Pies i wąż - Psy.pl

Pies i wąż

Niektóre psy zatraciły atawistyczną ostrożność wobec węży i chcą z nimi nawiązać kontakt, co może być dla nich niebezpieczne

Martwi mnie, że moda na tzw. zwierzęta egzotyczne szerzy się ostatnio niczym epidemia malarii. Nie chcemy już dzielić domu z psem i kotem, ale czujemy nieodpartą potrzebę zaimponowania znajomym legwanem czy pytonem. No, w najlepszym wypadku wężem zbożowym. Zwykle dzieci po obejrzeniu kolejnego programu w telewizji proszą: „Mamo, kup mi węża” – i niejedna mama, mimo oporów, kupuje. Jednak ów wąż, przyjemny w dotyku, dla większości młodych ludzi jest atrakcją tylko przez pierwsze tygodnie, a potem staje się kłopotem.
Z wężem nie można, a przynajmniej nie powinno się wychodzić na spacer, wąż się nie łasi i nie podskakuje wesoło, nie merda ogonem, choć z definicji mógłby merdać całym sobą. Siedzi biedaczyna w terrarium i czeka na następną myszkę przekąskę. Zdarza się, że trafia do domu, w którym mieszka już pies czy kot. Na szczęście w sprzedaży są tylko węże niejadowite, co z pewnością przedłuża życie właścicielom i ich czworonożnym podopiecznym.
Naturalnym zachowaniem psa jest ostrożność w kontaktach z wężem. To typowy atawizm chroniący przed ewentualnym ukąszeniem przez jadowitego gada. Część psów zatraciła tę przydatną w praczasach cechę i koniecznie chce nawiązać z wężem bliski kontakt, co w wypadku niewielkiego osobnika może się skończyć dla węża tragicznie. Nie wolno jednak zapominać, że wiele modnych obecnie węży to dusiciele i większy pyton może potraktować małego pieska czy kotka jak smaczny kąsek.
W każdym wypadku zaprzyjaźnianie psa z wężem jest niewskazane. Jeśli już w naszym domu mieszkają psy i węże, to te drugie muszą mieć bezpieczne terraria, do których nikt niepowołany nie powinien mieć dostępu.
Sprawa ma się trochę inaczej, gdy idziemy z psem na spacer, a ten w trawie spotyka jednego z przedstawicieli rodzimej fauny. Najczęściej bywa nim bezbronny zaskroniec, którego obroną jest ucieczka, użycie potwornie śmierdzącej wydzieliny gruczołów przy odbycie lub udawanie trupa. Pamiętajmy, że w Polsce wszystkie węże są pod ochroną i nie wolno dopuścić do tego, aby pies uszkodził nieszczęsnego zaskrońca. Wszak to my wkroczyliśmy do jego królestwa – do lasu czy na łąkę.
Ku mojej radości w polskich lasach coraz częściej można spotkać gniewosza plamistego. Ten niewielki dusiciel bywa na swoje nieszczęście mylony ze żmiją zygzakowatą i zabijany przez niemądrych ludzi. Gniewosz jest niesłychanie waleczny i jeśli znajdziemy się w jego zasięgu, zajadle atakuje, strasząc intruza, czego nigdy nie robi żmija. Ten niewielki wąż żywi się gryzoniami, które dusi jak prawdziwy boa, a potem połyka. Nie jest w stanie zrobić krzywdy niczemu większemu od myszy, ale udaje, że może. Co prawda ma zęby, ale niejadowe i psa lub człowieka może tylko zadrasnąć – zresztą na wyraźną prośbę tegoż, np. podczas prób łapania.
Jak widać, pies puszczony bez smyczy w lesie może jego mieszkańcom narobić wiele kłopotu. Niestety niewielu opiekunów czworonogów bierze to pod uwagę i pozwalają im buszować pośród leśnej ściółki. Na szczęście mam w zanadrzu żmiję zygzakowatą, która może być dla psa realnym zagrożeniem. Proszę nie myśleć, że nie lubię psów, stanowią moją rodzinę od zawsze. Jestem jednak również wielbicielką całego świata żywego i chciałabym, aby państwo zrozumieli, że zaskroniec, gniewosz i żmija też mają prawo do życia.
Żmija zygzakowata jest zwierzęciem bardzo ostrożnym. Zazwyczaj ucieka, zanim jesteśmy w stanie ją zobaczyć. Nie szuka kontaktu ani z człowiekiem, ani z psem. Tylko zapędzona w kozi róg używa swojej broni, czyli jadu. Kąsa jednak w ostateczności, ponieważ utrata zapasu jadu jest dla niej nie lada kłopotem, bo służy on jej też do obezwładniania ofiar, np. myszy, i gdy straci jego zapas, musi potem przez jakiś czas głodować.
Najlepiej oczywiście nie puszczać psa tam, gdzie wiadomo, że żmije występują. Jeśli już jednak zostanie ugryziony, należy jak najszybciej szukać pomocy u lekarza weterynarii. Zlekceważenie tego zdarzenia może go kosztować życie.
Mam nadzieję, że się stało jasne, iż zaprzyjaźnianie psa z wężem nie ma sensu. Jeden i drugi mają zupełnie inne zainteresowania i o przyjaźni nie może być mowy.
W moim domu mieszkają dwa węże – Wacek lancetogłów i Bronek wąż zbożowy. Sama nigdy nie sprawiłabym sobie węża, a te dwa biedaczyska trafiły do mnie dlatego, że ich poprzedni właściciel zmienił miejsce zamieszkania i nie mógł ich zabrać z sobą. Siedzą w szklanych terrariach i z psami nie kontaktują się wcale. Psy też nie wykazują żadnego zainteresowania zawartością terrariów. Dla czytelników miesięcznika „Mój Pies” zrobiłam wyjątek i ubrałam Picusia w kolię z lancetogłowa. Mogłam sobie na to pozwolić tylko dlatego, że ani Wacek, ani Picuś nie mają zębów: niejadowity wąż – z definicji, a dwudziestoletni pies – ze starości…

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *