeżutko wprowadzony numer pod skórę zwierzęcia. Machał z lewej, machał z prawej, to oddalał, to przybliżał. A wyświetlacz ani drgnie. Skończyło się na tym, że pies wyszedł z dwoma czipami. Dobrze, że ich działanie zostało sprawdzone zaraz po aplikacji, a nie dopiero, gdy pies zaginął…

Rzeczywistość w praktyce

Pies trafia do placówki, w której po sprawdzeniu numeru czipa w rejestrze okazuje się, nie ma go w bazie danych (bo Kowalski nie wiedział, że prócz zaczipowania psa, trzeba ów czip zarejestrować). Psa przygarnia więc rodzina, która wychodzi z założenia, że psa się ktoś pozbył.

Pies przychodzi pod dom w niewielkiej miejscowości, gdzie brak informacji na obroży jest równoznaczny z niemożnością zlokalizowania właściciela. Nadal nie wszyscy wiedzą, o co z tym czipowaniem chodzi, a psy raczej błąkają się po małych miejscowościach, a nie wielkich i oświeconych miastach…

Pies wpada pod koła samochodu, bo nie daje się złapać (a żeby czip sprawdzić, jest to niezbędne – w przeciwieństwie do adresówki, do której przeczytania wystarczy lornetka lub dobry zoom w aparacie). Dzięki adresówce wystarczy chwila, by poinformować właściciela o odnalezionym pupilu.

Adresówka – pewnik czy dodatek?

Oczywiście adresówka również ma swoje wady, głównie nietrwałość niektórych modeli (zacieranie się danych), gubienie zawieszek bądź urazy mechaniczne. Na szczęście aktualnie rynek zoologiczny prześciga się w propozycjach tego, jak powinna wyglądać adresówka. Są drewniane, stalowe, plastikowe, grawerowane, znakowane laserem lub w postaci nakładki na obrożę. Sam numer telefonu można także po prostu wyszyć na obroży.

Co prawda gdy rasowy pies trafi na człowieka o złych intencjach, wystarczy, że adresówkę zdejmie, a potem zaprzeczy, że to twój pies. Z kolei numer czipa czy też tatuaż zostaje na zawsze. Ale, jak to się mówi, przezorny zawsze ubezpieczony.

Dodatkowy gadżet w postaci zawieszki z numerem telefonu (pomimo wszczepionego mikroczipa) to nie jest zbędny wydatek. To informacja, dzięki której w razie zagubienia twój pupil może szybciej wrócić do domu. I do ciebie.

Autor: Grzeczni Podopieczni
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników
Przeczytaj także