Pies w wielkim mieście. Czy to może się udać?

Nie od dziś wiadomo, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Wielu z nas mieszka w mieście i z tego powodu odkłada podjęcie decyzji o kupnie lub adopcji psa na później. Czy słusznie? Czy pies jest szczęśliwy tylko na wsi? Jak żyć z psem w wielkim mieście i nie zwariować? Czy aktywny, sportowy pies może dobrze funkcjonować w miejskiej dżungli?

Pies w bloku, czyli te straszne męki w kawalerce

Ręka w górę, kto z was słyszał lub czytał, jak to ludzie męczą psa lub, o zgrozo, psy, bo mieszkają na dwudziestu paru metrach w kawalerce. Przecież to jak więzienie! Psu serio jest obojętne, czy mieszka na 100 m2, czy na 24 m2, bo dla niego najważniejsze jest zrealizowanie swoich potrzeb i popędów na spacerze, podczas pracy z człowiekiem.

Bieganie bez celu po wielkim mieszkaniu czy ogrodzie pod nieobecność właściciela nie uszczęśliwia psa. Dom lub mieszkanie jest dla psa miejscem odpoczynku i wyciszenia, a nie dzikich harców. Przynajmniej tak powinno być.

Moja Tajga, mimo ADHD, zacięcia sportowego i niespożytej energii, w domu głównie śpi. Mieszkamy w trójkę od ponad 4 lat w małej kawalerce i dobrze nam razem.

Odpowiednia socjalizacja

Życie w wielkim mieście stawia przed psem wiele wymagań, każdy spacer jest wyzwaniem. To od nas zależy samopoczucie czworonożnego przyjaciela, musimy mu pokazać, jak należy funkcjonować w mieście. To człowiek jest przewodnikiem, to on, a nie pies, prowadzi podczas spaceru.

Radzenie sobie ze stresem, ignorowanie różnych bodźców, innych psów, pojazdów, przechodniów, skupienie uwagi na przewodniku, podstawowe posłuszeństwo… To tylko część z zadań, jakie stoją przed osobami, które zdecydują się na posiadanie psa. Są to podstawowe umiejętności, które dają zwierzęciu poczucie bezpieczeństwa i przydają się zawsze i wszędzie, a nie tylko w wielkim  mieście.

Nawet odpowiednio poprowadzony pies ze schroniska lub z interwencji, także dorosły, dzięki resocjalizacji będzie w stanie normalnie funkcjonować w mieście. Czeka nas jednak trochę więcej pracy i będziemy potrzebować pomocy dobrego behawiorysty.

Adaptacja

Przystosowywanie się do określonych warunków będzie wymagało czasu. To oczywiste, że szczeniaka czy też dorosłego psa, odebranego ze wsi, który nie był nigdy w centrum miasta, nie wrzucimy od razu na głęboką wodę. Chociaż są psy, które dobrze to zniosą i pójdą za człowiekiem, któremu ufają, wszędzie.

Adaptacja, tak jak socjalizacja, wymaga czasu, pracy, cierpliwości, metody małych kroczków. Czasami będziemy się musieli cofnąć po to, aby za jakiś czas móc zrobić wielki krok do przodu. Różne psy będą miały różne zdolności adaptacyjne.

Moją Tajgę można wrzucać na głęboką wodę i dzięki mojemu wsparciu świetnie odnajduje się w nowych sytuacjach – tak było w przypadku tłumu ludzi w parku czy podczas pierwszej wizyty na stacji metra, która zakończyła się sukcesem i przejażdżką. Tak będzie raczej z każdym psem, który jest typem „za właścicielem wskoczę nawet w ogień”.

Oswoić hałas

To, co dla mojej Tajgi jest najbardziej uciążliwe podczas życia w wielkim mieście, to hałas. Najgorsze są miejskie sylwestry, imprezy, rekonstrukcje jakiejś bitwy połączone z wystrzałami czy testowanie syren alarmowych.

Syreny i wszelkie inne hałasy dało się szybko oswoić, jedynym problemem nadal są fajerwerki. Zawsze można jednak złagodzić stres, ograniczyć spacery na kilka dni, zorganizować psu opiekę pod naszą nieobecność lub wyjechać w ustronne miejsce, ale o takie coraz trudniej.

Przestrzeń do spacerowania

Nie słuchajcie maruderów, że w mieście nie ma gdzie spacerować! Piąty rok żyjemy z Tajgą w Warszawie i na brak zieleni czy wolnej przestrzeni do spuszczania psów, zwłaszcza wcześnie rano czy przy gorszej pogodzie, nie możemy narzekać. Parki miejskie, skwerki, stare boiska, tereny nad Wisłą, okoliczne lasy, podwórka między blokami lub, jeśli ktoś lubi, i jego psy dobrze się tam czują, psie wybiegi, których też nie brakuje.

Psa bardziej zmęczy spokojny spacer smyczowy i poznawanie nowych uliczek w mieście niż godzina biegania codziennie w pobliskim parku bez określonego celu. Od ciągłego biegania w kółko ważniejsza jest praca umysłowa i węchowa – pamiętajcie o tym, a wasz pies będzie spał jak niemowlak i zapomnicie w domu, że w ogóle macie psa.

Miasto daje wiele możliwości do trenowania

Nie mam tu na myśli tylko psich szkółek, klubów, treningów pod konkretne zawody, czy pracy indywidualnej z trenerem. Miasto daje nieograniczone możliwości do trenowania skupienia, wyciszania emocji, pokonywania naturalnych przeszkód, takich jak murki, płotki czy słupki.

Przystanki autobusowe lub tramwajowe, wejścia do metra, place przed galeriami handlowymi, parki pełne ludzi to nie lada wyzwania, które wymagają dużego opanowania emocji oraz skupienia na przewodniku. Oczywiście najpierw ćwiczymy w domu, potem w małym rozproszeniu, następnie nieco większym i dopiero na koniec podnosimy psu poprzeczkę tak wysoko.

Pies w wielkim mieście. Kiedy to nie jest dobry pomysł?

Zdarza się, że psy są tak bardzo lękliwe, z tak smutną przeszłością i z tak bardzo złymi doświadczeniami, że zmuszanie ich do życia w mieście nie jest dobrym pomysłem. Niestety są też psy agresywne, które mogą stanowić zagrożenie dla innych mieszkańców miasta.

Jeśli jednak pies jest młody, to szybko powinno udać się go na nowo zsocjalizować i będzie czuł się w mieście dobrze. Znam jednak przypadki psów półdzikich lub nawet dzikich, odłowionych z działek, które dzięki pracy specjalistów doskonale sobie radzą w mieście.