Miał trafić do schroniska, dziś żyje jak w bajce - Psy.pl - mamy nosa!
Wyżeł węgierski pozuje w muszce

Miał trafić do schroniska, dziś żyje jak w bajce

Wyżeł węgierski Murhpy został potraktowany jak przedmiot w kolekcji snobistycznego zestawu wszystkiego, co naj.

Wszystko mieli naj: najlepsze samochody, największy dom i ogród. Do tego zestawu potrzebowali jeszcze najlepszego rasowego psa. Smutne, ale pies został potraktowany przez tę nieodpowiedzialną rodzinę jak przedmiot. Tylko dzięki przytomnej reakcji lekarki weterynarii jego los nabrał innych kolorów.

Po raz pierwszy Murphy, uroczy wyżełek węgierski, trafił do lekarza weterynarii Małgorzaty Ściskalskiej jako trzymiesięczny szczeniak. Jego opiekunka, Kanadyjka mieszkająca w Polsce, przyszła na rutynowe szczepienia psa. Towarzyszyła jej dwójka małych dzieci: jedno darło się w wózku, drugie strasznie rozbrykane urzędowało w lecznicy.

Już wtedy pani doktor zapaliło się czerwone światełko, że to nie jest odpowiedni pies dla tej rodziny. Piękny Murphy został oczywiście kupiony w jednej z najlepszych węgierskich hodowli Sugar Vizsla.

Jakież było zdziwienie weterynarki, gdy po kilku miesiącach w lecznicy pojawił się ni to Murphy, ni to jego cień. Ośmiomiesięczny piesek był wychudzony, z żebrami niemal na wierzchu, miał zapadnięte doły skroniowe. Jego pan nie widział niczego złego w kondycji psa i wcale nie przyszedł po to, by go leczyć.

Chciał się go po prostu pozbyć, najlepiej sprzedać, bo przecież wydał na niego dużo pieniędzy, a w ostateczności oddać do schroniska. Już nie pasował do rodziny, która wszystko musiała mieć naj. No bo jak tu tolerować, bo chyba trudno nazwać to kochaniem, psa, który niszczył wszystko w pokazowym ogrodzie, psa, który domagał się zainteresowania, ruchu, czułości?

Żona z dziećmi wyjechała do Kanady i postawiła ultimatum, że wróci dopiero wtedy, kiedy psa już nie będzie. Zapracowany pan zamykał psa na cały dzień w łazience. Dawał mu co prawda jeść i pić, ale na wszelki wypadek niewiele, żeby za dużo nie sikał, bo dopiero wieczorem był wyprowadzany na spacer. No i kiedy zamożny pan już nie mógł sobie z psem poradzić, uznał, że czas pozbyć się czworonoga.

Pani doktor zdecydowała, że weźmie psa na dwa tygodnie do siebie, a jego pan miał w tym czasie poszukać nowych opiekunów. Pies w domu bał się dosłownie wszystkiego, biegał jak zwariowany, z emocji i strachu sikał pod siebie.

Toka, także wyżlica węgierska mieszkająca z panią weterynarz, przynosiła mu zabawki, a on w niej szukał pocieszenia, jak u mamy. Po tygodniu pies był już zupełnie inny.

Jego pan zły, że nie odzyska pieniędzy, podpisał dokument zrzeczenia się psa na rzecz pani doktor, która od tej chwili mogła legalnie szukać dla niego domu. W międzyczasie okazało się, że pies ma zapalenie dróg moczowych oraz naderwane więzadło krzyżowe i konieczna może być artroskopia.

Murphy w muszce
fot. Facebook / Paulina Kurtyka

I wtedy zadzwonił pan Roman Kurtyka z Piekar Śląskich gotowy adoptować Murphy’ego. Kiedy dowiedział się o problemach zdrowotnych psa, bez wahania powiedział, że adoptuje psa takim, jaki jest. Ani leczenie, ani operacja nie stanowiły dla niego żadnej przeszkody. Po Murphy’ego przyjechał z całą rodziną: żoną i dwiema córkami. To była bardzo pozytywna rodzina i pani doktor od razu wiedziała, że od tej chwili Murphy nie będzie już przedmiotem, tylko kochanym pupilem.

I tak się stało. Murphy jest od kilku lat najszczęśliwszy na świecie. Śpi oczywiście w łóżku, jeździ z rodziną na wakacje, nawet do Chorwacji, a na ślubie córki państwa Kurtyków, który odbył się 1 maja, dumnie nosił muszkę honorowego gościa.

Paulina Kurtyka, panna młoda i jego dobra dusza, na Facebooku napisała:

Murphy to wspaniały pies, niezwykle wierny, każdą chwilę pragnie z nami spędzać. Pani Gosi Ściskalskiej dziękujemy za możliwość adopcji tego niesamowitego psa 🙂 Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak ktoś mógł go tak zaniedbać… Tym bardziej, że przez jego słodkie oczy i fantastyczny charakter człowiek nie jest w stanie nawet przez sekundę się na niego gniewać, gdy coś nabroi… Nie wyobrażam sobie życia bez niego.

Autor: Paulina Król
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *