Skąd się biorą oprawcy zwierząt?


Nie bez powodu mówi się, że człowieka poznasz po tym, jak traktuje psy czy koty. Skąd się biorą oprawcy zwierząt?

Jako ludzie kochający psy, tak często z bólem czytamy o kolejnych zatrutych psach, które zjadły coś rozrzuconego na trawnikach i chodnikach. Boli nas niemiłosiernie, gdy widzimy wiadomości o porzuconych czworonogach na ulicy, wsadzonych do śmietnika, bitych dla zabawy. Serce nam krwawi, gdy czytamy o tym, że ktoś przejechał psa i nie udzielił mu pomocy. Skąd bierze się w niektórych ludziach taka znieczulica? Skąd się biorą oprawcy zwierząt? Odpowiedzi nie są proste, ale spróbujmy wysnuć pewne refleksje.

Wychowanie…

Oprawcy zwierząt to zazwyczaj ludzie, którym od dzieciństwa nie wpajano określonych wartości. Szacunku do zwierząt uczymy się wszak od dziecka. Niestety, wiele maluchów ma wpajane, że psy są „złe” albo że gryzą. Bez wyjaśnień, bez wytłumaczenia, jak można się z psem obchodzić, aby było dobrze. Po prostu: „pies to zło” i tyle. Ile dzieci rośnie z tym nastawieniem w sercach? Jak biedni muszą być ci ludzie, którzy dorastali z niechęcią do psów tylko dlatego, że w dzieciństwie często słyszeli: „Unikaj psów, bo one zawsze gryzą i są złe”. Albo też: „Widzisz tego psa? Jak będziesz niegrzeczny, to cię piesek pogryzie!”. Nikt nie chciał im niczego wyjaśnić. Wygodniej było powiedzieć jakiejś babci, mamie czy tacie, mijając czyjegoś psa, że on „cię zje”, niż nauczyć, jak należy się zachowywać wobec czworonożnych przyjaciół człowieka, kiedy pochodzić, a kiedy nie. No i ile, tak naprawdę, zależy od ludzi.

Bywa, że dzieci słyszą także słowa, które uczą traktowania psów jak zabawki: „O, zobacz, jakiego ta pani ma puchatego pieska! Jak pluszak, co nie? Chciałbyś takiego pod choinkę?”. Czasem i pewne słowa powiedziane dla świętego spokoju mocno osadzają się w dziecięcym sercu i nigdy nie wiadomo, jakie mogą mieć skutki. A mogą być zalążkiem do przedmiotowego traktowania zwierząt.

Edukacja to podstawa

Dlatego w tej sprawie ważna jest edukacja zarówno w rodzinie, jak i w przedszkolu oraz szkole. Dlaczego nie zaprosić dobrego behawiorysty na lekcję do szkoły? Czemu nie zorganizować ciekawych zajęć w przedszkolu? To ważne, aby dzieci uczyły się tego, jak zachowywać się wobec odwiecznych przyjaciół człowieka. Psy nie są złe. Są często takie, na jakie wychowa je właściciel. A dzieci będą rosły z tym, czego się nauczą. Tak wiele od nas zależy, kogo wychowamy. Czy miłośników psów, czy ludzi, którym w przyszłości może nie być żal wyrzucić psa jak „przedmiot” do kosza…

Miejmy nadzieję, że świadomość ludzi coraz bardziej wzrasta i będzie wrastała. Choć patrząc po niektórych reakcjach na spacerach, informacjach w mediach o kolejnych psach wyrzuconych na śmietnik czy otrutych, bądź o kopaniu kundelka przez chłopców dla zabawy, widać, że jeszcze wiele, wiele przed nami… Czy uczymy nasze pociechy miłości czy nienawiści? Pamiętajmy o tym, że słowa mają moc. I warto stawiać na dobrą naukę.

Oprawcy zwierząt – skąd się biorą?

Często nie bez znaczenia jest zachowanie opiekunów zwierząt. Wielu z nich może być przykładem na to, jak zajmować się pupilem, bo chodzą na szkolenia, czytają książki o wychowaniu psów, zdobywają wiedzę i sprzątają po swoim czworonożnym przyjacielu. Są jednak i tacy, dla których pies jest tylko „motywacją” do wyjścia na papierosa po okolicy. Nie szkolą, nie reagują, gdy ich pies zachowuje się agresywnie (często z braku socjalizacji i strachu przed nieznanym), zostawiają „miny” na trawnikach. Szczególnie mocno trzeba uczulać psich opiekunów na to, aby sprzątali po psach.

Pomyślmy, jak osoba, która może ma jakieś problemy ze sobą, w dodatku była wychowywana na „anty” do psów, wdepnie kilka razy w taką psią kupkę. Nigdy nie wiemy, jakie myśli mogą zacząć kiełkować w jej głowie. Różne choroby i życiowe sytuacje także mogą mieć wpływ na zachowanie danego człowieka. Jeśli odpowiednio szybko nie pójdzie on na leczenie czy na terapię do psychologa, to również może odbijać się – choć oczywiście nie powinno – na niewinnym psie. W dzisiejszych czasach wcale nie jest tak trudno o zaburzenia psychiczne. Niestety, jeśli dany człowiek nie skorzysta na czas z pomocy, może także stać się prawdziwym oprawcą.

Po co dolewać oliwy do ognia?

Oczywiście to, że ktoś nie sprząta po swoim pupilu, nie usprawiedliwia tak karygodnych czynów, jak rozrzucanie trutek. Takie zachowanie to bestialstwo. Brakuje nawet słów na to, że ktoś potrafi narazić na takie cierpienie niewinne istoty. Warto mieć jednak na uwadze, że jak ktoś „nie cierpi” psów, bo np. zawsze mu je „obrzydzano”, albo – w dzieciństwie – miał z nimi niemiłe doświadczenia, a wdepnie raz, drugi, trzeci w „minę”, to nigdy nie wiadomo, jak straszny pomysł „rewanżu” może zrodzić się w jego głowie…

Po co więc dolewać oliwy do ognia? Po prostu: warto zawsze sprzątać. Nie tylko dlatego, że wymaga tego kultura. I warto nie bać się zwracać uwagę tym, którzy nie sprzątają. Być może dzięki temu będzie mniej trutek na trawnikach, które rozrzucają ci, w których nienawiść do psów przekroczyła wszelkie granice.

Człowieka poznasz po tym, jak traktuje zwierzęta

Moja prababcia mawiała, że człowieka można poznać po tym, jak traktuje psy i koty. I że zawsze trzeba dbać o to, aby żadnemu czworonogowi na świecie nie zabrakło jedzenia czy picia. By miały dach nad głową i czuły się dobrze. Ktoś może pomyśleć, że może miała mało realne marzenia. W końcu tyle bezdomnych zwierząt wokoło, a wszystkim nie da się pomóc. Było to jednak jej ogólne przekonanie, jak być powinno.

Oprawcy zwierząt, którzy nie szanują istot żywych, dręczą czy biją czworonogi, mogą także wyrządzić krzywdę drugiemu człowiekowi, ponieważ w ich sercach gości agresja. Jako dziecku często mi powtarzano, że do zwierząt należy mieć szacunek. I ten szacunek do zwierząt rósł wraz ze mną. Tak, w sercu człowieka rośnie to, co ktoś w nim zasieje. Co dziś dorośli ludzie zasiewają w sercach kolejnych pokoleń? Czy to, że pies jest członkiem rodziny i przyjacielem człowieka, czy to, że można go traktować przedmiotowo?

Autor: Agnieszka Czylok