Czy izolować psa od dziecka?

Miniaturowy pudel o słodkim imieniu Miodzio mieszka w domu moich znajomych z dwuletnią Małgosią. Mieszka, ale tak naprawdę nie zna dziecka. Odkąd dziewczynka przyszła na świat, jej rodzice próbują ich odizolować. Trochę ze względów higienicznych, trochę z powodu zwykłego lęku, że pies mógłby dziecko skrzywdzić.

 

Gdy niemowlę pojawiło się w domu, Miodzio nie mógł wchodzić do pokoju, w którym przebywało, ani do sypialni. Skończyło się też spanie w łóżku z właścicielami – jak to wcześniej było w zwyczaju. Od tego momentu minęły dwa lata. Dla psa i dziecka to czas, w którym rodzice próbują izolować zwierzę od córki.

 

Pies ma zakaz wchodzenia do pokoju dziecka. Gdy Małgosia biega po domu, on jest w ogrodzie, gdy ona śpi w pokoju, on ma prawo bawić się w domu. Ta metoda nie działa jednak idealnie, bo pieskowi czasem udaje się wpaść do pokoju dziewczynki i zaznaczyć po psiemu teren.Właściciele opowiadają, że upodobał sobie szczególnie jedną szafkę, tuż obok zabawek Małgosi.

 

Przeszkadza im to, więc karzą pieska, krzycząc „nie wolno” i wyprowadzając go do ogrodu. Gdy z nimi o tym rozmawiałam, przyznali się, że już wcześniej zdarzało się Miodziowi znaczyć teren w innych częściach mieszkania – jeszcze zanim mała pojawiła się na świecie. Piesek odzyskał jeden ze swoich przywilejów: znów śpi w łóżku z właścicielami.

 

Gdy córka przychodzi do nich w nocy, mama wraca z nią do pokoju, usypia w łóżeczku i wraca do siebie. Na wakacje nie wyjeżdżają razem – pudel zostaje u dziadków. Kiedy Miodzio biega po ogrodzie, Małgosia woła nieraz: „chcę do Miodzia”. Ale rodzicie mówią: „nie wolno”. Mała nigdy nie podała psu miski z wodą, psiego smakołyku, nie mówiąc już o wspólnej zabawie. Jakie konsekwencje może mieć to, że dziecko mieszka z psem, ale tak naprawdę się z nim nie wychowuje?

Dziecko leży w łóżeczku, a obok siedzi pies
fot. Shutterstock

Miodzio na izolacji nie tylko traci

Kiedy urodziła się Małgosia, w życiu całej rodziny, nie wyłączając Miodzia, nastąpiły duże zmiany. To dla psa zawsze trudna sytuacja. Wszystko w domu się zmienia: rytuały, rozkład dnia, zachowanie domowników. Nawet jeżeli właściciele starają się poświęcać psu uwagę i zachować jak najwięcej z wcześniejszych wspólnych przyzwyczajeń, pies potrzebuje czasu, aby zaadaptować się do nowych warunków.

W tym wypadku nie tylko zmieniło się środowisko, w którym żył Miodzio, ale także relacje, jakie miał z ludźmi. Można się domyślać, że wcześniej towarzyszył właścicielom przez cały czas, gdy byli w domu. Po narodzinach Małgosi niemal stale był sam. Kontakt z ludźmi został pewnie ograniczony do karmienia oraz otwierania mu drzwi, i ewentualnie krótkich chwil, gdy dziewczynka spała. Przypuszczam, że izolacja społeczna była dla niego najtrudniejszym doświadczeniem.

Kiedy wszystko się zmienia w nieprzewidywalny i niezrozumiały sposób, każdy przeżywa stres. Jednak po kilku miesiącach, gdy sytuacja przestanie być nowa i zwierzę nauczy się funkcjonować w zmienionych warunkach. Zwykle stopniowo wraca do równowagi emocjonalnej. Pies ma ogromne możliwości adaptacyjne, dlatego nawet jeżeli znajdzie się w mniej sprzyjającym środowisku, po pewnym czasie dobrze sobie w nim radzi.

A jak może na Miodzia wpływać brak dostępu do Małgosi?

Większość psów nie szuka kontaktu z niemowlętami i małymi dziećmi, bo są dla nich niepokojące. Dopóki leżą w łóżeczku, zwierzak nie musi się martwić, ale gdy zaczynają się samodzielnie przemieszczać, odczuwa zagrożenie. Dzieci w wieku 1,5-2,5 roku, które są już sprawne ruchowo i zainteresowane zwierzętami, czasem szybko podbiegają do psa, przytulają go, a zdarza się też, że potrafią boleśnie pociągnąć za sierść albo ucho.

Z tego punktu widzenia Miodzio może nawet zyskał na izolacji od dziecka. Małgosia mogłaby się stać partnerem do zabaw w perspektywie około dwóch lat  – wtedy pudel, spragniony kontaktów z ludźmi, być może szukałby jej towarzystwa. Byłoby to jednak prawdopodobne tylko wtedy, gdyby w ogóle czuł się dobrze wśród dzieci i nie obawiał się ich – a Miodzio, jak się domyślam, miał z nimi za mało doświadczeń.

Co do znakowania, to jest ono dla tego psa naturalną formą ekspresji. Ponieważ Miodzio nie ma teraz wstępu do pokoju Małgosi, a w dodatku jest on przepełniony zapachem domownika, z którym nie miał okazji ułożyć sobie żadnych relacji, nie dziwi to, że tam właśnie znakuje.

Lekarz weterynarii i behawiorystka Joanna Iracka

Dziewczynka boi się psa
fot. Shutterstock

Zagrożenie z kreskówki

Miodzio jest dla Małgosi stworzeniem wirtualnym, jawi się jej podobnie jak postać z kreskówki – niby można ją zobaczyć, usłyszeć, ale nie można dotknąć. Jednocześnie Małgosi z pewnością nie umknęło to, że ten wirtualny domownik dostaje pozwolenie na spanie w łóżku rodziców.

Jest więc skołowana sygnałami, które otrzymuje. Z jednej strony: nie wolno ci dotykać Miodzia, z drugiej: Miodzia mogą (i chcą!) dopieszczać tylko rodzice. Prawdopodobnie Małgosia będzie postrzegać psa jako zagrożenie. Dziewczynka słysząc: „nie wolno ci dotykać psa”, może to zakodować podobnie jak: „nie wolno ci zbliżać się do ognia”.

Zakazany owoc

Być może mała nie będzie potrafiła funkcjonować z psem, gdy rodzice wyrażą już na to zgodę, bo po prostu będzie się go bała. Odwrotna sytuacja też jest możliwa: oto pies jest dla Małgosi niczym zakazany owoc. Bardzo chce z nim spędzać czas, ale jest ciągle hamowana. Gdy dostanie już pozwolenie na kontakt z Miodziem – może chcieć obdarzyć go narastającym od dawna uczuciem w sposób nazbyt gwałtowny, co spowoduje lęk zwierzęcia.

Radzę, by rodzice pozwolili Miodziowi i Małgosi się kontaktować, ale w sposób bardzo delikatny, małymi kroczkami, skupiając się przede wszystkim na odbudowaniu w nich zaufania. Nie będzie to proste, ale inaczej z czasem problem może stać się poważniejszy.

Pedagog z przedszkola „U smoka, co buja w obłokach” Aleksandra Wielgus

Autor: Malwina Słoka-Chlabicz