Koncert dla psów

Trwający 20 minut występ składał się głównie z wysokich dźwięków, niesłyszalnych dla ludzkiego ucha. Początkowo chciano, by tylko taka muzyka płynęła ze sceny. Ostatecznie artystka uznała jednak, że warto, by właściciele też coś usłyszeli i część dźwięków była zagrana niżej. Jaki był to rodzaj muzyki? Spory zapewne będą trwały. W każdym razie dominowały perkusja, gwizdki i dźwięki elektroniczne. Psy w większości reagowały pozytywnie, wesoło machając ogonami. Anderson też była zachwycona. – To był najbardziej niezwykły  koncert, jaki kiedykolwiek dałam – mówi piosenkarka.

A jak wasze psy reagują na tę muzykę?