Paweł Pawelec - Psy.pl

Paweł Pawelec

Wychowałem się z psami, cała moja rodzina jest zapsiona. W domu były kundelki, owczarki niemieckie i boksery. Dlatego gdy osiem lat temu zadzwoniła do Radia Eska słuchaczka i zapytała, czy nie pomógłbym w znalezieniu domu dla suczki w typie boksera, która ze sforą psów przybłąkała się do miejscowości Sobienie Jeziory pod Warszawą, bez wahania zająłem się sprawą.

Najpierw próbowałem zachęcić słuchaczy, ale gdy przez miesiąc nikt nie zdecydował się jej zabrać, sam pojechałem ją obejrzeć. Okazało się, że musiała przejść ciężki poród i wymagała leczenia. Postanowiłem więc się nią zająć.
Na początku mój dom kojarzył się jej z bolesnymi zabiegami i zastrzykami. Dlatego dopiero po roku stała się taką Zuzką, jaką znamy dziś: spokojną myślicielką. To chodząca łagodność i dobroć, która zmienia się w ostrego psa tylko wówczas, gdy ktoś się zbliża do posesji. Wysyła wtedy sygnał: nie wchodź, bo będziesz miał ze mną do czynienia.
Za sprawą Zuzki dwa lata temu trafił do mnie Hektor. Zadzwoniła słuchaczka – tym razem z Pruszkowa – i powiedziała: tak się Pan chwali tą swoją Zuzką, a my tu mamy psa w typie boksera, który się błąkał po mieście. Dawaliśmy ogłoszenia, ale nikt się nie zgłosił.
Gdy już przekonałem moją Zosię, że dwa psy w domu to fajna sprawa, pojechaliśmy go zobaczyć. Stanął przed nami niespełna półtoraroczny piękny pies, brązowy z białymi łatami na łapach i pod szyją. Nawet gdybym miał za niego zapłacić, nie wahałbym się. Gdy wzięliśmy go na smycz, szedł bez problemu, tak jak bez problemu wskoczył do samochodu. A po przyjeździe do domu spokojnie obszedł cały ogród, zaznaczając swoją obecność, położył się na środku i dał w ten sposób do zrozumienia, że teraz on tu będzie rządził. I rzeczywiście – jest panem psiego stada. Nie wdaje się jednak w bójki. Podobnie jak Zuzka jest za to zawsze gotów bronić naszego bezpieczeństwa.
Niedawno odebrałem kolejny telefon – od słuchaczki z Otwocka, która od miesiąca szukała właścicieli dla bezdomnej, mniej więcej rocznej suczki. Sonia – bo tak ją nazwaliśmy – stała się nieodłączną towarzyszką Hektora. Walczą o zabawki, biegają dookoła domu, przynoszą mi drewno do kominka. Hektor ma wreszcie kogoś równie zwinnego i skorego do zabawy jak on sam.
W czasie gdy nie byliśmy jeszcze gotowi na przyjęcie trzeciego psa, pomieszkiwały u nas dwie suczki w typie boksera. Znalazłem im dom, ale trwało to kilka miesięcy. Ich przyszły właściciel przyjeżdżał do nas z rodziną, dziećmi, zaprzyjaźniliśmy się. Dopiero po tym czasie uznałem, że będzie dla nich dobrym panem.
Moje trzy przygarnięte psy – choć nie korzystałem z pomocy szkoleniowców – chodzą przy nodze, nie wybiegają na ulicę, jestem też w stanie je odwołać, gdy są atakowane przez obcego psa – nie podejmują walki, tylko wracają do mnie. Gdy z powodów zawodowych nie mogę się nimi zajmować, chętnie zastępuje mnie rodzina – wszyscy bowiem bardzo kochamy psy.
Uważam, że psiakom po przejściach, które się zgubiły, trzeba to jakoś wynagrodzić. Ponieważ mam warunki, by przychylić im choć trochę nieba na ziemi, staram się to robić.
Ludziom, którzy się dziwią, a czasem nawet gorszą, że ktoś przygarnia bezdomne psy, życzyłbym, by sami się kiedyś zgubili albo stracili to, co dla nich cenne – i choć w jakimś procencie doświadczyli losu zagubionej istoty. A potem, by ktoś wyciągnął do nich rękę i pomógł im uwierzyć, że będzie dobrze. To oczywiście abstrakcja, ale być może dopiero wówczas można stać się bardziej wrażliwym na los bezdomnych zwierząt.

Paweł Pawelec, didżej Radia Eska

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *