Pamiętaj, nie jesteś jakimś tam psem – ale yorkiem - Psy.pl

Pamiętaj, nie jesteś jakimś tam psem – ale yorkiem

Życie z gromadką yorkshire terrierów przypomina przebywanie w środku puszczanego non stop filmu przyrodniczego. Gdzieś w okolicy naszych kostek żyje, bawi się, martwi się i cieszy mały kosmaty ludek. Nie potrzeba wcale wigilijnego wieczoru, żeby przemówił. Yorki na ogół trzymają swoich ludzi krótko, ale wierzę, że pozwolą się wypowiedzieć także mnie, ich człowiekowi...

Bohaterowie opowieści

Hipek, 10 lat

 

Ostoja i obrońca rodziny. Trafił do mnie z ciężką traumą, spowodowaną przez ludzi, którzy znęcali się nad nim przez pierwszy rok jego życia. Pies o najlepszym charakterze, jaki znam: zrównoważony, odważny. Opiekuje się swoimi dziewczynami niczym poczciwy wujek. 
Pyza, 6 lat 

Jasnowłosa dama ze Śląska – stanowczość charakteru i doskonała znajomość celu, jaki chce osiągnąć, zdają się świadczyć, że to prawda, co mówią o paniach z tego regionu. 
Kini, 3 lata 

Przemiła suczka z kilkoma drobnymi fobiami, m.in. nienawidzi przeszkadzania podczas snu i, choć na ogół uległa, za byle muśnięcie, kiedy zażywa odpoczynku, gotowa jest zamordować. Radosna entuzjastka w zabawie i nauce.

 

Ich człowiek: Kiedy sprawiasz sobie pierwszego yorka, najpierw długo się uczysz chodzić – prawdopodobieństwo rozdeptania stworzonka gabarytów przerośniętego chomika jest spore. Po pewnym czasie opracowujesz system szurania stopami niczym niedołężny starzec. Wtedy jest szansa, że szczeniak ocaleje. 

Jeśli zdarzy ci się przygarnięcie yorka dorosłego, to pewne jak w banku, że nie zapoznał się dotąd z nauką czystości. Można jednak sobie z tym dać radę – nawet bez jakże modnego w kręgach hodowców małych ras uciekania się do ustawienia w domu kuwety albo układania pieluszek. 

Nawet jeśli pies ma za sobą trudne przejścia, to zwykle udaje się go wyprowadzić z traumy. A wtedy yorek odkrywa, jakie prawo rządzi wszechświatem: na szczycie znajdują się yorki, potem inne rasy psów, potem inne zwierzęta, na samym zaś dole – człowiek. 
 
Hipek: Myślę, że w dzieciństwie zostałem porwany. Po wielu miesiącach moi prawdziwi właściciele mnie odnaleźli i zapłacili kidnaperom okup. I tak trafiłem do tego właściwego domu, w którym powinienem być od początku. Ot co. 
 
Pyza: A ja, kiedy byłam jeszcze bardzo malutka, przyjechałam do mojego nowego domu pociągiem. Rozczulali się nade mną podczas tej podróży, że taka grzeczna jestem, bo przesiedziałam sztywno całą podróż. Grzeczna! Ja walczyłam o przetrwanie! 
 
Kini: Przyjechałam tu na dwutygodniowe wakacje i jakoś tak… zostałam. Przywiozłam z sobą własną luksusową klatkę, nikt inny takiej nie ma, zaznaczam. Co z tego jednak, jeśli wszyscy z niej korzystają? Oczywiście nie wtedy, kiedy w niej śpię – wiedzą, że w tym momencie trzeba mnie omijać szerokim łukiem.


 
Ich człowiek: Spacery? Odbywają się bez smyczy, no, może czasami, przy przejściu przez ulicę trzeba zapiąć linki. Jednak na ogół banda przemieszcza się swobodnie, utrzymując stały kierunek. Hipek z powagą odprawia rytuał siusiania na krzaczek. Pyza przygląda mu się spod oka, potem podbiega do krzaczka i poprawia po wujku, stając na przednich łapach i opierając tylne o krzak. Ostatecznie trzeba mieć kontrolę nad tym, co się pisze do znajomych – a wujkowi Hipkowi obce są wszelkie subtelności. 
 
Hipek: Jestem przywódcą. Na spacerze noszę ogon wysoko, zwłaszcza gdy spotykamy innego psa. Podchodzę powoli i zagajam: „Cześć, mam na imię Hipolit i mam dwie suczki, jak pewnie zauważyłeś”. Potem wszystko toczy się według psich reguł. Zwykle tamten zazdrości: „O kurczę, stary, dwie suczki? Na własność? Ale szczęściarz z ciebie!”. Czasem, kiedy nowy znajomy robi zbyt buńczuczne miny, pytam go grzecznie: „A w ryj chcesz?” – i zaraz jest inna rozmowa.
 
Kiedyś spotkaliśmy w parku takiego jednego… no, buldoga francuskiego. W kurtce z orłem wyhaftowanym na plecach. I ten buldog w ogóle nie chciał się bić, tylko zachwycony szedł z nami i gadał, że chętnie się zamieni na rodziny. Pokazywał mi swoich właścicieli, że młodzi i mało używani… Chytrus, chciałby przyjść na gotowe – czy on wie, ile czasu i wysiłku zajmuje wychowanie i utrzymanie dwóch dziewczyn? Szedłem obok niego na sztywnych nogach, a ogon to sobie na grzbiet zarzuciłem tak, że mnie potem przez pół dnia bolał. „Nie masz pojęcia” – cedziłem przez zęby – „jakie one są kosztowne! Ile trzeba się naharować, żeby zapewnić im takie kożuszki i kokardki!” (akurat był środek zimy i dziewczyny były w eleganckich ubrankach). A ten – nic, nieprzemakalny jakiś. Pochrząkuje, nie słucha nawoływań swoich państwa, tylko w kółko, że pójdzie z nami. Już myślałem, że naprawdę trzeba będzie mu dać w ryj, ale w końcu się odczepił. 
 
I wciąż tak mam. Na spacerze chodzę niby zajęty swoimi sprawami, ale spod oka ciągle patrzę, czy aby ktoś moich yorczyc nie zaczepia. A jak się trzeba nad oznakowaniem terenu napracować, to mało kto wie. A jeszcze Pyźka ciągle chodzi za mną i poprawia, jak twierdzi, błędy ortograficzne!
 
Pyza: Oczywiście wujek Hipek wyobraża sobie, że tu rządzi. Mężczyźni! Nawet nie wyprowadzam go z błędu, choć to jasne, że tylko rozsądna, wybitnie inteligentna suczka może być w stadzie alfą. Chłopak może być co najwyżej wykidajłą od brudnej roboty. W kwestii kości, zabawek, obiadów, wyboru miejsca przy śpiącym człowieku najwięcej do powiedzenia ma wytworna yorkowa dama. O młodzieży nie wspominamy – i tak się podporządkuje. 
 
Kini: Wiadomo, starsi są przemądrzali i jak tylko coś powiem, to zaraz słyszę: „Cicho, smarkulo, ja tu rządzę!”. Ale to nie znaczy, że mam przyjmować to bez szemrania. Na przykład kości. Kiedy się siądzie naprzeciwko ich posiadacza i wystarczająco długo zawodzi, to – zauważyłam – w końcu rzuca on tę kość na ziemię i jęczy: „A weźże to wreszcie, tylko przestań tyle gadać!”, i odchodzi. 
 
Z zabawkami też daję radę. Wystarczy podejść do niosącego patyk czy pluszaka wujka i od niechcenia chwycić zabawkę przy samym końcu. Przez chwilę niesiemy ją razem, a potem nagle wujkowi zostaje w paszczy samo powietrze. To proste, naprawdę. 
 
 
Ich człowiek: Niekiedy nachodzi cię ochota, żeby swojego yorka czegoś nauczyć. No… czegokolwiek. Normalnie, ja pan, ty pies, ja mówię, ty słuchasz… 
 
Pyza: Moja matka mówiła bardzo dużo, dlatego nie zapamiętałam wszystkich jej nauk, ale jedną na pewno. „Dziecko”, mówiła, „pamiętaj, że nie jesteś jakimś tam psem, ale yorkiem”. YORKIEM. Ludzie będą próbowali, przestrzegała, cię uczyć. Pamiętaj, przyzwoity yorek nie robi takich rzeczy, jakie robią inne, biedne, służalcze psy. 
 
Dlatego od lat powtarzam sprawdzoną procedurę: najpierw orientuję się, czy jest nagroda. Jeśli jest, zastanawiam się nad jej jakością – za byle co nie pracuję. Potem, w ramach szkolenia swojego człowieka, losuję pewną pulę komend, które dziś mogę wykonać. Czasem, kiedy mam dobry humor, są to prawie wszystkie z mojego repertuaru. Ale zwykle muszę się zdecydować na jedną, góra dwie, żeby mojej pani w głowie się nie przewróciło. Jeszcze zacznie mnie na serio szkolić i co wtedy? 
 
Inni niestety nie słuchają moich dobrych rad w kwestii szkolenia ludzi, nauczyli się różnych sztuczek i je, o hańbo, wykonują na rozkaz. Bardzo nie po yorkowemu, moim zdaniem. Czasem można się pobawić w wyszukiwanie schowanego w domu tytoniu, ale to zabawa, a nie praca, więc to lubię. Wujek i młoda zajmują się jeszcze tropieniem. Zakładają im specjalne szelki i jeżdżą za miasto „robić ślady”, jak mówią. To wariactwo. Porządny yorek nie zajmuje się takimi rzeczami. 
 
Hipek: Ślady. Wspaniała rzecz. Jestem w tym świetny. Dostałem nawet szelki zrobione na zamówienie. Mają dużo brzęczących sprzączek i kiedy je zakładam, puszę się i idę, podzwaniając nimi – niech chłopaki z osiedla zobaczą, co znaczy zawodowiec. Jedna rzecz mnie martwi – na tropienie czasem jeździ też Kinka. A przecież dziewczyny się do tego nie nadają. Wystarczy powiedzieć, że zakłada różowe szelki! Z nadrukiem w pieski! Rany, muszę się wtedy ukrywać, żeby mnie ktoś znajomy z nią nie zobaczył… 
 
Kini: Bardzo lubię tropienie. To łatwe, trzeba się tylko skupić. Bardzo się staram. Moja pani mówi, że gdybym miała zeszyty szkolne, to moje szlaczki byłyby najstaranniejsze i najładniejsze w klasie. Cokolwiek to znaczy… W każdym razie zawsze chętnie pędzę do samochodu, kiedy ludzie zaczynają do niego znosić sprzęt do tropienia: szelki, linki, chorągiewki. Sam samochód nie jest miły: śmierdzi, warczy i trzęsie. Ale można nim dotrzeć w wiele ciekawych miejsc. 
 
Ich człowiek: Docieramy w wiele ciekawych miejsc, owszem, jest sporo parków i lasów, których yorki są stałymi bywalcami. Mamy zaprzyjaźnionych od lat przechodniów, którzy zamieniają z nami kilka słów, ilekroć się spotkamy. Zdarza się, że ten czy ów wspomina poprzednie pokolenie towarzyszącego mi małego ludku: Wini, spokojną i pewną siebie, od której wszystko się zaczęło, Osmanka, twardziela, a zarazem uroczego miłośnika morelowych pudliczek, i jego siostrę Oliwkę, delikatną i uległą. I ja je ciągle wspominam, a ich cienie – zdaje mi się – wędrują razem z nami. Znów, jak co roku, pobędą ze mną podczas świąt Bożego Narodzenia, kiedy jest więcej czasu na wspomnienia.
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *