Jack, pies staruszek, który uniknął eutanazji - Psy.pl - mamy nosa!

Jack, pies staruszek, który uniknął eutanazji

Nieduży mieszaniec o imieniu Jack nie miał w życiu szczęścia. Kilkanaście lat temu pewna kobieta adoptowała go z przytuliska w Orange County w Kalifornii jako dziarskiego trzylatka. Od tamtej pory pies spędzał życie w ogródku. Jego właścicielka miała serce dla zwierząt... ale tylko niektórych. Jej dwa małe pieski mieszkały w domu i miały dobrą opiekę. Biednemu Jackowi musiały wystarczać ledwo okruchy uczucia. A kiedy się zestarzał, podjęto decyzję o jego uśpieniu.

Jack marzył o tym, by być domowym i kochanym psem. Nieraz zaglądał przez okno i patrzył na dwójkę swoich psich kolegów szczęściarzy, którzy mieli ciepły kąt i ludzką miłość. Nie rozumiał, dlaczego tej miłości nie starcza już dla niego, dlaczego zasługuje jedynie na legowisko w ciemnym kącie garażu i kilka słów rzuconych w przelocie przez wychodzących do pracy domowników. Nie wiedział też, że obserwuje go sąsiadka. Mieszkająca opodal Deborah Bobshosky martwiła się losem Jacka i dokumentowała jego życie, robiąc mu zdjęcia. Na jednym z nich, najbardziej poruszającym, widać psiaka zaglądającego tęsknie przez okno do mieszkania. Niedawno od córki właścicielki usłyszała o strasznych planach dotyczących kundelka. Otóż Jack się zestarzał, wykryto u niego cystę na uchu i wobec tego – jak to określono – „nadszedł czas na eutanazję”.

Przestraszona Deborah wybłagała u właścicieli odwleczenie wyroku o kilka tygodni i zaczęła rozpaczliwie szukać nowego domu dla siedemnastoletniego staruszka. Sama niestety nie mogła się nim zająć. Do poszukiwań wykorzystała media społecznościowe. Na jej rozpaczliwy apel na Facebooku odpowiedziało kilkanaście osób, jednak żadna z propozycji nie była poważna. Kobieta była już bliska rozpaczy, bo zbliżał się termin uśpienia psa, gdy nagle odezwał się do niej przedstawiciel kalifornijskiej fundacji Leave No Paws Behind, specjalizującej się w szukaniu domów dla psów starych i z pozoru nieadopcyjnych.  I tak Jack umknął spod igły weterynarza i rozpoczął nowe życie w fundacji. Jego opiekunka Toby Wisneski wierzy, że staruszek znajdzie czułych i kochających właścicieli na ten czas, który mu jeszcze pozostał. Teraz jednak nie wisi już nad nim groźba uśmiercenia, a ludzie poświęcają mu dużo czasu, co go niezwykle cieszy. Przeszedł już operację usunięcia nieszkodliwego guzka z ucha. Chętnie chodzi na spacery, ale najbardziej uszczęśliwia go możliwość wejścia do domu wraz z ludźmi.

Z ostatniej chwili: Szykuje się dom dla Jacka. Z organizacją skontaktowała się osoba pragnąca go przygarnąć i wygląda na to, że jest to bardzo poważna oferta. Powodzenia, Jack! PŁ

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *