Jak postępować z psem uwolnionym z łańcucha? - Psy.pl - mamy nosa!
Pies w budzie na łańcuchu

Jak postępować z psem uwolnionym z łańcucha?

Witam miłych gości. Pozwólcie, że przedstawię: to moja żona, to mój syn, a z komórki dobiega wycie mojej córeczki. Nie mogę jej tu jednak wprowadzić, bo jest nietowarzyska i dlatego trzymamy ją na łańcuchu. Czy to początek scenariusza nędznego horroru klasy C? Bo chyba taka makabra nie mogłaby się wydarzyć w rzeczywistości?

Gdybyśmy jednak przenieśli się w lata 70. XIX w., do szpitala Salpêtrière w Paryżu, zobaczylibyśmy, jak prof. Jean-Martin Charcot, zwany ojcem psychiatrii, polewa pacjentów wodą, umieszcza w wirówkach, przywiązuje do ścian w ciemnych komórkach… Bez wahania nazwalibyśmy to dzisiaj torturami.

Jeszcze w latach 40. XX w. Walter Freeman jeździł po Stanach Zjednoczonych, wykonując lobotomie (uszkodzenie mózgu poprzez wbijanie drutu przez oczodoły aż do płata czołowego) w celu uspokojenia zbyt agresywnych „pacjentów”. Pozostawił po sobie 3,5 tys. nieodwracalnie okaleczonych ludzi – „warzyw”. Czy skazano go za zbrodnie na ludziach? Nie. Wręcz przeciwnie. Był przewodniczącym amerykańskiego Stowarzyszenia Neuropatologów i szanowanym członkiem Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Dzisiaj uznaje się takie metody za niedopuszczalne, ale jeszcze niedawno były aprobowane. Jeśli takie postępowanie wobec ludzi wydawało się w porządku, to co dopiero mówić o zwierzętach.

Gdy nie było łańcuchów

W 1999 r. Colin. P. Groves opublikował artykuł, w którym pisze, że proces udomowienia był dwukierunkowy: ludzie udomowili psy, ale też psy udomowiły ludzi.

Psy były systemem alarmowym, tropicielami, pomocnikami w polowaniu, czyścicielami śmietników i latryn, tragarzami, opiekunami i towarzyszami zabaw dla dzieci.

Ludzie polegali na psim słuchu i węchu w zakresie ostrzegania przed niebezpieczeństwem i polowania, a czworonogi miały zapewnione pożywienie i bezpieczeństwo.

Spowodowało to ewolucyjne zmiany w mózgu. Mózg psa skurczył się o ok. 20 proc. w stosunku do mózgu jego dzikich przodków, co jest charakterystyczne dla udomowionych zwierząt, którym człowiek zapewnia to, co potrzebne jest do przeżycia,
a w mózgu człowieka zredukowane zostały obszary odpowiedzialne za analizę substancji zapachowych i bodźców akustycznych.

Psy mieszkały wtedy w osadach, biegając wolno i zaspokajając swoje naturalne potrzeby.

Wkurzony i sfrustrowany

Choć wciąż toczą się dyskusje nad zdolnością do interpretowania emocji przez psy, dziś nie można już twierdzić, że to bezmyślne stworzenia, niezdolne do odczuwania. Jak wszystkie czujące istoty, mają potrzeby, których realizacja daje im poczucie radości życia. Do oczywistych należą zaspokojenie głodu, pragnienia, bezpieczeństwa, ruchu, eksplorowania, pielęgnacji ciała, snu, wypoczynku. Bardziej złożone potrzeby dotyczą relacji społecznych: kontaktu z przewodnikiem, zabaw, pieszczot, wspólnego poznawania świata, nauki zachowań rozwijających umysł. Wykształciły się one w toku wspólnej ewolucji naszych gatunków.

Co zatem czuje pies – istota wrażliwa, przeżywająca złożone emocje, związana głęboko z człowiekiem – którego przywiązano na łańcuchu?

Jego potrzeby nie są zaspokojone. Nie może swobodnie biegać. Jego świat kurczy się do obszaru okręgu wyznaczonego przez długość uwięzi. Nie może eksplorować. Kontakt z bliskimi mu ludźmi sprowadza się do paru minut w ciągu dnia, kiedy dostaje coś do jedzenia. Brak mu też kontaktów z innymi psami.

Nagromadzoną energię wyładowuje w szczekaniu lub w zachowaniach kompulsywnych, np. wygryzaniu łap czy ogona, dających mu chwilowe uczucie ulgi. Potrzeby fizjologiczne musi załatwiać blisko miejsca, gdzie śpi, co jest źródłem dodatkowego cierpienia. Boi się świata, którego nie zna, i czuje się stale zagrożony, ponieważ nie ma możliwości ucieczki.

Frustracja, strach i złość tworzą wybuchową mieszankę, eksplodującą atakami nadmiernej agresji. O ironio, najczęściej wobec domowników.

Stróż własnej budy

Ludzie przywiązują psy na łańcuchu, uważając, że takie zwierzę będzie dobrym stróżem obejścia. Jednak bywa, że pies, który urwie się z łańcucha, nie wie, co ma robić, i ucieka do budy. Teren, którego broni, ogranicza się do długości łańcucha. Po zerwaniu go traci punkt odniesienia i czuje się zagubiony.

Nawet spuszczanie na noc nie daje gwarancji, że będzie dobrym stróżem. Na obszarze dostępnym tylko czasami może się nie czuć „u siebie”.

Słyszałem opowieści o tym, jak złodzieje bez trudu dostali się do domu „pilnowanego” przez łańcuchowego psa, rzucając mu kiełbasę…

Duży pies na łańcuchu
fot. Shutterstock

Agresor na łańcuchu

Jeszcze gorszym powodem przywiązywania psa są problemy z jego zachowaniem, np. agresja lub ucieczki. To proszenie się o nieszczęście. Często pies zachowuje się agresywnie z frustracji i strachu. Frustracja psa na łańcuchu sięga zenitu.

A strach? Jeśli pies pozbawiony jest kontaktu z człowiekiem, wszyscy stają się dla niego zagrożeniem. Zagrożone zwierzę spróbuje się wycofać, a jeśli nie może – zaatakuje z całym impetem, broniąc życia. Zwykle ludzie postronni nie zbliżają się do takiego psa. Podejdą natomiast domownicy, myśląc, że on wie, iż należy do „rodziny”. Tymczasem sami się z niej wykluczyli, izolując go.

Niedawno obserwowałem psy żyjące wolno wśród ludzi. To powszechny widok np. w Bułgarii. Psy są wszędzie: od hipermarketów, gdzie koczują na parkingach i w przysklepowych barach, po przychodnie lekarskie, gdzie odpoczywają na schodach. Zachowują się przyjaźnie wobec ludzi, którzy rzucają im jedzenie. Niektóre nauczyły się pokazywać sztuczki, żeby skuteczniej wyżebrać smaczne kąski.

Wieczorem te same psy zamieniają się w stróżów swojego terenu. Gdy ktoś zanadto się zbliży do zamkniętej restauracji, szczekają ostrzegawczo. Wystarczy jednak oddalić się spokojnie, aby się wyciszyły. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ich życie jest o niebo lepsze od tego, które wiodą zwierzaki trzymane na łańcuchu lub skazane przez ludzi na mieszkanie w ciasnych kojcach, gdzie godzinami czekają na opiekunów, nudząc się i frustrując.

Jak postępować z psem łańcuchowym

Czy odwiązanie psa z łańcucha przywróci mu radość życia? Wiele zależy od tego, jak długo na nim przebywał i w jakim jest wieku. Młody łatwiej się zaadaptuje, starszemu może być trudniej. Trzeba będzie poradzić sobie z lękiem przed pomieszczeniami, samochodami, innymi zwierzętami. Ale najważniejsze jest odbudowanie zaufania do człowieka. Takie psy reagują na wyciągniętą rękę cofnięciem się ze strachu.

Czworonogi przebywające długo na łańcuchu zwykle źle znoszą przypinanie obroży i smyczy. Najłatwiej ubierać je przed jedzeniem. Wtedy zaczną się one kojarzyć z przyjemnością, a nie z ograniczeniem swobody.

Często zwierzaki odwiązane z łańcucha mają problem z załatwianiem swoich potrzeb poza domem. Nie potrafią też wchodzić po schodach.

Wiem to, ponieważ adoptowałem sukę ze schroniska. Wiele zachowań Irdy wskazuje na doświadczenia z łańcuchem. Jeśli takiego psa wyprowadzisz na długiej lince lub przywiążesz go do drzewa – ma doskonałe wyczucie długości uwięzi. Nawet bawiąc się, pilnuje, aby nie szarpnąć napiętej linki.

Zdarza się, że kojarzy osobę, która go uwolniła, z ogromnym uczuciem ulgi i przywiązuje się do niej ze wszystkich sił. Wybawiciel jest dla niego źródłem bezpieczeństwa, więc może panikować, gdy odchodzi nawet na chwilę. Dlatego bardzo ważne w rehabilitacji psa łańcuchowego jest nauczenie go, że jest bezpieczny, nawet gdy przewodnik się oddala.

Trzeba to robić stopniowo, pozwalając mu na swobodne przebywanie w innym pomieszczeniu. Ważnym elementem odbudowywania relacji jest trening i wspólne wyprawy, podczas których pies poznaje świat, ludzi, pobratymców.

Co z agresorami?

Jeśli pies, którego uwalniamy z łańcucha, jest agresywny, trzeba zachować szczególną ostrożność. Idealnie byłoby przenieść go do dużego, ogrodzonego, bezpiecznego miejsca i powoli oswajać. Najlepiej w porze karmienia – głodny pies zwykle zbliży się nieco do człowieka przynoszącego jedzenie. Zaobserwujmy chwilę, gdy wciąga powietrze i węszy. Na pewno czuje nasz zapach, który kojarzy mu się z przyjemnością jedzenia. Wtedy stawiamy miskę i odchodzimy.

Stopniowo pies zacznie bardziej ufać i spontanicznie nawiązywać kontakt. Wtedy obdarzmy go pieszczotą, ale bez narzucania się i zbytniego entuzjazmu, który może skojarzyć z naciskiem.

Gdy uzyskamy minimalne zaufanie psa, możemy zastosować kliker. Jeśli zwierzak obawia się nowych dźwięków, musimy go oswoić, klikając wiele razy, kiedy je. Następny krok to wypowiedzenie imienia psa, kliknięcie, gdy patrzy na nas, i podanie smakołyka (jeśli boi się podejść, można go rzucić). Trzeba jednak uważać, aby nie wykonywać gwałtownych ruchów ręką, prowokujących ucieczkę lub atak.

Dobrze byłoby skorzystać z pomocy doświadczonego trenera, który potrafi ocenić emocje czworonoga i odpowiednio zaplanować trening. Ale warto próbować, bo w każdym – nawet skrzywdzonym – psie drzemie zakodowana przez tysiące lat ewolucji zdolność do traktowania człowieka jako przyjaciela i obrońcy.

Autor: Jacek Gałuszka
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *