Gdzie jest Rex? - Psy.pl

Gdzie jest Rex?

Amerykański żołnierz przewodnik psa skoczy za nim nawet w ogień

Związek z czworonożnym partnerem większość wojskowych opiekunów traktuje niemal jak małżeństwo. Każdego łączy z psem, z którym pracuje, niezwykła więź – mówi Hans Freimarck, koordynator wojskowego programu psów w amerykańskich siłach zbrojnych. Pies, oprócz tego, że jest partnerem żołnierza, często bywa też jego najbliższym przyjacielem podczas trudnych zagranicznych misji. Przywiązanie czy miłość są jednak wystawiane na próbę, gdy zwierzak i jego opiekun doświadczają tragedii wojny.

Eddy nigdy nie zawiedzie
Nim na nią wyjadą, odbywają diametralnie różne ćwiczenia. Podczas gdy rekrut musi radzić sobie z trudami musztry i fizycznego wysiłku, czworonóg spędza szkolenie na zabawie. – Pies musi być cały czas zadowolony. Większość wiedzy przekazywana jest mu w formie zabawy. Nawet gdy wykrywa bombę, jest to po prostu zabawa w szukanie zapachów. Wie, że jeśli uda mu się ją znaleźć, nie ominie go nagroda – mówi zajmujący się szkoleniem sierżant John Ricci. Z czasem przypadkowo połączone losy żołnierza i czworonoga przeradzają się w coś więcej. – Mój pies Eddy nie potrafiłby już pracować z kimś innym – przekonuje Ricci. Gdy wyjadą do Iraku, ich więź z pewnością jeszcze bardziej się zacieśni – bo będą musieli polegać tylko na sobie.

Spoczęli w jednej urnie
Niestety, wojna nie oszczędza nikogo. Liczący sobie zaledwie 20 lat kapral Kory D. Wiens oraz czteroletni labrador retriever Cooper to od czasów wojny w Wietnamie (1957-1975) pierwszy przewodnik i pies, którzy zginęli w operacji wojskowej. Doszło do tego w wyniku ataku bombowego przeprowadzonego w Iraku w lipcu
2007 r. Kory Wiens (jego dziadek służył jako opiekun psów wojskowych w czasie wojny w Korei) i Cooper specjalizowali się w wyszukiwaniu materiałów wybuchowych i amunicji. Dla Wiensa był to pierwszy pies służbowy, podobnie jak dla Coopera pierwszy opiekun. – Kory mówił o Cooperze jak o swoim synu, stanowili prawdziwy duet – wspomina starszy sierżant Matt McHugh. Ich szczątki spoczęły w jednej urnie na cmentarzu w rodzinnej miejscowości. Na pogrzebie było 37 psich drużyn.

Przewodnik ginie, ratując psa
Tragiczny los stał się także udziałem sierżanta Adama Canna i jego wytrenowanego w wyszukiwaniu materiałów wybuchowych owczarka niemieckiego Bruna, którzy razem służyli najpierw w Afganistanie, a potem w Iraku. Podczas patrolu Bruno ostrzegł partnera, że jeden z mężczyzn ma na sobie ładunek wybuchowy. Chwilę później doszło do eksplozji. 23-letni Cann, próbując osłonić swojego psa, odniósł śmiertelne rany. Ciężko poraniony odłamkami Bruno mimo potężnego huku nie uciekł, lecz położył się przy martwym opiekunie.
W tym samym ataku poważnie ranny został owczarek belgijski Flapoor. Jego przewodnik kapral Brendad N. Poelaert tak wspomina tamten feralny dzień: – Tuż po wybuchu próbowałem chwycić się za ramię, którego nie było. Obok widziałem innego rannego żołnierza, ciała były wszędzie. Flapoor chciał do mnie podbiec, ale nie mógł się ruszyć i tylko na mnie patrzył. Gdy pojawił się sanitariusz, poprosiłem, by nie zajmowano się mną, tylko szybko zabrano Flapoora do weterynarza – opowiada. Pies został przewieziony śmigłowcem do kliniki, gdzie przeszedł wiele operacji. Stanął na nogi dużo szybciej niż jego opiekun. – Nasza więź jest niezwykła. To, że wyszedł z tego cało, zmobilizowało mnie do trudnej rehabilitacji – mówi kapral. Nie dostrzega w swym stosunku do psa niczego niezwykłego. Jego zdaniem maksyma korpusu marines „Zawsze wierni”, która oznacza, że przyjaciela z oddziału nigdy się nie opuszcza, dotyczy także psów.

Uratowana z płomieni
O tej zasadzie pamiętał także sierżant Christopher F. McCleskey, gdy jego partner – 3-letnia suczka Katja, owczarek belgijski – utknął w płonącym budynku w pobliżu irackiego Tikritu. Nie zastanawiał się ani sekundy i rzucił na ratunek. Jakiś sierżant usiłował go zatrzymać. – Powiedziałem mu, że w środku jest mój pies i muszę go ratować. Z powodu dymu musieliśmy się czołgać. Wszystko płonęło. Krzyczałem do Katji, ale się nie ruszała. Dopiero gdy ją wyniosłem na zewnątrz, zaczęła normalnie oddychać – wspomina McCleskey. Natychmiast wezwano pomoc medyczną. Po kilkudziesięciu minutach w asyście weterynarza Katja i McCleskey odlecieli śmigłowcem do Bagdadu. Pies szybko doszedł do siebie, a McCleskey mówi dokładnie to samo co opiekun Flapoora: – Zareagowałem instynktownie. Drugi raz postąpiłbym tak samo.

Adoptowany przed czasem
Po zakończeniu służby opiekun też nie zapomina o swym psie. Ciężko ranna w Iraku sierżant Jamie Dana wykorzystała pierwszą nadarzającą się okazję, aby adoptować swojego czworonożnego przyjaciela Reksa. Oboje omal nie zginęli w zasadzce. Dana cudem przeżyła atak. Miała zmiażdżoną miednicę, przebite płuco, pęknięty kręgosłup. Mimo to nieustannie pytała: „Gdzie jest Rex?”. Pies wyszedł z zamachu bez szwanku.
Gdy sierżant Jamie Dana postanowiła go adoptować, napotkała jednak przeszkody, pies miał pięć lat i kolejne pięć lat służby przed sobą. Jednak w drodze wyjątku dowództwo sił powietrznych wyraziło zgodę na adopcję psiego partnera.

Ufają psom bardziej niż ludziom
Dlaczego żołnierze często przedkładają bezpieczeństwo swych czworonożnych partnerów nad troskę o własny los? Wojskowy opiekun Mark A. Garcia wyjaśnia: – Między żołnierzem a psem wytwarza się niezwykle silna więź. O wiele mocniejsza niż w codziennych relacjach. Podczas służby pies chronił moje życie, a ja chroniłem jego. Ufam psom bardziej niż ludziom, bo są one bez porównania bardziej lojalne, niezależnie od sytuacji.
– Psy to członkowie drużyny i muszą być tak samo chronione jak każdy inny jej członek – przekonuje bosman Michael Thomas
z 25. Kompanii Żandarmerii Wojskowej. – To nasi najlepsi przyjaciele. Razem z nimi podróżujemy, śpimy. Każdy przewodnik zgodzi się ze mną, że nie ma rzeczy, której nie zrobiłby dla ochrony własnego psa.

Przygotowując powyższy tekst, korzystałem z: www.edwards.af.mil, www.armytimes.com, www.stripes.com, www.defendamerica.mil, www.defenselink.mil oraz z artykułu Jeffa Donna, „In Iraq & Elsewhere, Bomb-Sniffing Dogs Soldier On” („Washington Post”, 12.08.2007).

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *