Otworzył się kosmosik - Psy.pl - mamy nosa!

Otworzył się kosmosik

Aktor Rafał Królikowski długo i rozważnie przymierzał się do zakupu psa - a i tak zdecydował za niego przypadek...

Pracował Pan w ubiegłym roku na planie serialu „Hotel pod Żyrafą i Nosorożcem”, w którym przewinęło się wiele rasowych psów, a Pan przygarnął kundelka – to zrządzenie losu?
Rzeczywiście – matkę naszej półrocznej Luny, zwanej pieszczotliwie Lusią, znajoma znalazła nad morzem w kiepskim stanie. Odkarmiła ją, wyleczyła – i wtedy się okazało, że suczka jest w ciąży. Urodziła synka i córeczkę. Nam trafiła się Lusia.

Wcześniej synowie nie męczyli taty o psa?
O psach rozmawialiśmy z żoną już dziewięć lat temu, gdy urodził się mój starszy syn Piotr. Kiedy zaczął poznawać świat, bardzo chciał mieć zwierzaka. Pomyśleliśmy wtedy, że byłoby to faktycznie dopełnienie rodziny i domu. Niestety okazało się, że jest uczulony na psy. Drugi syn, Michał, miał podobne wyniki testów alergicznych. Została nam więc rybka Malinka – welonka, która urosła przez te lata do gigantycznych rozmiarów.

Jedna rybka na dwóch synów?
Malinka tolerowała jedynie towarzystwo glonojada…

Jednak temat psów powrócił?
Gdy w lipcu ubiegłego roku zaczęliśmy z Jolą Fraszyńską i Frankiem Pieczką zdjęcia do „Hotelu pod Żyrafą i Nosorożcem” – opowieści o rodzinie, która zakłada hotel dla zwierząt – osoby zajmujące się szkoleniem psów do serialu wiele nam o nich opowiadały. Przekonaliśmy się na przykład, że pudle wcale nie są głupie, dowiedzieliśmy się także, że ich dziwne fryzury wynikały w przeszłości z przeznaczenia tych psów – polowania w wodzie. Na planie mieliśmy też doga, bokserkę, border collie… Zastanawialiśmy się, jaką rasę wybrać dla siebie – i wtedy niespodziewanie pojawiła się Lusia.

A co z alergią synów?
Na szczęście objawy nie wystąpiły.

Lusia pewnie nie przypomina żadnej z ras, które brał Pan pod uwagę?
Przyznam, że chciałem mieć psa większego, na przykład goldena, choć myśleliśmy też o Jack Russell terrierze. Był też moment fascynacji owczarkiem podhalańskim – podczas kręcenia zdjęć w Zawoi. Jednak moje marzenie to mieć posiadłość, a w niej dwa, trzy charty afgańskie…

Inni aktorzy grający w serialu też kupili lub przygarnęli zwierzaka?
Jola Fraszyńska ma od tego czasu kota, choć też jest uczulona i na planie wzięła serię zastrzyków…

Jak wyglądała praca z tyloma zwierzętami?
To duże utrudnienie, zwłaszcza że oprócz psów mieliśmy do czynienia z kotami, a także wieloma dzikimi zwierzętami – od wielbłąda po tygrysa, od tarantuli po węże…. Na dodatek pracowaliśmy z dziećmi w wieku od 7 do 15 lat, więc był podwyższony stopień ryzyka. Najpierw odbywały się próby aktorskie, a potem była jedna próba ze zwierzętami. Najczęściej musieliśmy się dostosowywać do tego, co one zrobią.

Przecież były wcześniej przygotowywane do swoich ról?
Tak, ale po drugim, trzecim dublu odmawiały współpracy i trzeba było robić przerwę. Wychodziły też polskie niedoskonałości – czasem szkoleniowcy dopiero na planie dowiadywali się o zmianach w scenariuszu i potem mieli mało czasu, by precyzyjnie wyszkolić zwierzęta. Zdarzały się momenty załamania. Reżyser stracił nerwy podczas pozornie prostej sceny: sześć kotów miało podejść do miski i z niej jeść – ale był z tym duży problem. Dopiero treserzy wytłumaczyli nam, że koty bardzo trudno wyszkolić. Na dodatek stara willa w Aninie, w której kręciliśmy zdjęcia, była miejscem spotkań dzikich kotów i te filmowe najwyraźniej wyczuły, że nie są u siebie. Dopiero po jakimś czasie się oswoiły i łasiły się nam do nóg.

Więcej problemów było pewnie z dzikimi zwierzętami?
Zwłaszcza z tygrysami sytuacja była dość napięta. Grały dwa, duży i mały, ale musiało przyjechać całe stado, żeby te na planie czuły się bezpiecznie. Mieliśmy też dwa małe tygryski z innego stada i te słodkie kotki rozerwały kilka kurtek ludziom, którzy na początku myśleli, że takie maluchy są nieszkodliwe. Ja miałem mrożącą krew w żyłach scenę – na własne ryzyko podjąłem się wyprowadzenia jednego z tygrysiątek z klatki, w której siedział duży tygrys. Najpierw przypatrywałem się, jak robi to treser – i jakoś mnie nie pożarły. Ale dużego tygrysa odważyłem się pogłaskać tylko po koniuszku ogona…
Mieliśmy też kłopot z małpami. Ta, która była przygotowywana do serialu, rozchorowała się i trzeba było szybko szukać innej. Nie było to proste, musieliśmy odwołać zdjęcia. W końcu znaleziono młodą małpkę w Czechach, ale miała tak mało czasu na naukę, że nie dało się ściśle trzymać scenariusza…

Pana suczkę też zobaczymy w jakimś filmie?
Może kiedyś… W serialu też jest zresztą odcinek poświęcony kundelkowi. Na razie posłaliśmy Luśkę na kurs na psa towarzyszącego i efekty są rewelacyjne: nie ucieka podczas spacerów, reaguje na polecenia siad, waruj, równaj, zostań, do mnie – stała się wspaniałym kompanem i dumą całej rodziny.

Powiedział Pan kiedyś, że gdy rodzą się dzieci, otwiera się kosmos. Przy pojawieniu się psa też się otwiera taki mały kosmosik?
Lusia dość długo miała problem z komunikowaniem swoich potrzeb fizjologicznych i ten moment chaosu gazetowego w całym domu trochę mnie przeraził, zwłaszcza że nie zawsze w te gazety trafiała… Podróże samochodem odbywamy w stosach ręczników i chusteczek, bo suczka cierpi na chorobę lokomocyjną. Trudny był okres gubienia mlecznych zębów – wszystko obgryzała, a po domu walały się okrwawione gumowe maskotki…

I mimo to warto ten trud podjąć? Rodzice często nie chcą kupić dziecku psa, bo się boją, że to na nich spadną obowiązki…
Na pewno spadnie na nich część obowiązków – na przykład moi synowie mają problem ze wstawaniem i rano musi z psem wychodzić tata. Ale przynajmniej za ułamek tych obowiązków będą jednak odpowiedzialne dzieci – i ten ułamek jest bardzo wartościowy dla ich wychowania społecznego. My ich tak nie nauczymy okazywania uczuć czy odpowiedzialności, jak spontaniczne zwierzę. Tylko lepiej nie zwlekać zanadto z tą decyzją, dopóki mamy jeszcze zdrowie i siły…

Zgadza się Pan, że wychowanie dziecka i psa mają z sobą wiele wspólnego?
Na pewno, choć warto jednak zachować odpowiednie proporcje i poświęcać więcej uwagi ludziom…

Wyczuwam sprzeciw wobec uczłowieczania psów, którego bywamy czasem świadkami…
Jestem tolerancyjny, ale patrzę na to z lekkim uśmiechem. Nie będziemy na przykład kupowali Lusi płaszczyka na zimę, choć rozumiem, że niektóre psy pochodzą z innych stref klimatycznych i mogą tego potrzebować. Dzięki temu serialowi uważniej i bardziej świadomie patrzę na stworzenia wokół nas.

Rafał Królikowski
Aktor teatralny i filmowy, absolwent PWST w Warszawie. Można go oglądać w stołecznym Teatrze Powszechnym, a ostatnio również m.in. w „Lejdis” i „Rysiu”.
Wkrótce na antenie TVN wystąpi w serialu „Teraz albo nigdy”, a TVP 1 wyemituje „Hotel pod Żyrafą i Nosorożcem”. W 2000 r. na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni otrzymał nagrodę za najlepszą rolę komediową w „Pół serio” Tomasza Koneckiego.


Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *