Walentynka od canis lupus familiaris, czyli mój pies chyba mnie kocha

Miałam poprzestać na tej ambitnej twórczości lirycznej, jednak potem ruszyła lawina myśli i w końcu w mojej głowie powstała wymarzona – niepublikowana dotąd – walentynka od Django.

Odrobina narcyzmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła

Zdaję sobie sprawę, że potraktowałam moją rolę w życiu Django nieco na wyrost, wiem, że nie jestem mistrzem świata w posiadaniu psa. Nie pasjonują mnie długie nocne spacery na trzaskającym mrozie, wkurzam się na kłaki w bębnie pralki, a ostatnio zagapiłam się z kupnem karmy i Django dwa dni żył na jakimś marketowym makdonaldzie w puszce (on był kontent i wcinał tę mięsopodobną breję jak naleśniki z nutellą, a ja miałam wizję, że z każdym kęsem dostaje on coraz większego raka żołądka).

Pomijając sprawę moich ułomności i błędów wychowawczych, w idealnym świecie, w którym spełniają się marzenia, Toffifee to dietetyczne warzywo, a psy piszą walentynki do swoich ludzi, chciałabym, żeby Django napisał tak…

Walentynka od psa ze schroniska

„Kochana Olu,

wiem, że na co dzień nie jestem ambasadorem bliskości.

Nie kładę pyska na twoich kolanach i nie lubię patrzeć ci w oczy. Być może dawniej bycie blisko człowieka nie kończyło się dla mnie dobrze, nie pamiętam.

Nie wskakuję na sofę, kiedy na niej siedzisz i nie kładę się obok ciebie na łóżku. Pewnie kiedyś nie było mi wolno i dostawałem za to burę. A może żyłem w kojcu, gdzie nie było sof zasiedlonych przez człowieka, więc nie jestem do tego przyzwyczajony. Nie pamiętam.

Nie współpracuję wzorowo podczas treningów, nie idzie mi skupianie uwagi na człowieku, podczas gdy w trawie dzieje się tyle interesujących rzeczy. To dla mnie kompletnie nowa sprawa, prawdopodobnie nikt nie traktował mnie nigdy jak partnera do pracy – nie pamiętam.

Nie lubię przytulania, wykręcam się w panice, kiedy w sytuacjach ostatecznej konieczności próbujesz mnie wziąć na ręce. Możliwe, że dotyk człowieka jest dla mnie czymś, czego kiedyś nie doświadczałem zbyt często, nie pamiętam.

Nie pamiętam, dlaczego taki jestem.

I dziś, z okazji walentynek, to jest mój największy dar. Właśnie tę nie-pamięć przyjmij ode mnie, jako moją walentynkę. Bo nie pamiętam już tamtego życia, w którym ciebie nie było”.

Koniec cytatu

To jest moja fantazja. To jest moja wymarzona walentynka, którą chciałabym dostać od Django.

Niestety wszyscy wiemy, że życie to nie jest komedia romantyczna i nie dostanę dziś żadnej walentynki od mojego psa. A gdyby już tak się stało, że Django nauczyłby się pisać – w czerwonym sercu napisałby pewnie: „Masz może przypadkiem odrobinę żółtego sera?”.