Gdy zobaczysz psa na budowie…


Trzymane na placach budów psy często nie mają właścicieli. Bywają głodne, pozbawione opieki – podobnie jak ludzie – ulegają wypadkom. Po zakończeniu prac najczęściej lądują na ulicy.

Wiosną, gdy rozmarza ziemia, na budowy wjeżdżają ciężarówki, kręcą się betoniarki, zwożone są materiały budowlane. Pojawiają się też psy, aby tych materiałów pilnować. Jeden z poczytnych dzienników w dziale nieruchomości radził stawiającym dom metodą gospodarczą: „Można – o ile działka jest ogrodzona – kupić dużego psa do pilnowania”. Wiosną też – jak zauważa Ewa Ludwiniak, wolontariuszka ze schroniska w Ostrowi Mazowieckiej – pojawiają się w przytuliskach osoby, które szukają bezdomnych psów, aby stróżowały na budowie. W ekskluzywnym Miasteczku Wilanów w Warszawie jedna z firm budowlanych nawet w zimie trzyma psa. Pracownicy mówią, że ma szczepienia, ciepłą budę i jest prawidłowo żywiony. Jednak nie każdy pies na budowie ma takie szczęście.

Pies na budowie, czyli 700 złotych za życie

Psów takich jak Dżeki inspektor Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami Karolina Jurzysta spotkała wiele, ale jego historia szczególnie utkwiła jej w pamięci. Szczecińska budowa, na której zamieszkał, nie była wielka – stawiano dom mieszkalny. Wokół niewielkiej budy skleconej z desek pełno było błota, worków z cementem, cegieł i innych „skarbów”, których miał pilnować. Pies bronił ich jak mógł, ale widać to nie wystarczało, aby dostawał ciepłe jedzenie i czystą wodę. Pies na budowie wegetował kilkanaście miesięcy, aż TOZ otrzymał zgłoszenie od jednego z okolicznych mieszkańców: „Pies jest skrajnie wychudzony, z licznymi ranami otwartymi, z otarciami na całym ciele, sierść w bardzo złym stanie. Zwierzę jest przetrzymywane w kojcu pełnym błota, posiada budę, lecz brak jest stałego dostępu do wody pitnej i pożywienia”.

Pojechaliśmy tam w piątek. Dżeki źle wyglądał. Widać mu było wszystkie żebra, w naszej obecności spragniony zlizywał deszczówkę, ale robotnicy zapewniali, że ktoś go karmi. Poprosiliśmy kierownika budowy, aby pojechał z nim natychmiast do weterynarza.

 

Odpowiedział, że dobrze, ale… w poniedziałek, bo w sobotę i niedzielę nie pracują. Następnego dnia, gdy się okazało, że nikt się psem nie zajął, zabraliśmy go sami. Niestety, niewiele to pomogło, bo w poniedziałek jego stan był już tak zły, że trzeba było go uśpić – – opowiada Karolina Jurzysta.

Dżeki nie miał właściciela, więc nikt się nie poczuwał do opieki nad nim.

Na pewno nie karmiono go regularnie, bo w weekendy nikt nie pracował. Poza tym okazało się, że jeden z robotników zabierał jego karmę – co z nią robił, nie wiem – mówi inspektor.

Prokuratura zadecydowała, że kierownika budowy nie można oskarżyć o znęcanie się nad psem, ale można powołać się na inny punkt ustawy o ochronie zwierząt, dotyczący zaniechania niezwłocznego udzielenia mu pomocy weterynaryjnej i zapewnienia mu odpowiedniego schronienia. Śmierć Dżekiego sąd wycenił na grzywnę w wysokości 700 zł, nawiązkę 500 zł i 70 zł opłat sądowych.

pies na budowie
fot. Shutterstock

Jeśli nie przeszkadza, to już po nim

Pies może przebywać na budowie, jeśli należy do stróża. Kiedy ma kojec, nie jest puszczany luzem. No i kiedy wędrują razem z budowy na budowę – wylicza Karolina Jurzysta.

Pies na budowie narażony jest na wiele niebezpieczeństw. Deski z gwoździami, leżące luzem cegły, doły, czy cement – wszystko to zagraża życiu czworonoga. Jednak organizacje pozarządowe zaglądają na budowy rzadko. Pracownicy Straży dla Zwierząt przypominają sobie ledwie kilka interwencji. Podobnie jest w Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami.

Znacznie częściej jeździmy do psów trzymanych w złych warunkach w gospodarstwach, mamy po prostu mało takich zgłoszeń. Jakiś czas temu zabraliśmy psa, który wpadł do wapna. Miał całkowicie wypaloną skórę. Rany nie goiły się bardzo długo. Zapewne na budowach dochodzi do wielu wypadków, w których poszkodowane są psy, ale się ich nie odnotowuje – przypuszcza Łukasz Balcer, inspektor i skarbik zarządu głównego.

Jego zdaniem regułą jest przygarnianie czworonoga przez robotników na budowie. Taki zwierzak wcześniej czy później i tak trafia na ulicę. Średnio prace trwają od kilku miesięcy do dwóch lat, a potem robotnicy się rozjeżdżają.

Mała liczba zgłoszeń = brak problemu?

Również według Jarosława Miszczaka z fundacji Niechciane i Zapomniane – SOS dla Zwierząt mała liczba zgłoszeń pt. „pies na budowie” nie oznacza, że problemu nie ma:

Mamy dużo wezwań do psów stróżujących na parkingach, trzymanych na działkach. Dlaczego jest tak mało do tych z budów? Bo większość zgłoszeń dotyczy psów, które komuś przeszkadzają. Dopóki zwierzak nie szczeka i nie stwarza zagrożenia, nikt nie zwraca na niego uwagi. Budowy są często oddalone od zamieszkanych osiedli i tam psy mniej przeszkadzają. Poza tym pies na budowie jest zazwyczaj za wysokim ogrodzeniem i trudno tam się dostać czy choćby zajrzeć. „Pilnują” go też tablice zakazujące wstępu, ochrona – mówi Miszczak.

Problem budów zauważa też Katarzyna Śliwa-Łobacz, rzecznik prasowy fundacji Emir.

Umieszczanie tam psów to bardziej tradycja niż rzeczywista potrzeba, bo przecież pies żadnej budowy nie ochroni. Ekipy się zmieniają i kiedy przychodzi inna firma, na przykład do wykończenia budynku, to dostaje psa w spadku. Jednak na końcu coś z nim trzeba zrobić, więc wywozi się go byle gdzie. I dodaje, że sama ma takiego psa. Drako nie znał smaku mięsa, a żywił się tylko chlebem, bo robotnicy zwykle karmią psy resztkami – mówi rzecznik.

Szczęście miał też pies, którego „odziedziczył” pewien przedsiębiorca budowlany.

Dostał kojec, postawiłem budę, ale zostać u nas nie może. W największe mrozy oddałem go do hotelu dla czworonogów. Ten pies spędził dziewięć lat na łańcuchu i moje przedsiębiorstwo jest zapewne jego trzecim właścicielem. Tyle lat służył ludziom i dlatego nie chcę go ot tak oddać do schroniska. To dobry, łagodny pies. Może ktoś go weźmie? – zastrzega.

pies z budowlańcem
fot. Shutterstock

Stefan budowniczy

Z powodu kryzysu psy cierpią nie tylko tam, gdzie budowę skończono, ale i tam, gdzie ją przerwano. Kiedy Anna Kowal przeniosła się do nowego miejsca pracy w Warszawie, natychmiast zwróciła uwagę na rudego kundelka za płotem. Obok był ogrodzony plac budowy, wszędzie wisiały tablice ostrzegające przed wejściem na jego teren, a w środku samotny pies na budowie pilnujący… gruzu.

iea początku myśleliśmy, że jest groźny, bo kto „przylepę” zatrudnia do pilnowania budowy? Ale okazał się zwierzakiem lgnącym do ludzi. Przez kilka miesięcy karmiliśmy go przez siatkę. Nic nie wskazywało, że ktoś do niego przychodzi, nie udało się też skontaktować z kimkolwiek z budowy. Po kilku miesiącach zaczęliśmy szukać mu domu. W końcu któregoś dnia Stefan – bo tak go nazwano – wydostał się na zewnątrz i potrącił go samochód. Anna Kowal znalazła go leżącego pod płotem i skomlącego – opowiada Anna Kowal.

Magda, wolontariuszka współpracująca z fundacją Azylu pod Psim Aniołem, która szuka domu dla wyleczonego już Stefana, uważa, że takie psy są szczególnie poszkodowane.

Nikt nie zwraca na nie uwagi. Wszyscy myślą: „Skoro jest za tym płotem, to na pewno ktoś go dogląda…”.

Gdy zobaczysz psa na budowie

  • Przyjrzyj się, w jakim jest stanie: czy nie jest wychudzony, czy ma zdrową sierść, czy nie trzęsie się z zimna, czy nie boi się robotników;
  • Oceń, czy jest bezpieczny, czy ma ocieplaną budę, miskę z wodą i codzienny kontakt z ludźmi;
  • W razie zastrzeżeń co do stanu psa i warunków, w jakich jest trzymany, zgłoś to odpowiednim służbom (organizacje prozwierzęce, straż miejska, policja);
  • Jeśli pies potrzebuje natychmiastowej pomocy, a np. jest weekend i trudno ją uzyskać, spróbuj sam doraźnie pomóc, na ile możesz – choćby w taki sposób, jak pomagano Stefanowi opisanemu w tekście
Autor: Konrad Piskała