Charytatywne rodzeństwo - Psy.pl - mamy nosa!

Charytatywne rodzeństwo

Głośno było o labradorze Sylwestrze podarowanym przez celników Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Ale ten pomysł narodził się dzięki innej darowiźnie

Jeszcze rok temu jedenastoletnia dziś Patrycja była zupełnie zdrową dziewczynką. W marcu ubiegłego roku po lekcjach wracała wraz z koleżanką do domu. Nie zauważyły nadjeżdżającego tramwaju. Patrycja straciła obie stopy… Wiele miesięcy przeleżała w szpitalach, przeszła kilka operacji. Dziś porusza się za pomocą kul. Nadal wymaga rehabilitacji.

Suczka jak marzenie
W pomoc dla niej zaangażowało się wiele osób i instytucji. Prezydent Warszawy przyznał rodzinie mieszkanie na parterze, by Patrycja łatwiej mogła się poruszać. W warszawskich tramwajach zorganizowano dla niej specjalną zbiórkę pieniędzy. Podobną akcję przeprowadzili też stołeczni celnicy, którzy opiekują się dziewczynką od wielu miesięcy.

Przy okazji dowiedzieli się, jakie jest marzenie Patrycji. – Po moim występie w programie telewizyjnym, w którym prezentowałem przeszkolonego labradora, zadzwoniła do mnie babcia dziewczynki – opowiada Witold Lisicki, rzecznik stołecznych celników. – Powiedziała, że Patrycja marzy właśnie o takim piesku, biszkoptowym. Zasugerowała, że może być to starszy labrador, który zakończył już służbę.

Psa-emeryta celnicy nie mogli przekazać dziewczynce. Żaden z nich nie chciał rozstać się ze zwierzakiem, z którym przepracował wiele lat. Witold Lisicki postanowił: – Damy Patrycji szczeniaka z naszej hodowli. To właśnie wtedy wpadł na pomysł, by drugiego szczeniaka-labradora przekazać na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Celnicy wyszkolą towarzysza
Diana trafiła do Patrycji w lutym. Od razu przypadła jej do serca, bo jest bardzo wesołym i żywiołowym szczeniakiem. Choć swój kojec ma w przedpokoju, a w nim dużo zabawek, to wszędzie jej pełno. Patrycja mówi, że na razie Diana nauczyła się tylko nie brudzić w mieszkaniu. Ale Witold Lisicki, który razem z ekipą naszego miesięcznika odwiedził Patrycję, zaraz wyjaśnia, że suczka trafi na specjalne szkolenie. Od końca kwietnia do domu Patrycji będzie przyjeżdżał celnik i uczył Dianę. – Nie będziemy jej szkolić tak jak psa wykrywającego tytoń – śmieje się Lisicki. – To będzie szkolenie na psa towarzysza, Diana nauczy się posłuszeństwa wobec swojej małej pani.

Sylwester pokochał Wiedeń
Tymczasem brat Diany, Sylwester – dar celników dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, rośnie jak na drożdżach – waży już 13 kg. I choć od dwóch miesięcy mieszka w Wiedniu, to jest chyba najbardziej znanym labradorem w Polsce. I pewnie jednym z najdroższych. Jego właściciel, 21-letni Adam Nowak z Austrii, zapłacił za niego na aukcji WOŚP aż 3,1 tys. zł.

Szczeniak zniósł podróż bardzo dobrze. – Prawie całą drogę spał – opowiada Adam. Tak, jak wcześniej zapowiadał, nie zmienił mu imienia. – Niektórzy mówią, że psy nie powinny nosić ludzkich imion, ale ja uważam, że skoro traktujemy Sylwka jak domownika, to dlaczego nie?

Nowy dom przypadł Sylwestrowi do gustu – nawet w sensie bardzo dosłownym, bo zniszczył kawałek kanapy, ściany i parkietu. – Swoich pogryzionych rąk nie wliczam do strat – śmieje się Adam. Jest najważniejszą osobą dla Sylwestra: to on przygotowuje mu posiłki i wyprowadza na spacer. Gdy sam musi wyjść, pies waruje przy drzwiach aż do jego powrotu.

– Rodzice, którzy początkowo nie chcieli zgodzić się na psa, dziś nie wyobrażają sobie życia bez niego – cieszy się Adam. Znajomi też odwiedzają Adama jakby częściej…

Szkolenie po polsku
Sylwester to zdolny pies – w ciągu kilku dni zaczął reagować na komendę „siad” i „leżeć”. Nauczył się też aportować gumową kość. Prawdziwa zabawa zaczyna się w parku. – Zawsze mam ze sobą smakołyki, żeby móc nagradzać jego dobre zachowanie – mówi Adam, który jeszcze przed wzięciem Sylwestra deklarował, że przeczytał niejedną książkę o wychowaniu psa. Teraz zastanawia się, czy nie przeszkolić Sylwestra w Polsce. – Reaguje już na komendy w języku polskim i boję się, że po szkoleniu w Austrii wszystko będzie mu się mylić.

Celnicy nie odwiedzili jeszcze Sylwestra i jego nowego pana w Wiedniu. Mają kontakt mailowy. Adam wysyła im zdjęcia psa i informuje, co u niego słychać. Zapowiada, że przyjedzie do Warszawy i pokaże Sylwestra celnikom – zwłaszcza Witoldowi Lisickiemu, u którego pies mieszkał przez tydzień – i ten tydzień wystarczył, by się z nim zaprzyjaźnił. Zaprosił też pana Witolda do Wiednia, a ten obiecał, że na pewno przyjedzie.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *