Maratończyk porzucił ciężarną suczkę w 40-stopniowym upale - Psy.pl

Maratończyk porzucił ciężarną suczkę w 40-stopniowym upale

Dziesięcioletnia ciężarna suczka Sara w upalny dzień została przywiązana do bramy schroniska Sonieczkowo w Żarnowie koło Augustowa. Jej właściciel odjechał. Dzięki nagraniu z kamery monitoringu dowiedzieliśmy się, że bezdusznym człowiekiem, który to zrobił, jest Piotr Kuryło, ceniony, podziwiany maratończyk.

Zaledwie dziewięć miesięcy temu Piotr Kuryło przygarnął niemłodą już suczkę. Obiecywał, że zostanie z nim do końca życia. Sara była wtedy potwornie wychudzona, w kiepskim stanie, ale jej nowy opiekun zadbał o nią i w krótkim czasie powróciła do formy. Co więc się stało, że dotąd troskliwy człowiek, dopuścił się czynu, który w świetle prawa kwalifikuje się jako znęcanie się nad zwierzęciem?

Znany, ceniony, podziwiany ultramaratończyk, który biegał w intencji pokoju, osób niepełnosprawnych, który przebiegł wokół kulę ziemską, teraz miał wystartować w kolejnym biegu, sparthatlonie w Grecji. I nagle się okazało, że 10-letnia, w dodatku ciężarna suczka Sara mu przeszkadza. Uznał więc, że najlepiej będzie zostawić ją przed schroniskiem, bo pewnie ktoś się nią zajmie. Może gdyby zwyczajnie poprosił o zaopiekowanie się nią na czas jego biegu, sytuacja byłaby do zaakceptowania.

Ale Piotr Kuryło nie miał czasu ani ochoty na rozmowę, choć znał właścicieli przytuliska. Podjechał więc pod schronisko Sonieczkowo w Żarnowie koło Augustowa i przywiązał Sarę do bramy, nie zważając na to, że zostawia ją w pełnym słońcu, na rozgrzanej nawierzchni, przy blisko 40-stopniowym upale. Na chwilę ruszyło go sumienie i wrócił po kilkudziesięciu minutach, by zostawić suni wodę. Nie przejął się jednak tym, że suczka nadal znajduje się przed schroniskiem, bo akurat nikogo w nim nie ma. Wsiadł do auta i odjechał.

Kamera monitoringu zarejestrowała jednak przebieg wypadków i w bezdusznym człowieku rozpoznano Piotra Kuryłę. W mediach społecznościowych zawrzało, nie tylko wśród miłośników zwierząt. Maratończyk próbował się bronić, ale jego pokrętne tłumaczenia tylko pogłębiły falę oburzenia. W rozmowie z Radiem Białystok tak wyjaśniał swoje zachowanie: Zawiozłem w to miejsce, gdzie wydawało mi się, że będzie najlepiej dla psa. Tak jak kobieta, która rodzi i ma problemy z wychowaniem dziecka, i oddaje dziecko do okienka życia i nikt jej nie robi problemu… dla mnie takim okienkiem było to schronisko.

Kuryło zdecydował się w końcu wrócić z Aten, by odzyskać psa. Tak, jestem winny, ale nieświadomie, bo schronisko powinno być otwarte – powiadomił na Facebooku.

Niewielkie są szanse, aby Sara wróciła do swojego oprawcy. Do prokuratury rejonowej w Augustowie wpłynęło bowiem zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Piotra Kuryłę, które złożyli właścicielka schroniska Sonieczkowo w Żarnowie Marta Chmielewska i Fundacja Animal Rescue. Za taki czyn grozi grzywna lub kara pozbawienia wolności do dwóch lat. PK

 

 

 


 

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *