Kojarzą mnie z posokowcem - Psy.pl - mamy nosa!

Kojarzą mnie z posokowcem

Wszystkie psy przed Erykiem były raczej taty... Dziennikarka TVP1 Katarzyna Trzaskalska opowiada nam o swoim pierwszym własnym psie

Eryk nie jest Pani pierwszym zwierzakiem?
Jako dziewczynka zawsze miałam jakieś zwierzątko. Zaczęło się od rybek, potem były papugi, kanarki, świnki morskie, chomiki… Gdy już byłam starsza i mogłam sama wychodzić na spacery, pojawiły się w domu psy. Był pudelek, potem jamnik – ale one nigdy nie były do końca moje, tylko rodzinne, na przewodnika stada wybierały zwykle mojego tatę. A ja chciałam mieć psa, który byłby tylko mój…

I udało się to Pani, dopiero gdy przeprowadziła się z rodzinnego Kościana do Warszawy?
Tak! W Warszawie chodziłam we wszystkie miejsca, gdzie można oglądać psy. Podobają mi się na przykład mopsy, ale przede wszystkim psy myśliwskie – jamniki szorstkowłose, labradory…

To modna rasa.
Przyjaźń z psem trwa dłużej niż moda, dlatego nie można się nią kierować. Posokowca zobaczyłam pierwszy raz w parku – i zakochałam się od pierwszego wejrzenia.

Wcześniej miała Pani suczki. Czy pies nie przysparza więcej problemów?
Eryk ma dżentelmeńskie maniery wobec psów i jest bardzo przyjaźnie nastawiony do ludzi. Wydaje mu się, że wszyscy go kochają. Można z nim zrobić wszystko, nie ma w nim w ogóle agresji. Niebezpieczny bywa tylko dla kur, bo na ich widok odzywa się w nim instynkt myśliwski.

Biorąc posokowca, zdawała Pani sobie sprawę, że w porównaniu z pudelkiem czy jamnikiem to wulkan energii?
Tak, ale w praktyce mnie to jednak zaskoczyło.

Nie wystarczy mu spacer na Ursynowie?
Nie wiem, ile musiałabym spacerować, żeby się zmęczył.

Anna Powierza, też właścicielka posokowca, mówiła, że tylko raz udało jej się zmęczyć swoją suczkę.
Mnie też! Na cały dzień poszliśmy wtedy w Bieszczady. Pies robił oczywiście pięć razy dłuższą trasę niż my, bo jeszcze biegał po okolicy. Gdy wracaliśmy wieczorem, rzeczywiście wydawało się, że ma już dość.

Jak w takim razie wytrzymuje w domu, gdy idzie Pani do pracy?
Usiłuję go zmęczyć przed wyjściem. Staram się być dobrą pańcią…

Głównym kryterium przy przeprowadzkach jest pewnie jakiś park w okolicy?
Oczywiście! Najwygodniej było, gdy mieszkałam tuż przy Lesie Kabackim. Teraz mam do niego trochę dalej, ale często jeździmy do lasu. Eryk towarzyszy mi też w konnych przejażdżkach.

I to wszystko razem wystarcza, by powściągnąć nieokiełznaną energię posokowca?
Nie zawsze… Gdy mieszkałam na poddaszu, pewnego dnia, gdy wracałam z pracy, sąsiad powitał mnie słowami: „A Eryk znowu dziś siedział na dachu”. „Znowu? Na dachu?!” – zdumiałam się. Okazało się, że robił to często…

Jest Pani zawodową tancerką – może taniec z psem pomógłby zmęczyć Eryka?
Chyba muszę spróbować…

Często Pani wyjeżdża – gdzie zostaje wtedy Eryk?
W hotelu dla psów. Pierwszy raz zostawiłam go tam na próbę, na króciutko – i okazało się, że pobyt w nim zniósł bardzo dobrze. To jest taki hotel „domowy”, psy biegają po ogródku, nie siedzą w klatkach…

Ale w niektórych podróżach pies chyba Pani towarzyszy?
Jasne! Bardzo szczęśliwy jest między innymi na plaży.

A czego nie lubi?
Samotności i… suchej karmy.

Czy to znaczy, że musi mu Pani gotować?
W tej kwestii od czasu do czasu oboje idziemy na kompromis.

A w innych kwestiach, na przykład spania w łóżku?
Na początku kładł na nim tylko głowę. Potem kładł się cały, ale tylko na rożku. Teraz nie można go z niego wyciągnąć – zwłaszcza o 4 rano, gdy wcześnie zaczynam pracę.

Może przydałoby się trochę szkolenia?
Kiedyś nawet zaczęliśmy na nie chodzić. Ale Eryk panicznie bał się tresera, który zdawał się przenikać psie myśli.

Jak to jest być osobą publiczną z psem?
Jestem kojarzona z posokowcem. Gdy się jakiś zawieruszy w okolicy, ludzie zaraz przychodzą z pytaniem, czy to czasem nie mój…

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *