Mają oko na zwierzęta - Psy.pl - mamy nosa!

Mają oko na zwierzęta

W Hollywood produkuje się rocznie 850 filmów, a w jednej szóstej z nich grają psy. Warunki, w jakich pracują, kontroluje specjalna organizacja

Człowiek, który jest okrutny dla swojego zwierzęcia, będzie także okrutny dla swojej żony i dziecka” – zauważył ponad sto lat temu jeden z uczestników dorocznego spotkania Americane Humane Association, stowarzyszenia zajmującego się ochroną praw człowieka, a zwłaszcza dziecka. Takie były początki nadzorowania produkcji filmowych pod kątem troski o los zwierząt. W 1940 r. powstał w Los Angeles w Kalifornii Film & Television Unit (oddział filmowo-telewizyjny AHA), który za to właśnie odpowiada.
Wiązało się to z błyskawicznym rozwojem kina. Do filmów angażowano coraz więcej zwierząt, ale nikt nie przejmował się ich losem. W kowbojskich pościgach i indiańskich szarżach masowo ginęły konie i inne zwierzęta. Zwrócili na to uwagę aktorzy skupieni w związkach zawodowych i postanowili walczyć o ich prawa. Poprosili specjalistów z AHA o opracowanie programu monitorowania sytuacji zwierząt na planach filmowych.

Zalecono
Na początku lat 70. XX w. powstała „Karta praw zwierząt” (Guidelines for the Safe Use of Animals in Filmed Media) – zbiór wytycznych dla producentów filmowych i telewizyjnych wykorzystujących w filmach zwierzęta (nie tylko psy – np. także słonie i pająki). Liczy ona ponad 80 stron i jest aktualizowana co kilka lat – ostatnio w 2005 r. – To jedyny na świecie taki przewodnik. W żadnym innym kraju przemysł filmowy nie wypracował podobnego rozwiązania – chwali się Marie Belew Wheatley, prezes AHA.
Zgodnie z regulaminem każdy scenariusz musi być zaaprobowany przez AHA. Specjaliści, w tym szkoleniowcy i lekarze weterynarii, sprawdzają, w jaki sposób zwierzaki będą wykorzystywane. Jeszcze przed rozpoczęciem produkcji psy, które nie przebywały wcześniej na planie, przechodzą trening orientacyjny. – Chodzi o zapoznanie ich z panującym tam zgiełkiem. Poza tym oswaja się je z kamerami czy wysięgnikami – tłumaczy prezes AHA. Muszą także zostać zaszczepione przeciwko niektórym chorobom. Kolejna sprawa to zapewnienie lokum i opiekuna dla zwierzaka. Karta gwarantuje także posiłki i stały dostęp do wody.
Na tym jednak nie koniec. Producenci muszą dbać o to, by zwierzęta nadto się nie przepracowywały. Co godzina przewidziana jest przerwa lub spacer. – Im film dla psa jest bardziej skomplikowany, tym większe wymagania stawiamy filmowcom – mówi Marie Whea- tley. – Na przykład, jeżeli czworonogi występują w scenach kaskaderskich, producenci muszą uzyskać od nas pisemne zezwolenie. Wówczas wysyłamy na plan filmowy naszego przedstawiciela, który na bieżąco sprawdza, czy przestrzegany jest regulamin – dodaje.

Sprawdzono
Tak było podczas kręcenia filmu „Walker Payne” (2006 r.). Opowiada on o przestępcach organizujących nielegalne walki psów. Zanim zaangażowano czworonogi, producenci poprosili o konsultacje specjalistów z AHA. Po ich uwagach zrezygnowano m.in. z kilku najbardziej krwawych scen, w których walczyły psy. Następnie szkoleniowiec z AHA pomagał producentom w znalezieniu i wyborze psów. Wskazywał te, które dobrze znosiły towarzystwo innych i nie miały problemów z socjalizacją.
Następnie czworonogi mocowały się pod czujnym okiem trenera. – Były to tylko niewinne gierki, ale wyglądały bardzo widowiskowo. Szkoleniowiec z AHA uświadomił ekipie, że zrobienie dobrego filmu o psach bojowych wcale nie wymaga zmuszania ich do walki. Wystarczyło odpowiednie podejście opiekuna, ustawienie kamer, montaż i wszystko wyglądało jak najprawdziwsza walka – wspomina współpracę z AHA Matt Williams, producent i reżyser filmu. – Zaawansowana technika komputerowa pozwala do minimum ograniczyć wykorzystywanie zwierząt w filmach takich jak „Walker Payne” i nie dopuszcza, by któreś ucierpiało – zauważa prezes AHA.
Szkoleniowiec współpracujący z producentami filmu sprawdzał, czy cienie, farby i inne specyfiki używane do tworzenia sztucznych ran nie zawierają szkodliwych dla sierści substancji chemicznych. – Pomoc specjalisty z AHA okazała się nieodzowna. Sporo się nauczyliśmy. Nie sądziłem, że zaangażowanie zwierząt do filmu okaże się aż tak skomplikowane – przyznaje Matt Williams.
Z animatronicznych kukieł i innych technicznych sposobów korzystano już w 1996 r. podczas realizacji filmu „Babe – świnka z klasą”. Było to wielkie wyzwanie dla producentów, ponieważ na jego planie wystąpiło 970 zwierząt, w tym 550 owiec. Pojawiły się one w 80 proc. scen. Czuwało nad nimi kilkudziesięciu szkoleniowców i handlerów. AHA nadzorowało ich pracę, mimo że zdjęcia kręcono w Australii.
Główna bohaterka, świnka Babe, pod okiem psa pasterskiego o imieniu Fly uczy się jego fachu. Opiekunowie zwierząt od pierwszych scen napotykali problemy. Kiedy Babe trzymana jest na targu za dwie tylne nogi – szkoleniowiec nakazał, aby nie trwało to dłużej niż trzy sekundy. Z kolei w scenie ataku psa na Babe, znęca się on nad animatroniczną kukłą. W żadnej tego typu sytuacji nie dopuszczono, aby pojawiło się dwoje czy więcej żywych zwierząt.

Ocenzurowano
Każdy ukończony film, zanim trafi do kin, otrzymuje od AHA cenzurkę. Stowarzyszenie dzieli produkcje na kilka kategorii: filmy zaakceptowane (acceptable), w których nie naruszono „Karty praw zwierząt”; filmy ostatecznie uznane za zaakceptowane, w których musieli interweniować inspektorzy AHA, ale producenci zastosowali się do ich wskazówek; filmy nieobjęte nakazem zgłoszenia udziału zwierząt (np. niskobudżetowe produkcje niezależne); filmy niezaakceptowane, w których dopuszczono się złamania obowiązującego regulaminu. O tym, jak AHA oceniło dany film, widz dowiaduje się z napisów końcowych. Statystyki wypadają pomyślnie, bo przychylne oceny dostaje ponad 90 proc. produkcji monitorowanych przez AHA. – Oczywiście zdarzają się przypadki łamania regulaminu, ale dotyczą głównie dzikich zwierząt, rzadziej psów – mówi Marie Belew Wheatley.

Nie dowierzano
Czy jednak rzeczywiście zwierzęta zatrudniane przez filmowców nie cierpią? Od kilku lat wśród amerykańskich lekarzy weterynarii podnoszą się głosy, że szkoleniowcy zatrudnieni w Film & Television Unit zbyt pochopnie przyznają pozytywne noty hollywoodzkim produkcjom. Krytykowany jest system finansowania, ponieważ pieniądze na utrzymanie specjalistów, którzy odwiedzają plany filmowe, pochodzą ze związku zawodowego aktorów, a nierzadko również bezpośrednio od wytwórni filmowych.
– Jaką mamy gwarancję, że ludzie opłacani przez filmowców będą niezależnie formułować swoje oceny? – zastanawia się Edward Lish, lekarz weterynarii z Los Angeles, który uważnie przygląda się poczynaniom AHA. – W wielu produkcjach warunki stworzone zwierzętom na planie nie tylko odbiegały od zapisów „Karty”, ale także urągały jakimkolwiek normom. Nie znam przypadku, w którym skrzywdzono by psy, ale elektryczne uzdy dla koni były na porządku dziennym w filmach zaakceptowanych przez stowarzyszenie – mówi Lish.
– Rozumiem zarzuty pod naszym adresem, bo nie na każdy plan filmowy możemy dotrzeć. Wysyłanie naszych szkoleniowców i kontrolerów na plany filmowe jest kosztowne. Hollywoodzkie produkcje coraz częściej powstają w odległych krajach, ale tam również staramy się jeździć i monitorować sytuację. Gdyby nie pieniądze z branży, w ogóle nie prowadzilibyśmy takiej działalności, a o warunkach, w których pracują psy i inne zwierzęta, decydowaliby sami producenci – tłumaczy prezes AHA. – Wierzę jednak, że nasi współpracownicy są lojalni i nie pozwoliliby skrzywdzić zwierząt. Większość z nich ma własne psy czy koty, a pracę dla nas uznają za wyróżnienie.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *