Nagły przypadek

O tym, jak nagły przypadek staje się przewlekłym

Zdarza się, że właściciele zwierząt, nie mając wiedzy weterynaryjnej, nie potrafią prawidłowo ocenić zaawansowania choroby czy objawów swojego pupila.

Nic w tym dziwnego – po to jesteśmy, aby te wątpliwości rozwiewać. Są jednak przypadki, gdy objawy są oczywiste, ale właściciele mimo to czekają, bo pies może sam dojdzie do zdrowia. Gdy choroba, zamiast ustępować, rozwija się, pojawiają się w gabinecie.

Ostatnia taka klientka…

Środek dnia, pusta poczekalnia. W gabinecie staje zmotywowana kobieta z niewielkim psem na rękach, zawiniętym w koc.

– Potrzebuję natychmiastowej pomocy!

Pomyślałam, że może potrącenie przez samochód lub inny wypadek. Takie zwierzęta nadzwyczaj często są przynoszone w kocykach, ręcznikach czy innych zawiniątkach.

Wstałam szybko zza komputera, pełna gotowości do działania.

– Proszę powiedzieć, co się stało.
– Nic się nie stało. Ma biegunkę, wymiotuje i się chwieje.

Ok, nie wypadek, nie jest tak źle – uspokoiłam się.

– W jakim jest wieku?
– 15 lat.

No w tym wieku to każdy może od czasu do czasu się chwiać – pomyślałam.

– Od kiedy wymiotuje?
– No z tydzień już!

Nagły wypadek?

Ten przykład nie należał do nagłych. Pies źle się czuł od kilku dni, co więc skłoniło właścicielkę do pojawienia się w przychodni dopiero teraz? Nie wiem dokładnie, już nie wnikałam. Ale padło też (z rozżaleniem), że zabrudził jej cały samochód! No ciekawe… Chory pies niestety ma prawo do takich rzeczy. Zupełnie jak człowiek. Ale nie każdy zdaje sobie z tego sprawę.

Pies wylądował na stole diagnostycznym, postawiony jak „śmierdzące jajko”. Oglądam, badam…
No stary, każdego to czeka, a przynajmniej prawie każdego. Chłopak zaniedbany, poskręcana sierść, prawie dredy! Cała pupa w kale, na pewno nie było biegunki, bo kał był stały, prawie zaklejał odbyt!
Gdy pies jest długowłosy, to sierść czasem zwyczajnie się przykleja, nic nadzwyczajnego.

„On nie był kąpany, dlatego jest taki szary”

To było główne tłumaczenie właścicielki. Biała sierść u mieszkającego na podwórku pieska szybko robi się szara. Pani chciała się nieco z tego tłumaczyć, ale z mojego punku widzenia ten problem był u Miśka najmniejszym.

No nic, pobrałam krew do badań, a piesek został na kroplówce w szpitalu, żeby go nawodnić i podać leki.

Pies poszedł do domu wieczorem, gdy mnie już nie było w pracy – wydał go inny lekarz. Następnego dnia przeczytałam, że pani nie może przyjść w weekend (rzecz działa się w piątek) i zostały wydane leki do domu. W poniedziałek miała być kontrola.

Nastał poniedziałek, a Miśka ani widu, ani słychu

Po kilku godzinach oczekiwania zadzwoniłam do właścicielki pieska z pytaniem o jego samopoczucie po weekendzie bez kroplówek i chciałam się dowiedzieć, kiedy przyjdą na wizytę. To, co usłyszałam, wprawiło mnie w osłupienie.

Dowiedziałam się, że pies czuje się lepiej, pani daje mu antybiotyk i że będzie go karmiła dietą lekkostrawną (w badaniach wyszło zapalenie wątroby).

Niestety nie udało mi się namówić właścicielki Miśka na dalsze leczenie według naszych zaleceń. Poinformowałam, jak to leczenie powinno przebiegać, na co usłyszałam: „Nie mam czasu przychodzić z psem do pani, mam teraz z dzieckiem biały tydzień!”.

Pokutuje wśród ludzi błędne przekonanie, że „pies się jakoś wyliże”. Poza tym niestety nie dla każdego opiekuna jego pupil jest wystarczająco ważny, żeby zapewnić mu opiekę i komfort kosztem swojego czasu.

Autor: Z życia weterynarza
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników