Nie wyrzucaj psa do lasu! - Psy.pl

Nie wyrzucaj psa do lasu!

Też coś! - żachnie się ktoś, przeczytawszy tytuł tego tekstu. - To nie do mnie ten apel! A jednak skądś się biorą porzucone psy w lasach, na stacjach benzynowych, przy trasach wylotowych i - coraz częściej - drogach

1 stycznia 2008 r., jedno z poznańskich osiedli. Ludzie w świątecznych nastrojach składają sobie noworoczne wizyty. Drzwi do klatki 15-piętrowego bloku otwierają się co kilkanaście minut. Mieszkańcy i goście wchodzą, wychodzą… a pod drzwiami pies: mały rudy, potwornie chudy. Stoi ze zwieszoną głową i nie reaguje na nic. Bliskość obcych, dotyk, nawet wzięcie na ręce – wszystko jest mu obojętne. Pewnie w szoku po nocy sylwestrowej – myślę i wyjmuję z torby puszkę z kocią karmą – jedyną jadalną rzecz, jaką mam przy sobie. Zapach jedzenia wyrywa psa z jego świata – rzuca się na nie łapczywie, po czym znów zastyga nieruchomo w pozycji, w której go zastałam. Przypomina to raczej zachowanie konia, a nie psa i – jak się okazuje po kilkudziesięciu minutach – nie jest to skojarzenie bezpodstawne. – Zespół końskiego ogona – brzmi diagnoza lekarza weterynarii. – Ten pies bardzo cierpi. Jego ogólny stan wskazuje na to, że musiał się długo błąkać.

Wielki Piątek tego roku, warszawski Mokotów, rejon centrów biznesowych i intensywnej rozbudowy. Wszyscy śpieszą się do pracy. Skrajem chodnika człapie pudlowaty mieszaniec, którego sierść zwiesza się w brudnych dredach do samej ziemi. Idę jego śladem – zwierzak kieruje się na pobliską budowę. Bez problemu pozwala się do siebie zbliżyć, dotknąć – przez zmierzwione kudły czuję sterczące żebra. Podnoszę tę kupkę nieszczęścia o schroniskowym zapachu i niosę do samochodu. Przypatrują mi się robotnicy. – My go tu od przedwczoraj karmimy. Gdy się pojawił, nie mógł nawet stać o własnych siłach, tak był wycieńczony.
Weterynarz, do którego od razu jedziemy, mówi, że sam głód nie mógł psa doprowadzić do takiego stanu, musi być inna przyczyna. Wykazuje ją USG: duży guz trzustki i kilka mniejszych na wątrobie. Lekarz tłumaczy, że dla Piątka – tak go naprędce nazwałam – nie ma już ratunku. – Pewnie dlatego ktoś go wyrzucił – kiwa głową.

Gdy pięć lat temu Centrum Badania Opinii Społecznej pytało respondentów, jak zazwyczaj rozwiązują problem opieki nad zwierzętami podczas wakacji, jedna z proponowanych odpowiedzi brzmiała: „Staram się ich pozbyć, wypuszczam na wolność”. Odpowiedziało tak… 0 proc. badanych. Niestety, ma się to nijak do rzeczywistości. Sam instytut tak zinterpretował ten wynik: „Mając na uwadze prasowe doniesienia o wzroście liczby przypadków porzucania zwierząt domowych w czasie wakacji, można przypuszczać, że badani ukrywają takie zachowania – co świadczy o tym, że wstydzą się ich, uznają je za naganne moralnie”.
Najwyraźniej jednak wstyd nie jest wystarczającym hamulcem. Wprawdzie trudno o twarde dane dotyczące porzuceń, ale już na podstawie statystyk z warszawskiego miejskiego schroniska Na Paluchu widać, że liczba ta nie maleje. Spośród 2900 psów, które trafiły tu w ubiegłym roku, aż połowa to zwierzęta porzucone w samej tylko stolicy. W pierwszej połowie tego roku do schroniska przybyło już 1731 psów! A można się spodziewać, że podczas wakacji liczba ta będzie rosnąć szybciej. Przykładowo pracownicy oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Łodzi twierdzą, że w miesiącach letnich liczba porzucanych psów zwiększa się w tym mieście o ponad połowę.
Również statystyki Straży dla Zwierząt nie napawają optymizmem. Wprawdzie w tym roku miała okazję uratować „tylko” 81 porzuconych psów,
ale ta liczba nie uwzględnia jeszcze wakacyjnych porzuceń, a dane z lat ubiegłych nie pozostawiają wątpliwości co do tendencji: w 2006 r. przez ręce członków straży przeszło 118 porzuconych psów, a rok później – już 230.
Policja nie prowadzi statystyk dotyczących samych porzuceń, a przestępstwa dotyczące łamania Ustawy o ochronie zwierząt umieszcza w jednym zestawieniu. Jednak porównując to zestawienie z liczbą interwencji w samej tylko Warszawie (i tylko ekopatrolu, który dostarcza porzucone psy do schroniska Na Paluchu), łatwo wywnioskować, że wykrywalność jest nikła. Na 2883 akcje ekopatrolu w ubiegłym roku przypada zaledwie 1237 stwierdzonych – w całej Polsce – przestępstw.
„Choć głównym powodem bezdomności jest przestępstwo porzucania zwierząt, prawdopodobnie nikt jeszcze nie został w Polsce uznany za winnego takiego przestępstwa” – bił na alarm raport Hycel 2005. Od tego czasu sytuacja w zasadzie się nie zmieniła.

Po czym poznać porzuconego psa?
Wiele czworonogów wyrusza na samowolne wycieczki, czasem są nawet odławiane przez hycli. Jak zatem odróżnić włóczykija od zwierzęcia porzuconego przez właściciela?

Pies włóczykij: Biegnie pewnym krokiem, wydaje się znać drogę i mieć wytyczony cel, węszy i znaczy teren. Zazwyczaj nie zwraca uwagi na przechodniów.

Pies porzucony: Biega w kółko albo biegnie przed siebie w szoku, nie rozglądając się i nie eksplorując otoczenia. Czasem podbiega do przechodniów albo – wręcz przeciwnie – ucieka przed nimi.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *