Dlaczego psy bezdomnych są takie grzeczne?

Pies na każde zawołanie? Czy jest to wykonalne? Jak to się dzieje, że domowe, ukochane pupile zamiast reagować na każde skinienie, wybierają samodzielne rozwiązania? Właściciel nagle staje się niewiele znaczącym elementem krajobrazu i pies robi, co chce. Jego pan, zawstydzony brakiem manier czworonoga, przypina mu smycz automatyczną, zabierając tym samym to, co pupil ceni najbardziej – swobodę. Zwierzak staje się coraz bardziej nerwowy, opiekun też. Spacery przypominają ćwiczenia na siłowni lub obóz przetrwania, podczas których podstawowa zasada brzmi: „miej oczy dookoła głowy, by w porę dostrzec zagrożenie”.

Właściciel szuka pomocy i często słyszy: „W czasie spaceru musisz być bardziej atrakcyjny dla swojego psa”. Zabiera więc z sobą smakołyki, sznurki, piłeczki – jednak niewiele to zmienia. Z zazdrością patrzy na psy kloszardów, które łażą za nimi bez smyczy, ignorują inne czworonogi i ludzi, są spokojne, potrafią nieraz długo czekać, aż ich pan sprawdzi zawartość kolejnego śmietnika, albo wygrzewać się na słońcu, podczas gdy ich człowiek siedzi na ławce w parku, popijając z kolegami napoje energetyczne…

pan z psem na plaży
fot. Shutterstock

Taras, ubiju!

Postanowiłem się dowiedzieć, jaki to magiczny przepis na sukces pt. „pies na każde zawołanie” mają kloszardzi. Moim nieocenionym rozmówcą okazała się pani Niusia – starsza Rosjanka, która od wielu lat przemierza moje miasto z towarzyszącym jej zawsze psem. Dawniej była to rottweilerka o posępnym spojrzeniu, a teraz adoptowany mieszaniec owczarka i labradora Taras.

Od pracowników schroniska wiem, że był psem trudnym, zadziornym i że nie wróżyli mu świetlanej przyszłości. Ale pani Niusia wybrała właśnie jego. Wypełniła dokumenty, wzięła psa na sznurek, który odwiązała zaraz za bramą schroniska, i Taras poszedł za nią.

Ilekroć ich widzę razem, pies zachowuje się bardzo grzecznie. Nawet odbiegając, co chwila się ogląda i sprawdza, co robi jego opiekunka. Pani Niusia podpiera się wielkim parasolem, który czasami służy jej jako narzędzie komunikacji z psem. Gdy Taras zaczyna się czymś denerwować, ona unosi w górę parasol i woła: „Taras, ubiju!”. Zwierzak błyskawicznie się uspokaja i podbiega do opiekunki, która go głaszcze, i mówi pieszczotliwie: „ty zarazo!”.

Oczywiście musi być jakiś powód – poza magią – dla którego Taras zachowuje się w ten sposób. Zapytałem panią Niusię, jak ona to robi? Zastanowiła się przez chwilę i odpowiedziała: „Nie zwracam na niego uwagi”. Większość z nas bezustannie obserwuje swojego psa – dzięki temu on wie, że nie musi zwracać uwagi na człowieka.

Postanowiłem przetestować patent pani Niusi w bezpiecznym miejscu z moimi psami. Gdy widziałem, że są zaaferowane jakimś zapachem, chowałem się w krzakach albo za drzewem. Zorientowawszy się, że mnie nie ma, zaczynały się rozglądać, a potem szukać. Gdy wreszcie znajdowały, były bardzo uradowane. Po kilku takich zabawach w chowanego okazało się, że ich uwaga jest znacznie bardziej wyostrzona i już nie udawało mi się tak łatwo ukryć – gdy tylko zmieniałem kierunek ruchu, natychmiast pojawiały się przy mnie.

pies czeka przed sklepem
fot. Shutterstock

Ty moja zarazo!

Ponieważ to ćwiczenie przyniosło dobre rezultaty, postanowiłem wypytać panią Niusię, jak nauczyła psa spokojnie czekać przed sklepem. Miała na to prosty sposób. Mówiła: „zostań” – i wchodziła do środka. Jeśli Taras wstał, wychodziła, brała go za obrożę i doprowadzała na miejsce, gdzie miał czekać, powtarzając polecenie. Gdy wysiedział spokojnie, po wyjściu chwaliła go („dobra ty moja zarazo!”) i częstowała kawałkiem drożdżówki.

Taras wiedział, że opłaca się czekać, bo gdy wstanie, przedłuży to tylko czas oczekiwania na nagrodę. Drugą zatem tajemnicą relacji z psem jest konsekwencja i przewidywalność. Jeśli czegoś od niego wymagasz, rób to na poważnie. Pozwól mu zapracować na nagrodę.

Pies na każde zawołanie, czyli nic za darmo

Najważniejszą jednak tajemnicą, którą zdradziła mi pani Niusia, było to, że Taras towarzyszył jej wszędzie i zawsze. Psy potrzebują uczestniczenia w życiu ich człowieka. Im więcej zwierzak chodzi z właścicielem, tym mniej ma energii na zaczepianie pobratymców i przechodniów, hasanie i wariowanie. Raczej gdy człowiek się zatrzymuje, skorzysta z okazji, aby się położyć i odpocząć. Przemierzając świat, styka się z mnóstwem bodźców i zdarzeń. Nie ma więc powodu ich kompulsywnie poszukiwać.

Ta część treningu kloszarda jest dla osób pracujących i mieszkających w miastach trudna do zrealizowania. W praktyce sprawdza się zatem nie tyle zabieranie ze sobą psa do pracy (jeśli to możliwe – wspaniale), co raczej wzbogacanie jego środowiska tak, aby wspólnie poznawać coraz to nowe miejsca i aby przynajmniej czasami wybierać się z nim na długie wędrówki.

Psy kloszardów są najczęściej kiepsko żywione – dlatego mają mniej energii niż domowe pupile. Nie namawiam do karmienia podopiecznego odpadkami, ale jakość oraz ilość ruchu i zadań powinny odpowiadać jakości pożywienia. Zamiast nadskakiwać psu, by zjadł pyszny smakołyk, pozwólmy mu zapracować na uwagę i nagrodę – im częściej, tym lepiej.

Pies na każde zawołanie – trening kloszarda

  • nie nadskakuj psu i nie bądź jego niańką
  • pozwól mu pracować dla ciebie w zamian za twoją uwagę i zabawę
  • bądź konsekwentny i naucz go oczekiwania na nagrodę
  • czasami pobaw się z nim w chowanego i pozwól się znaleźć
  • zabieraj go na długie spacery w ciekawych miejscach
  • staraj się, by jak najwięcej energii pies zużył na współpracę z tobą
  • nie przekarmiaj go
Autor: Jacek Gałuszka