By nie straciły mocy - Psy.pl

By nie straciły mocy

Gdy patrzysz na stojącego lub poruszającego się malamuta, powinno przychodzić ci na myśl jedno słowo: "mocny!" - uważa Nancy Russell, która wraz z mężem hoduje psy tej rasy od 40 lat. Jak ocenia dzisiejsze malamuty?

O swoich pierwszych psach
W 1964 r., gdy byliśmy z mężem z wizytą u jego siostry, zobaczyliśmy po raz pierwszy w życiu malamuta. Ten wielki, przyjazny pies mieszkał w sąsiednim domu. Zawsze fascynowały mnie wilki i pewnie po części z tego właśnie wynikała moja sympatia do tego zwierzaka – a po części z jego wspaniałego charakteru. Wkrótce potem kuzyn przywiózł z sobą na uroczystość rodzinną szczeniaka tej rasy. Okazało się, że jego sąsiad ma miot malamutów – kupiliśmy suczkę, która mu została.
W 1966 r. po raz pierwszy wzięliśmy udział w wystawie psów rasowych. Prezentowaliśmy naszą Russell’s Yveti Rose, zwaną w domu Veti. W jej klasie były trzy psy, ale to ona zajęła pierwsze miejsce. Jednak nie to było najważniejsze. Na tej wystawie zobaczyłam 9-miesięcznego malamuta, prezentowanego w klasie szczeniąt. To był najpiękniejszy pies, jakiego kiedykolwiek widziałam. Nazywał się Glaciers’ Storm Kloud. Postanowiłam pokryć nim Veti. Jego właścicielka Lois odniosła się do mojej propozycji uprzejmie, lecz bez entuzjazmu. Wręczyła mi wizytówkę i poprosiła o przesłanie rodowodu i wyniku prześwietlenia bioder Veti. Gdy nadszedł czas powrotu do domu, znalazłam moje dzieci u Lois, wtulone w Storm Klouda. Musiałam mieć tego psa! Nazajutrz wysłałam rodowód Veti do Lois i poprosiłam ją, żeby dała mi znać, jeśli kiedykolwiek będzie chciała sprzedać Beara (tak go nazywała).Prześwietlenie bioder Veti nie wykazało anomalii i Lois zgodziła się na krycie. Stała się dla mnie doradcą i przyjaciółką. Gdy Bear miał około 16 miesięcy, zadzwoniła i poinformowała, że może mi go sprzedać. Jeszcze tego samego wieczoru pojechaliśmy po niego. Był już wtedy championem i miał na koncie dwa zwycięstwa w grupie.
Gdy Bear trafił do mnie, zmieniłam przydomek hodowli z Timberline na Storm Kloud. Moim celem stało się hodowanie psów dokładnie takich jak on. Miałam książkę Davida Kalowskiego „Secrets of Great Animal Breeders” (Tajemnice wielkich hodowców zwierząt). Jedno zdanie z tej książki wpłynęło na mój program hodowlany bardziej niż cokolwiek innego: „Nie krzyżuj psów niespokrewnionych z sobą, chyba że we własnej linii nie możesz znaleźć cech, których szukasz”. Daddy Bear pozostawił po sobie 365 szczeniąt, a 65 z nich uzyskało championaty AKC.
Miałam ogromne szczęście, że trafił mi się taki pies jak on. W 1970 r. był malamutem nr 1 w Stanach Zjednoczonych i figurował w pierwszej dziesiątce najbardziej utytułowanych psów z grupy Working (psy pracujące). A były to czasy, gdy malamuty rzadko walczyły o zwycięstwo grupy. Wygrał trzy wystawy w Kanadzie w 1971 r. i został tam malamutem roku. Rok później brał udział w czterech wystawach w Meksyku
i ukończył swój meksykański championat oraz interchampionat. Został też w tym kraju malamutem roku.
Gdy przeczytałam w gazecie, że grupa hodowców ze Stanów Zjednoczonych jedzie do Europy na trzy wystawy, Bear miał osiem lat. Jednak wciąż wyglądał młodo, więc zdecydowałam się dołączyć. Na pierwszej wystawie w San Remo zdobył tytuł Best In Show. Był pierwszym malamutem wystawianym we Włoszech. Następnie zaprezentowaliśmy się na wystawie w Monte Carlo, której dyrektorem była księżna Antoinette, siostra władcy Monako księcia Rainiera. Usiadła obok Beara, przytuliła go i pocałowała. Mój podopieczny był faworytem widzów – gdy wskazano na niego podczas wyboru Best in Show, tłum szalał z radości. Puchar odebraliśmy z rąk księcia Rainiera.

O swojej hodowli
Psy z mojej hodowli wygrały 144 wystawy na sześciu kontynentach, 210 zostało championami AKC, ponad setka zdobyła najwyższe tytuły zagraniczne. 62 uzyskały tytuły z zakresu posłuszeństwa, 192 – tytuły psów pracujących, a 32 uhonorowano za wyjątkowy wkład w hodowlę rasy.W latach 1986-1998 czworonogi wyhodowane i wystawiane przeze mnie lub przez córkę zajmowały co roku pierwsze lub drugie miejsca w rankingu na malamuta roku w Stanach Zjednoczonych. Obecnie mam 11 malamutów i trzy alaskan husky. Alaskany pochodzą z hodowli specjalizującej się w psach do wyścigów zaprzęgów i wspaniale sprawdzają się podczas treningów moich malamutów.
Gdy przenieśliśmy się w 2004 r. do Kolorado, myślałam, że zajmę się tylko psimi zaprzęgami i zakończę pracę hodowlaną. Okazało się to jednak trudniejsze, niż sądziłam. Potrzebuję młodych psów, by zastępować starsze w zaprzęgu, a rzesza klientów chce szczenię ode mnie – mam więc zwykle dwa mioty w roku.
Psy zdominowały moje życie. Przez ostatnich 25 lat byłam zawodowym handlerem i jeździłam co roku na blisko 100 wystaw. Oprócz własnych psów wystawiałam malamuty z 27 innych hodowli, a także inne rasy.

O przeznaczeniu malamutów
Malamuty były jedynymi psami plemienia Innuitów. Zimą ciągnęły sanie, latem nosiły pakunki z dobytkiem właścicieli. Wyszukiwały otwory w lodzie, do których przypływały foki, osaczały niedźwiedzie polarne i utrzymywały je w miejscu do nadejścia myśliwych. Gdy malamut nie mógł już pracować, stawał się pożywieniem dla innych psów i… futrzanym wykończeniem kapturów Innuitów. Nie był psem do kochania, chociaż doceniano – i do dziś jest z tego słynny – jego miłość do ludzi. Nie jest to pies jednego właściciela ani pies stróżujący. Innuici byli nomadami, więc dom malamuta był tam, gdzie miska z jedzeniem.
Pies tej rasy ma instynkt ciągnięcia, potrzebę bycia w stadzie o ustalonej hierarchii, dużą odporność na ból. Jest sprytny, inteligentny i niezależny. Nie chciałabym, by malamuty utraciły te cechy, choć nie czynią one z nich łatwych psów – szczególnie gdy żyją w mieście w rodzinach mało aktywnych. Dlatego gdy byłam prezesem amerykańskiego klubu alaskan malamute, dążyłam do stworzenia programu „Pies pracujący”. Dzięki temu malamuty mogą zdobywać tytuły użytkowe, sprawdzając się w ciągnięciu sań, noszeniu ciężarów na grzbiecie i próbach uciągu. Pomogło to utrzymać użytkowy charakter rasy.

O współczesnych malamutach
Moje psy zawsze brały udział w próbach uciągu, a od 1984 r. zaczęłam jeździć z nimi w zaprzęgu. Latem mój dzień zaczyna się o 5 rano lub wcześniej, tak by wyjechać z zaprzęgiem, zanim zrobi się zbyt gorąco. Moich 8 lub 10 psów ciągnie mnie na quadzie z wyłączonym silnikiem. Zanim słońce wyjdzie zza gór, pokonujemy do 18-km, a zimą nawet 30 km. Na szczęście w Stanach Zjednoczonych mamy kilku znaczących hodowców, którzy nie tylko wystawiają, ale i trenują psy. W ubiegłym roku w narodowym konkursie uciągu wzięło udział ponad 60 malamutów. Po tych zawodach 15 ekip spędziło razem cztery dni w plenerze, ćwicząc jazdę w zaprzęgu, wspólnie obozując i świetnie się bawiąc. To było wspaniałe – widzieć wystawowe psy, jak robią to, do czego zostały wyhodowane. Jedyny sposób na to, by utrzymać u nich instynkt pracy i zdolność do niej, to ich trenowanie.
Amerykański wzorzec jest jednym z niewielu mówiących o tym, że funkcjonalność jest ważniejsza niż typ. Malamut to pies pociągowy, więc najważniejszy jest potężny tył ciała z solidną linią górną, zdolną przenosić moc mięśni do przodu. Harmonijna budowa jest niezbędna dla wytrzymałości, a proporcje najlepiej można ocenić, obserwując psa w ruchu – podobnie jak kątowanie, długość i jakość kości, zasięg stawów, długość szyi i rozmiar głowy. Naprawdę potrafię docenić psa tylko wtedy, gdy widzę, jak pracuje w uprzęży. Nie ma nic bardziej satysfakcjonującego, niż moc, którą czujesz, widząc malamuta pochylającego głowę, wyginającego grzbiet w pałąk i przedzierającego się przez śnieg lub wspinającego się pod górę.
Ponieważ malamuty to rasa arktyczna psów zaprzęgowych, muszą one także mieć cechy, które umożliwiają im przetrwanie w tych warunkach, np. sterczącą szatę okrywową i gruby, natłuszczony podszerstek. Alaskan malamute potrzebuje olbrzymich łap w kształcie rakiety śnieżnej, by utrzymać się na śniegu i mieć dużą przyczepność na lodzie. Musi też mieć długi, mocno owłosiony ogon, by przykrywać sobie nos, dzięki czemu śnieg może go zasypać, a on będzie spać w swoim osobistym igloo. Właściwie poza brązowymi oczyma wszystkie cechy wymienione we wzorcu związane są z przystosowaniem do przetrwania w Arktyce. Ta rasa nie została stworzona przez człowieka. Dlatego boli mnie, gdy widzę, jak się zmienia, by dopasować się do kaprysów współczesnych hodowców i społeczeństwa. Na całym świecie obserwuję dziś u jej przedstawicieli małe stopy, małe zęby i problemy ze zgryzem, cienkie i krótkie ogony, uszy na czubku głowy, brak silnych kości i mięśni, a zamiast tego – tłuszcz, zbyt wyraźny stop i ufryzowaną szatę. Mimo że mocne kątowanie daje ładny wykrok i pozwala rozwinąć większą prędkość na ringu, płaci się za to cenę, jaką jest moc psa. A moc jest istotą psa pociągowego. Alaskan malamute to nie jest pies wyścigowy!
Sędziowałam w wielu krajach w Europie, Australii i Nowej Zelandii. Na wystawie w Czechach widziałam wiele psów z prawidłowymi, dużymi łapami i ciężką kością. W Nowej Zelandii zobaczyłam rozmiar i budowę, jakie mieliśmy w Stanach Zjednoczonych wiele lat temu. Ponieważ w ostatnich latach psy od nas były importowane na cały świat, słabe i mocne strony rasy są dość ujednolicone. Mam nadzieję, że uwaga, którą w Europie poświęca się prawidłowemu zgryzowi i pełnemu uzębieniu, pomoże rasie, gdyż w Stanach Zjednoczonych jest to ignorowane przez zbyt wielu hodowców i sędziów. Wiele robi się też w kwestii socjalizacji, więc nieczęsto mamy już do czynienia z agresją na ringu.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *