„I ślubuję ci psią wierność”… Bo jak ślub, to tylko z udziałem psa!

"Pies na ślubie? Przecież to jak proszenie się o katastrofę!". Są jednak tacy, którzy nie wyobrażają sobie, aby w tym wyjątkowym dniu zabrakło ich ukochanego pupila.

Uważasz swojego psa za członka rodziny i nie wyobrażasz sobie, aby nie mógł uczestniczyć w tym ważnym dla ciebie dniu, jakim jest ślub? Ale jak to, pies na ślubie? Tak! To możliwe. O psach i ślubach rozmawiamy z Katarzyną Gajek, wedding plannerką, właścicielką Agencji Ślubnej Aspire, która od 13 lat organizuje śluby i wesela na terenie całej Polski.

Kasia Gajek
fot. 5czwartych.com. | Na zdjęciu: Katarzyna Gajek

Coraz częściej oglądamy zdjęcia ze ślubów, na których państwo młodzi mają ze sobą psa. Jak to się stało, że psy zaczęły się pojawiać na tej ważnej uroczystości?

Dla mnie, kobiety absolutnie niewyobrażającej sobie domu bez psa, to zupełnie naturalne. Psy to członkowie rodzin, zatem w naturalny sposób weszły na ślubne salony. No bo gdzie miałyby być, jak coś ważnego się w rodzinie dzieje? Przywiązanie do pupila to jedna z motywacji klientów.

Druga to czysty pragmatyzm. Na ślubie znajduje się cała rodzina i wszyscy znajomi, więc kto miałby zająć się psem przez te kilkanaście godzin podczas nieobecności opiekunów? Przecież nie każdy pies dobrze znosi psi hotel.

Oczywiście warto wcześniej kwestię psa na ślubie dobrze przemyśleć. Takie wydarzenie – skomplikowana logistyka, przemieszczanie się, impreza w dużym gronie ludzi w zamkniętym pomieszczeniu, głośna muzyka, światła – nie dla każdego psa będzie przyjemnym doświadczeniem. Dla niektórych psów może być wręcz traumatyczne. Analizując tę sytuację, warto też pomyśleć o gościach. Czy mają alergię na sierść? Czy będą na przyjęciu małe dzieci? A może boją się psów?

Kiedy już para młoda odpowie sobie na te pytania i uzna, że największą wartością jest obecność czworonożnego przyjaciela na ceremonii, trzeba nauczyć go etykiety. Nie powinien nadmiernie szczekać, załatwiać się w niewskazanych miejscach, warczeć na gości, ściągać jedzenia z bufetów. No i kwestią dość istotną jest też strój. Są pary, które stroją swoje psiaki i – w zależności od płci – przygotowują muchy dla psów albo sukieneczki dla suczek. Przyznam, że nie każdy pies docenia te „luksusy” i manifestuje to żywiołowo, próbując zedrzeć z siebie owe błyskotki.

Czy trudno jest zorganizować ślub z udziałem psa? Jak się do tego zabrać? I czy pies na ślubie to nie problem?

Dla nas nie ma nic trudnego. Po prostu musimy poznać decyzję klienta w temacie psa na etapie doboru lokalizacji weselnej i organizowania formalności.  Jeśli odpowiednio wcześniej wiem, że ukochany bokserek naszych klientów musi być z nimi przez cały czas, to szukamy obiektu, który się na to zgodzi. Coraz więcej miejsc przychylnie patrzy na zwierzaki, więc wcale nie jest tak trudno. Zawsze rekomendujemy parom młodym zadbanie o pupila i zabranie dla niego kilku przedmiotów – ulubionej miski, legowiska, zabawki.

Jeśli psów jest więcej niż jeden albo jeśli wiemy, że nasz przyjaciel nie wytrzyma przez całą noc na sali, doradzamy wynajęcie psiej opiekunki, która w odpowiednim momencie zajmie się pupilem. Zawsze przypominamy parze młodej, że nie może założyć, że „ktoś tam się zajmie” pupilem. Rola gości na weselu jest inna i tak powinno pozostać.

Czasem pary mają też takie marzenia, żeby zaangażować psa na przykład do niesienia obrączek… I jeśli pies jest wytrenowany, to rzeczywiście potrafi to zrobić. Najlepiej wypada to na ślubach plenerowych.

sesja ślubna z psem
fot. Ewelina Gierszewska

Pies może być obecny tylko na weselu i sesji zdjęciowej, czy na ślubie – w kościele albo w urzędzie stanu cywilnego – też?

Co do zasady, do kościoła i urzędu stanu cywilnego psy nie wchodzą. O ile w urzędzie czasem można to zmienić, zwłaszcza jeśli jest to pies „torebkowy”, to w kościele ta zasada pozostaje raczej niezmienna. Rozwiązaniem jest wzięcie ślubu kościelnego w plenerze (to trudne, ale możliwe). Można też poprosić dalszego znajomego o poczekanie z pupilem przed świątynią.

Zdarza się, że małe psy do urzędu stanu cywilnego przynosi nie tylko para młoda, co oczywiście trzeba wcześniej uzgodnić, ale również wielu gości (czasem „nielegalnie”) wnosi swoje chihuahuy.

Sesja zdjęciowa to najpopularniejsze i najodpowiedniejsze miejsce do zaakcentowania obecności psa w tej niezwykłej okoliczności. W jej nieformalnych warunkach można pozwolić sobie na każdą zabawę i przejaw czułości. Drugim momentem – swobodnym i dobrym – na takie zdjęcia są przygotowania do uroczystości.

Czasy się zmieniły, coraz więcej opiekunów zabiera psy do pracy czy na wakacje, a ślub to tylko jedna z okoliczności, której czworonożny przyjaciel może być częścią.

Zdarzyły się Pani śluby, na których i goście mogli pojawić się ze swoimi czworonogami?

Zdarzyły. Jedną z takich uroczystości był ślubny weekend. Dla niektórych gości znalezienie opieki dla pupila na cały weekend stanowi wyzwanie. Zaprosiliśmy ich więc w komplecie i zatrudniliśmy „nianię” do psów. Każdy właściciel dzielił się z nią informacjami o zwyczajach swojego pupila i harmonogramem jego doby. Petsitterka miała więc szansę dopasować działania i swoją pracę do przyzwyczajeń zwierzaków. W ten sposób wszyscy spędzili miły weekend, a psy nie stanowiły problemu, których to problemów przy tak dużych imprezach nie brakuje.

Jaka najzabawniejsza sytuacja zdarzyła się Pani podczas ślubu z psem?

Pamiętam zabawną sytuację ze ślubu, który odbywał się na terenie domu i ogrodu państwa młodych. Czyli na terenie psa. Na uroczystości było ok. 100 osób. Pies na ślubie był zainteresowany wyłącznie przynoszeniem piłeczki gościom i oczekiwał na kolejny rzut… Do czasu, kiedy się znudził gośćmi i zaczął domagać się uwagi ze strony swoich właścicieli. Siadał, kładł piłeczkę i szczekał przed parą młodą, domagając się rzutów. Dwa razy pan młody podjął wyzwanie i rzucił piłeczkę, ale miał inną rolę do odegrania, a psiak był niezmordowany. Finalnie, żeby para młoda mogła wziąć ślub, nasza koordynatorka przez 15 minut rzucała i odbierała piłeczkę w bezpiecznej odległości od miejsca ślubu.

Zdarzają się również smutne sytuacje, kiedy pies przyjaciel choruje, a ślub musi się odbyć. Pies naszych klientów 3 dni przed ich ślubem trafił do szpitala na operację. Klienci nie wyobrażali sobie tego dnia, wiedząc, że ich pupil jest w szpitalu. Można powiedzieć, że ślub stanął pod znakiem zapytania. Ostatecznie operacja się udała. Pies został zabrany do domu przed ślubem. W dniu wesela przebywał w hotelu, w pokoju pary młodej, ze zorganizowaną przez nas opiekunką.

Autor: Aleksandra Więcławska