Żywa zdobycz czy przyjacielska przysługa?

Kiedy słyszę w słuchawce: „Dzwonię z nietypowym pytaniem…”, włos mi się na głowie jeży. Nigdy nie wiadomo, co padnie dalej. Tym razem było raczej ciekawie niż strasznie.

Ale od początku…

Zadzwoniła mocno przejęta kobieta – nasza klientka wrażliwa na krzywdę zwierząt. Poprosiłam o przedstawienie sytuacji.

Właśnie jechałam samochodem i widziałam jak pies, taki duży, chyba husky, niósł w zębach kota. Ten kot tak mu wisiał w pysku. Wisiał i dyndał jakby był martwy, a może tylko oszołomiony i stracił przytomność? Myśli pani, że powinnam go gonić i zabrać tego kota? – zapytała.

Dzwoniąca pani, wyraźnie zaniepokojona stanem owego kota, wykazała się nie lada empatią w stosunku do niego. Bo któż na wsi (przychodnia, w której pracuję, znajduje się na pograniczu niewielkiego miasta i wsi) przejąłby się kotem! Niestety niewielu ludzi zwraca uwagę na tych niezastąpionych łapaczy myszy.

Wspólnie ustaliłyśmy, że przyczyn takiego zachowania psa może być niestety wiele. Wielokrotnie słyszałam o przeróżnych relacjach psio-kocich. Zarówno o psach, które mordowały koty, jak i z drugiej strony o zupełnie przyjacielskich stosunkach. Co tu się działo? Nie wiedziałyśmy.

Śledztwo

Pani postanowiła przeprowadzić własne śledztwo. Przestrzegłam ją, aby przypadkiem nie podchodziła do psa. Nie wiedziałam bowiem, co to za pies, czy jest wystarczająco łagodny i czy nie zrobi krzywdy osobie, która do niego podejdzie. Dzwoniąca kobieta obiecała uważać na siebie. A ja w zamian poprosiłam o telefon i zdanie relacji, czego się dowiedziała.

Wtedy zaczęło się długie oczekiwanie na wieści. Siedziałam jak na szpilkach i nasłuchiwałam, czy przypadkiem nie dzwoni telefon. Dopiero po jakichś dwóch czy trzech godzinach usłyszałam ten sam, już zdecydowanie spokojniejszy głos, brzmiący w słuchawce.

– Pani doktor, było tak. Pojechałam za tym psem. Dojechałam aż do kolejnej wsi, pies wtedy przeszedł przez pole i zniknął mi za krzakami. Już się wystraszyłam, że go nie znajdę!
– I co wtedy? Poszła pani dalej za nim? Namierzyła go pani?
– No tak! Przecież musiałam wiedzieć, jak to się skończy! Poszłam za nimi i wie pani, co tam było?! Poza tym psem i kotem, który nie był wcale martwy, był jeszcze jeden kot! Taki sam duży tylko rudy…
– Tak? I co wtedy?
– Ten pies i koty leżeli razem i spali. Jak kumple!

Okazuje się, że nawet „najstraszniejszy” pies może zaprzyjaźnić się z innym gatunkiem. Kotem też!