Halina i Radosław Piwowarscy – dlaczego przygarniają bezdomne zwierzęta?


W wigilię 1994 r. pod supermarketem w Warszawie zahipnotyzowały mnie psie oczy, które wpatrywały się we mnie w ciemności ze śmietnika. Podeszłam do nich i zobaczyłam, że należą do psa.

Poszłam do sklepu i dowiedziałam się, że przebywa on tam od dawna i jest dokarmiany przez pracujące w sklepie panie. A zima była mroźna tego roku. Serce mi pękało, więc postanowiłam go zabrać. Był spory, choć młody. Nie byłam go w stanie podnieść, leżał jak worek kartofli. W końcu włożyli mi go do malucha dwaj przechodzący obok niezbyt trzeźwi panowie. Gdy dojechaliśmy do domu (w którym były już dwa koty Whisky i Walker), zostawiłam go w aucie w garażu, postawiłam miskę z bułką rozmoczoną w mleku i zasiedliśmy do wigilii. To był nasz zabłąkany wędrowiec. Następnego dnia, gdy otworzyłam garaż, wyślizgnął się z niego, ale po chwili wrócił. Postanowiliśmy go z synami wykąpać. Okazało się, że jest biały, ma tylko ciemną głowę i ciemną pupę. Szczeniak wielkości dorosłego psa.

Ucieczka pod supermarket

Tronko – tak go nazwaliśmy – okazał się niezwykłym zwierzakiem, który przez 13 lat, które z nami spędził, odcisnął niesamowite piętno na naszym życiu. Doskonale wkomponowywał się w każde towarzystwo. W rocznicę pobytu u nas zniknął. Bardzo się martwiłam. Aż tu dzwoni pan Kazio, który usuwał mi kiedyś ze starych mebli korniki i do którego Tronko się przyzwyczaił. Co się okazało? Mój pies trafił pod supermarket w Hucie (spory kawał drogi od Żoliborza) i tam siedział, bo chyba skojarzył, że w takim miejscu przebywał, gdy go przygarnęłam. Kiedy poczuł znajomy zapach przechodzącego tamtędy pana Kazia, obszczekał go, ten zaczął się zastanawiać, skąd zna tego psa, przypomniał sobie o mnie, odszukał mój numer telefonu i dzięki temu Tronko wrócił do domu.

Pod koniec życia też zdarzyło się, że mi zniknął, ale był to prawdopodobnie sygnał choroby. Okazało się bowiem, że cierpi na raka mózgu. Gdy odszedł, wydawało mi się, że to niemożliwe, bym spotkała równie fantastycznego psa. Zresztą uważam, że nasze spotkanie było przeznaczeniem i tak traktuję wszystkie zwierzęta, które trafiają do naszego domu. Są one nam przeznaczone i pomagają nam żyć. Pomagają też wychowywać dzieci. Nasza cywilizacja sprawia, że nie mamy czasu wczuwać się w emocje drugiej strony, czy to będzie człowiek, czy zwierzę. A bez takiej empatii nie da się wychować wartościowego człowieka.

Radosław Piwowarski
fot. archiwum domowe

„Wredny jak pies”

Chciałabym, żeby zmieniło się nasze podejście do psów odzwierciedlające się w powiedzeniu „wredny jak pies”, bo tak naprawdę wszystkie złe cechy przenoszą się na zwierzęta z ludzi.

Naszego obecnego psa znalazłam trzy lata temu na plenerze malarskim w Kałkowie Godowie w Górach Świętokrzyskich. Znów patrzyły na mnie jakieś oczy, tym razem z trawy. Wzięłam bułkę z podróży i rzuciłam ją czarnemu kłębkowi sierści. Wtedy zwierzak się nie ruszył, ale za to następnego dnia leżał przy drzwiach mojego domku. Była straszna burza, więc wpuściłam go do środka i poszłam na kolację. Nagle patrzę, a pies stoi przy schodach, odnalazł mnie w tłumie ludzi i wrócił z nosem przy mojej łydce. Okazało się, że sam otworzył sobie okno zamknięte na haczyk. Zaczęłam się nim opiekować, przemyłam oczy, bo miał okropnie zaropiałe. Zrobiłam zdjęcie tych oczu i pojechałam do weterynarza do Ostrowca. Ten przepisał krople, które przez dwa tygodnie wkraplałam obcemu psu. A potem został naszym psem i nazwaliśmy go Plener. Trzymanie się mojej nogi zostało mu, bo było raczej objawem choroby sierocej niż kłopotów z oczami. Został mu też niestety ślad po drucie na szyi.

Kiedy Plener pojawił się w naszym domu i ogrodzie i zobaczył trzy koty – miłość mojego męża Radosława – postanowił z nimi zrobić porządek, czyli je skonsumować. Podchody trwały trzy dni, aż w końcu kotom się to znudziło, usiadły wszystkie na szczycie schodów i zasyczały. W tym momencie Plener zrozumiał, że on tu nie rządzi. A teraz stanowią jeden organizm, tęsknią za sobą, szukają swego towarzystwa, ustępują sobie miejsca na fotelu, podjadają sobie z misek.

Halina Piwowarska scenograf, kostiumolog, radna dzielnicy Żoliborz w Warszawie
Radosław Piwowarski reżyser i scenarzysta filmowy
wysłuchała Magdalena Ciszewska