Kiedy suka myśli, że ma szczeniaki… cz.1

– Dzień dobry, poproszę tabletkę na ciążę urojoną.
– Dzień dobry. To nie jest apteka, proszę powiedzieć, co się dzieje.
– Ja wiem, co się dzieje, pół roku temu było to samo.
– To samo, czyli co?
– No ma mleko w sutkach.

Ok, to jest objaw ciąży urojonej. Ale nie tylko to. Ci, co mieli z tym schorzeniem do czynienia, wiedzą, co się dzieje. Suka buduje gniazdo, czyli np. rozkopuje swoje posłanie, chodzi z zabawkami w pysku i piszczy.

Co wtedy robić?

Po pierwsze, nie napędzać objawów. Chowamy wszystkie zabawki, ograniczamy jedzenie i zamiast bawić się z psem, przytulać, głaskać – spacer! Długi, meczący spacer. Jest duża szansa, że przy takim „zimnym chowie” objawy miną. Co zrobić, jeśli nie mijają i pojawia się mleko w gruczołach? Wtedy należy odwiedzić swojego weterynarza i poprosić o pomoc. W zależności od sytuacji można podać tabletki albo syrop.

Co to właściwie jest ciąża urojona?

To stan, jaki pojawia się u suk najczęściej około 2 miesiące po rui (cieczce), czyli po zbliżonym czasie, jaki trwa ciąża. Mimo braku szczeniąt suka przygotowuje się do wychowywania ich oraz karmienia, stąd mleko w gruczołach.

Jakie zagrożenia niesie ze sobą ciąża urojona?

Niestety ten stan nie jest obojętny dla naszej pupilki. Jak każde inne zamieszanie hormonalne w organizmie, i to nie jest dla niego dobre. Jeśli zdarza się to raz w życiu, wielkich kłopotów nie ma, ale sytuacja suki, której przypadek został przytoczony na początku artykułu, powtórzyła się któryś raz z rzędu!

Czym to grozi? Najczęściej dochodzi do powstania ropnego zapalenia macicy. A to już stan zagrażający życiu.

Ropomacicze – czy jest groźne?

Gdy macica wypełnia się ropą, dochodzi do intoksykacji całego organizmu. Można ten stan leczyć antybiotykami, ale zwykle leczenie jest nieskuteczne. Co się wtedy robi? Ovariohisterectomię, czyli potocznie sterylizację lub – inaczej – kastrację. Medycznie te terminy się różnią, ale potocznie stosowane są zamiennie.

Zabieg usunięcia ropomacicza jest obciążony dużo większym ryzykiem niż profilaktyczna kastracja. Czemu? Bo organizm jest osłabiony, chory, pełen toksyn i bakterii. Może dojść do sepsy albo niewydolności nerek.

Sukces zależny jest od stanu suki, jej wieku, szybkości reakcji właściciela na pogorszenie samopoczucia pacjentki oraz trafności i odpowiednio prędkiej diagnozy lekarza.

Jak temu zapobiegać?

Kiedyś, naście lat temu, panowało przekonanie, że suka musi mieć choć raz w życiu szczeniaki – i wtedy do końca życia będzie zdrowa. Już dawno wycofano się z tej tezy. Jeśli nie mamy suki hodowlanej – rodowodowej – zawsze doradzam kastrację.

Oczywiście podniosą się głosy, że po zabiegu zdarza się nietrzymanie moczu. Owszem, ZDARZA SIĘ, ale nie jest to regułą i dotyczy najczęściej starszych suk dużych ras. Jest to uciążliwe, ale są na to leki. Korzyści z przeprowadzenia zabiegu w młodym wieku psa jest zdecydowanie więcej. Choćby unikamy wówczas ciąż urojonych, ropomacicza, niechcianych szczeniąt, uciekania suk oraz adoratorów pod bramą czy drzwiami.

Pierwsze dwie korzyści są medyczne i dla mnie najważniejsze.