Pies po przejściach. Konsekwencje adopcji - PSY.pl - portal o psach
Pies po przejściach

Pies po przejściach. Konsekwencje adopcji

Nieważne, czy pies jest ze schroniska, fundacji, stowarzyszenia, czy zgarnięty z ulicy. Nieważne, czy starszy, czy młodszy, czy rasowy, czy wręcz przeciwnie. Taki pies zawsze będzie z historią.

Taki pies zawsze będzie po przejściach. Porzucony, zagubiony, bez człowieka, któremu chciał zaufać. Będzie miał swoje „skrzywienia”. Czasem większe, czasem mniejsze. Jedne do naprostowania, inne wyłącznie do zaakceptowania i pokochania. Bywa różnie. Ale konsekwencje zawsze są te same.

Adopcja jest dla wybranych

Nie będę pisać o tym, że bywa trudno. Że nie chodzi o to, że takie psy „kochają bardziej”. Nie będę też mówić, że to dla każdego. Tak nie jest. Ale z pewnością taki pies jest dla ambitnych (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Lubiących wyzwania. Skłonnych do rozwoju. Otwartych na zmiany. Zwłaszcza te, które dotyczą ich wnętrza (nie domu, tylko serca i umysłu).

Nie dziwi mnie fakt, że wiele szkoleniowców swoją pasję do zawodu odkryło w momencie przygarnięcia psa, którego inni nie chcieli. Lub odkryli najwięcej prawd, z takim psem pracując.

Trudne początki

Zaczyna się dość podobnie. Pies miał w sobie to coś. Przypadkiem (które jak wiemy nie istnieją) trafia pod twój dach. Zapomnij o tym, że twoje życie będzie takie, jak sprzed adopcji. Chyba że nie robisz tego po raz pierwszy. Być może zostałeś poinformowany o problemach, jakie twój pies ma. Być może dopiero je odkryjesz, bo w ogłoszeniu mocno naciągnięto rzeczywistość. Zdarza się.

Ale słowo się rzekło. Wziąłeś odpowiedzialność za te wielkie oczy śledzące każdy twój ruch. Jesteś dorosły. Pies to nie zabawka. Musisz podołać. A przynajmniej spróbować.

Zaczynasz szukać pomocy. W książkach, programach, szkoleniach. Początkowo, bo musisz. Z czasem okazuje się, że im więcej się dowiadujesz, tym większą frajdę ci to sprawia. Zaczynasz zadawać pytania, na które nie ma jednoznacznych i prostych odpowiedzi.

Odkrywasz, że tak właściwie to nie musisz szukać. Ty po prostu chcesz. Żeby było lepiej. Bo próbować warto, a poddawać się nie.

Znajomy schemat

Otwierają ci się oczy. Widzisz więcej. Nie tylko rowerzystę z odległości 5 km (gdy twój pies ich nie znosi) lub wiewiórkę na 6-metrowym dębie (jeśli pies na ich widok traci mózg). Wyostrza ci się słuch. Pani z kijkami lub biegacz w ortalionowych spodenkach nie są w stanie zaskoczyć cię nawet od tyłu. Okazuje się, że pies ma różną tonację warczenia, częstotliwość szczekania, a nawet parskania. A tego nie przekaże ci nawet najmądrzejsza książka.

Dość niespodziewanie znajdujesz w sobie coraz większe pokłady cierpliwości. Zamiast robić się czerwony ze złości, jedynie wzdychasz. Zamiast puszczać wiązankę pod nosem, uśmiechasz się.

Na ludzi zaczynasz patrzeć wzrokiem pełnym zrozumienia. Łatwiej ci przychodzi dać drugą szansę. Postawić się w czyjejś sytuacji. Nabrać dystansu do samego siebie. Odegnać niedobre myśli i machnąć na nie ręką. Cieszysz się z małych sukcesów i cieszysz się z nich jak głupi. Bo to nie są sukcesy twoje lub psa, ale wasze wspólne. Nawet jeśli do ideału wciąż bardzo daleko.

Ciąg dalszy?

Mówi się, że pies po przejściach kocha bardziej. Skłaniałabym się ku stwierdzeniu, że inaczej. A w konsekwencji niepostrzeżenie zmienia nas samych. Na lepsze oczywiście. W myśl angielskiego porzekadła: „Be the person your dog thinks you are”.

Ciąg dalszy zależy tylko od ciebie. Jeśli zadecydujesz, że wchodzisz w to cały, zyskujesz coś, czego nie da się wytłumaczyć. Zmieniasz się, zmieniając przez to psa? Czy to zmieniający się pies, zmienia ciebie?

Autor: Grzeczni Podopieczni
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *