Pasterz owiec i strusiów - Psy.pl - mamy nosa!

Pasterz owiec i strusiów

Choć farmerzy śledzą dziś watahy wilków za pomocą systemu GPS, w roli obrońców stada wciąż najlepiej się sprawdzają psy pasterskie - stąd kariera owczarków podhalańskich w Stanach Zjednoczonych

Janet McNally hoduje owce i krowy na farmie w Minnesocie. Żyje tu duża populacja dzikich zwierząt, w tym dwa gatunki wilków, kojoty, lisy, pumy i czarne niedźwiedzie. W 1999 r. stado Janet zdziesiątkowała wataha ponad 20 wilków. W ciągu kilku tygodni straciła 75 owiec. Po tej tragedii zaczęła się interesować wykorzystaniem psów do ochrony zwierząt hodowlanych. Dowiedziała się, że drapieżniki szczególnie respektują podhalany, więc skontaktowała się ze Stowarzyszeniem na rzecz Pracujących Owczarków Podhalańskich (patrz ramka) i za jego pośrednictwem kupiła szczeniaka o imieniu Koci.
Dziś stad Janet pilnuje dziewięć psów pasterskich. – Koci jest szefem farmy. Gdy przeganiamy stado, zwierzęta idą za nim. Jeśli on się zatrzyma, całe stado staje. Owce nauczyły się zwracać uwagę na jego postawę. Nie wejdą na pastwisko, jeśli Koci zasygnalizuje im niebezpieczeństwo – opowiada o swoim ulubieńcu Janet. Podkreśla, że zaskakująco dobrze umie on ocenić sytuację: – Potrafi użyć siły, lecz tylko tyle, ile trzeba. Dzięki temu jest skuteczny, ale niekłopotliwy. Kiedy stado wędrowało na nowe pastwisko i mijało gospodarstwo, w którym są duże, niesforne psy, Koci chwycił jednego z nich za szyję i siedział na nim, póki owce nie przeszły.
Janet wykorzystuje także inne europejskie rasy pasterskie. Ma doświadczenie w pracy z takimi psami, jak owczarek maremma, mastif hiszpański, kuvasz oraz z najbardziej popularnymi w Stanach Zjednoczonych: pirenejskim psem górskim i owczarkiem anatolijskim. – Każda rasa ma swoje zalety – uważa Janet. – Maremma i podhalan pracują blisko stada i nie włóczą się, ale dorastające psy obu tych ras są bardzo rozbrykane i mogą być niedelikatne wobec owiec. Mastif hiszpański i pirenejski pies górski są najłagodniejsze dla owiec ze wszystkich ras, które miałam, ale bardziej się oddalają od stada. Podhalany w większym stopniu niż inne rasy pasterskie przywiązują się do człowieka. Właściciel musi jednak ustalić swoją pozycję jako przewodnik psa, bo inaczej może się pojawić kłopot z udowodnieniem mu, czyje tak naprawdę są owce…

Szczeniak i jagnię

Aby owczarek nadawał się do pracy przy zwierzętach gospodarskich, niezbędne jest odpowiednie wychowanie. Dzięki intensywnej socjalizacji w szczenięctwie psy w wieku dorosłym nie wykazują cienia agresji wobec owiec czy kóz. – Moje szczenięta rodzą się w owczarni, więc natychmiast przyzwyczajają się do zapachu owiec – mówi Janet McNally. – Gdy mają miesiąc, przynoszę do ich kojca małe owieczki. Szczenię owczarka musi stale przebywać z owcami do 16. tygodnia, bo w tym czasie u psów tworzą się więzi społeczne.
Od czwartego miesiąca życia szczenięta uczestniczą w specjalistycznym szkoleniu. Powinny się nauczyć trzymać blisko stada, podążać za nim i go bronić. Hodowcy owiec mają na to różne sposoby. Janet stosuje ruchome ogrodzenie z siatki pod napięciem – zmieniając jego położenie, zmusza owce i psa do przemieszczania się. Młode czworonogi dostają do pilnowania jagnięta na małym obszarze, a starsze – większe owce i rozleglejsze pastwisko.
W wieku 6-8 miesięcy psy już rozumieją, że muszą się ruszyć za każdym razem, gdy stado się przemieszcza. Później hodowcy pozostaje tylko kontrolowanie, jak owczarek sobie radzi. Kłopoty mogą się pojawić w wieku ok. 18 miesięcy, kiedy to niektóre psy w zabawie stają się niedelikatne wobec owiec. Wtedy hodowca musi skarcić stróża przyłapanego na nękaniu owcy. Gdy owczarek skończy dwa i pół roku, wyrasta z trudnego okresu.
Psy pasterskie bardzo skutecznie chronią stada przed drapieżnikami. – Latem na pastwisku jest 500 owiec z młodymi. Od czasu, gdy mam psy pasterskie, wilki ani razu nie zaatakowały mojego stada – zapewnia Janet. – Odkąd kóz pilnuje Ellie, nie mieliśmy żadnych problemów z liczną populacją kojotów żyjącą w okolicy – potwierdza Tim Budnik, potomek polskich emigrantów, któremu urodzona w Łodzi podhalanka pomaga w pracy na farmie w stanie Iowa.

Podhalan na wagę złota

Według Carol Wood, hodowczyni owczarków podhalańskich i historyka Stowarzyszenia na Rzecz Pracujących Owczarków Podhalańskich, podhalany przewyższają swoimi zaletami inne europejskie psy pasterskie, z których wiele od dziesięcioleci jest hodowanych wyłącznie jako psy wystawowe lub rodzinne. W efekcie stają się łagodniejsze i mniej się nadają do pilnowania.
– Duża część hodowców pirenejskich psów górskich dąży do uzyskania puszystej szaty lub wytwornego chodu, w którym czworonóg wysoko unosi łapy. Obie te cechy cieszą oko, gdy obserwujemy zwierzaka na ringu wystawowym, ale zupełnie nie sprawdzają się w pracy – zauważa Carol Wood. – Ten rodzaj włosa nie chroni przed wilgocią. Natomiast chód z wysokim unoszeniem kończyn nie pozwala na daleki wykrok. Tak poruszający się pies szybko zmęczyłby się w trudnym terenie i nie dotrzymałby kroku stadu. Byłby również narażony na przegrzanie w cieplejsze dni z powodu dodatkowego wysiłku, który wkładałby w ruch.
Mimo starań hodowców i miłośników owczarków podhalańskich zmierzających do ich popularyzacji w Stanach Zjednoczonych trudno nabyć szczenię tej rasy. – Jest kilku hodowców podhalanów, którzy oferują dobre pracujące psy, lecz farmerzy narzekają, że coraz trudniej takiego hodowcę znaleźć – przyznaje Carol Wood. Wiele podhalanów w Stanach Zjednoczonych to psy rodzinne, w najlepszym wypadku pilnujące domu i posesji. Niektóre są wykorzystywane w terapii w szpitalach i klinikach. Szkoli się je też do asystowania osobom niepełnosprawnym.
Tatra Dogs

Pierwszymi owczarkami podhalańskimi, które trafiły do Stanów Zjednoczonych, były dwie suczki i pies, kupione w 1980 r. w Krakowie i Zakopanem przez zakochanego w tej rasie pracownika amerykańskiego konsulatu. Gdy w 1981 r. ogłoszono w Polsce stan wojenny, psy wysłano za ocean. Dziś hodowcy i właściciele owczarków podhalańskich, zwanych tam Tatra Dogs, prowadzą kluby rasy w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Ocenia się, że obecnie w USA mieszka około 250 jej przedstawicieli, z czego 100 pracuje na farmach, pilnując najczęściej stad owiec, kóz i bydła, ale również lam czy strusi.
Aby wciąż pasły

Polish Tatra Working Dog Association (Stowarzyszenie na Rzecz Pracujących Owczarków Podhalańskich) w Stanach Zjednoczonych zrzesza kilkanaście osób, które promują rasę i dbają o zachowanie historycznych cech podhalana jako psa pracującego – pilnującego stad. Stowarzyszenie prezentuje owczarki podhalańskie na festiwalach rolniczych, a raz w roku jego członkowie wraz ze swoimi psami biorą udział w pokazie przepędzania owiec, tzw. redyku. Podczas tego spektakularnego wydarzenia przy stadzie liczącym 8,5 tys. owiec pracuje 30 psów, a pasterze ubierają się w tradycyjne stroje górali z Podhala. – Zainteresowanie psami pasterskimi do obrony stad wciąż rośnie – ocenia Andrew Tokarz, prezes stowarzyszenia. – Są bardzo skuteczne i… ekologiczne. Więcej na www.ptwda-usa.com

Podhalany w Bieszczadach

Prace nad upowszechnieniem wykorzystania owczarków podhalańskich do ochrony stad są prowadzone także w Polsce. W 1995 r. dr Wojciech Śmietana z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie przekazał kilkanaście 7-tygodniowych szczeniąt owczarków podhalańskich do gospodarstw owczarskich i koziarskich w Bieszczadach. Dr Śmietana zajmuje się badaniem życia wilków i nieustannie styka się ze szkodami przez nie wyrządzonymi. Górale tatrzańscy, od pokoleń mający do czynienia z tymi drapieżnikami, nauczyli się skutecznie chronić stada. Jednak hodowcy z Bieszczad to często osoby, które trafiły w ten rejon po wojnie z nizinnych regionów Polski, gdzie nie było takiego zagrożenia. Chcąc im pomóc, dr Śmietana zainteresował się m.in. opracowaną przez naukowców z Uniwersytetu Stanowego w Oregonie metodą wychowania i szkolenia pasterskich psów stróżujących. Zakłada ona, że odpowiednio przygotowany pies nieustannie przebywa w pobliżu stada i samodzielnie potrafi je chronić przed atakami wilków. W wypadku zagrożenia powinien wyjść naprzeciw intruzom, stanąć między nimi a stadem i szczekać. Wtedy kozy i owce zbijają się w zwartą gromadę i uciekają – zwykle wystarcza to, by zniechęcić drapieżnika.
Z pierwszych siedmiu psów wprowadzonych do bieszczadzkich gospodarstw dwa doskonale spełniły pokładane w nich nadzieje: zżyły się ze swoimi stadami, nie odstępują ich na krok i przebywają z nimi na halach nawet pod nieobecność pasterza. Z pozostałymi było trochę problemów, lecz i tak straty powodowane przez wilki zmalały z kilkunastu do kilku owiec. Dr Śmietana sprowadził więc do zainteresowanych gospodarstw 20 kolejnych szczeniąt. – Połowa z wydanych przeze mnie szczeniaków to psy z metrykami ZKwP, pozostałe są potomkami pracujących rodziców. Wśród baców tylko nieliczni mają psy zarejestrowane w związku. Rodowodowe podhalany zwykle nie są wykorzystywane do pracy, a szkoda, bo nadają się bardzo dobrze do roli pasterskiego psa stróżującego – ubolewa dr Śmietana. Dzięki jego działaniom rośnie zainteresowanie owczarkami podhalańskimi wśród lokalnych hodowców i psów na halach przybywa. Coraz więcej owczarków pracuje też we właściwy sposób, czyli samodzielnie. (MU)

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *